Wybraliśmy się z żoną na spływ Dunajcem. Bo jak człowiek ma już swoje lata, niewiele musi, a wszystko może – i ma trochę wolnego czasu – to nie wypada siedzieć pod jabłonią i liczyć chmury. Trzeba się ruszyć. Zobaczyć świat. A najlepiej – popłynąć przez niego na tratwie.
Flisacy – chłopy z krwi, kości i poczucia humoru – od pierwszego machnięcia kijem (bo to nie wiosło!) raczyli nas opowiastkami. O skałach, o Janosiku, o tym, jak to Dunajec kiedyś był głębszy niż dziś, ale i tak na spływ „do jajec” wystarczy. Nurt niósł nas spokojnie, woda szemrała, śmiechy niosły się od tratwy do tratwy.
I gdzieś w połowie spływu, gdy sunęliśmy majestatycznie obok wsi Sromowce, flisak z przodu rzucił pytanie:
– A wiecie, skąd się wzięła nazwa tej wsi?
No i mnie poniosło. Bo jak człowiek coś wie, coś słyszał, jakoś do spływu się przygotował, więc i coś mądrego przeczytał, to nie może milczeć. A ja – jak to ja – wyrywny.
– Otóż – zaczynam z dumą – wieś wcześniej zwała się Przekop. Potem w dokumentach pojawił się niejaki „Soblinus dictum Sram”, czyli gość z przydomkiem Sram, który przejął wieś – i to od niego może pochodzić nazwa. A niektórzy badacze wywodzą ją od niemieckiego Schramme, czyli szczeliny skalnej…
Flisak spojrzał na mnie spod kapelusza z takim półuśmiechem, jakby chciał powiedzieć: „No dobrze, panie profesorze, a teraz czas na prawdę góralską”.
– A ja wam powiem, jak to było naprawdę – zaczął. – Był tu kiedyś baca, który ze swoimi juhasami brali zawsze od gospodarzy najlepsze owce na wypas, bo dobrze się nimi opiekowali. Dbali o nie lepiej niż niejeden o własne dzieci. Ale pewnego roku, w czasie wypasu, pojawiła się w górach piękna Cyganka, a że i baca był chłop na schwał, to „wzieno ich ku sobie”.
Jednak po jakimś czasie piękna Cyganka postanowiła wracać w doliny. Na to baca, niewiele myśląc, pakuje swoje toboły i zabiera się z nią. A juhasi, widząc to, spanikowali i z pretensjami do bacy:
– Baco, jakże to tak?! Co się stanie z nami? Co z owcami?
A baca na to – pomyślał, pociągnął fajkę, machnął ręką i odrzekł:
– Srom owce, idę z Cyganką! Hej!
Na tratwie zapadła cisza. A potem… eksplozja śmiechu. Takiego, jakiego nie słyszałem od czasu, gdy ktoś w kolejce do lekarza opowiadał, jak zgubił kartę do bankomatu w kapuście.
Turyści śmiali się tak, że tratwa się zakołysała. Jeden pan z Warszawy aż złapał się za boki, wołając:
– Ja pierniczę, to lepsze niż kabaret!
A flisak tylko poprawił kapelusz i dodał z uśmiechem:
– I tak właśnie powstała nazwa Sromowce. Bo czasem miłość jest ważniejsza niż owce.
Dlatego teraz, ilekroć słyszę nazwę tej wsi, nie myślę już o średniowiecznych dokumentach, niemieckich szczelinach czy etymologii. Myślę o bacy, Cygance i tym, że czasem trzeba coś porzucić, żeby pójść za sercem.
A juhasi i owce?
Oni sobie poradzą.
Prawda?
📹 Fragment spływu Dunajcem – film z prywatnych nagrań autora (© Zbigniew Grzyb)
Z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄
Zostaw komentarz