Jakiś czas temu powstały apki za pomocą których można sobie samemu zrobić zdjęcie do dokumentu. Żona zapłaciła kilkadziesiąt złotych, zrobiła sobie zdjęcie w domu, apka ją dobrze przeprowadziła przez cały proces i ok, jescze tylko podpis w urzędzie, dowód gotowy.

Ja uwierzyłem na słowo Ministrowi Cyfryzacji, wicepremierowi Gawkowskiemu, że teraz można sobie zdjęcie do dokumentu zrobić w mObywatelu. Zrobiłem, złożyłem wniosek, poszedłem do urzędu… gdzie pani mnie dziś poinformowała, że zdjęcie jest zupełnie nie takie, muszę przynieść innne.

– Przecież mObywatel mi to przepuścił. Miał korygować i naprowadzać.
– Wiem proszę pana.
– To o kant d..y rozbić takie coś; ja tracę czas, wy tracicie czas.
– Tak proszę pana, podzielamy tę opinię.

Po stracie czasu na robienie zdjęcia mObywatelem i stracie czasu w urzędzie robię wreszcie teraz coś co ma sens, czyli idę do fotografa. A wpis z dwóch powodów:
– żeby ostrzec innych,
– żeby zastanowić się ile publicznej kasy poszło na zrobienie usługi, którą można o kant d..y potłuc.

Po tym doświadczeniu tym bardziej krytycznie patrzę też na regulacje, które Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało w zakresie cyberbezpieczeństwa, tzw. „Lex Huawei”. Najostrzejszą w całej UE ustawę, która pcha nas na technologiczno-dyplomatyczną wojnę z Chinami i będzie kosztowała gospodarkę, czyli każdego Polaka, nawet kilkadziesiąt miliardów złotych. Znacząco wykraczającą poza ramy unijnej dyrektywy.

Skąd ten radykalizm ustawy przygotowanej przez Ministerstwo Cyfryzacji? Oczywiście usłyszymy, że to wszystko dla bezpieczeństwa. Natomiast fakty są takie, że na tak radykalnym ograniczeniu konkurencyjności na rynku i na sprzęcie, który trzeba będzie wymienić, na pewno ktoś zarobi.

Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.