Kiedyś demokracja była rewolucyjna. Władze zwalczały demokratów jak terrorystów. Gdy więc państwa europejskie zaczęły się demokratyzować, a władza nadal szykanowała polityków demokratycznych — demokracja potrzebowała ochrony w postaci instytucji immunitetu chroniącego przed władzą.

Od tamtego czasu świat się zmienił. Ci, których chroniono, stali się władzą. Przed kim więc chronią ich immunitety? Miał być tarczą chroniącą słabszych, a teraz noszą ją najsilniejsi. Wychodzi mi z tego, że teraz immunitetu chronią władzę przed społeczeństwem.

Rozważmy to na przykładzie sędziów. Teraz oni są uprzywilejowaną kastą. My potrzebujemy większej ochrony przed nimi niż oni. Dlatego sędzia, który popełnił przestępstwo, powinien być surowiej traktowany niż najgorszy przestępca, gdyż nadużył zaufania społecznego. To prawda, że ich praca naraża ich na gniew bandziorów, ale immunitet nie chroni ich przed bandziorami, ale przed prawem. Po co więc jest sędziom ochrona przed prawem?

Gdy więc tak się zastanowię — przychodzi mi do głowy tylko jedna grupa ludzi, którym dzisiaj powinien przysługiwać immunitet. To są politycy opozycji. Dlatego immunitet polityków opozycyjnych powinien podlegać szczególnej ochronie.

Widzę tylko jeden sposób, no może dwa, aby pozbawić polityka opozycji immunitetu. Pierwszy to oczywiście odebranie immunitetu w wyniku głosowania w parlamencie, ale bez udziału rządzącej większości. Inaczej instytucja immunitetu zmienia się w swoją parodię. Zamiast chronić przed szykanami, staje się bowiem narzędziem większości do zastraszania opozycji. „Bo stracisz immunitet!”

Drugi jest bardzo prosty — poprzez wygranie wyborów. Gdy polityk opozycji zmieni się w polityka rządzącego, automatycznie powinien tracić immunitet. Policja może go wtedy aresztować za popełnione wcześniej przestępstwa.

Mam więc darmową radę dla rządzącej koalicji. Chcecie uczciwie ukarać Ziobrę za popełnione zbrodnie — przegrajcie wybory. To proste.