15 listopada przypada kolejna rocznica urodzin Władysława Studnickiego – jednego z najbardziej niezwykłych i zarazem najtragiczniej niezrozumianych polskich myślicieli politycznych ostatnich dwóch stuleci. Jego burzliwa biografia, pełna sporów, radykalnych zwrotów ideowych, śmiałych koncepcji geopolitycznych i odważnych przewidywań, czyni z niego postać, której nie sposób jednoznacznie sklasyfikować. Przez jednych uznawany za wizjonera i „polską Kasandrę”, przez innych – za prowokatora, ekscentryka, a nawet zdrajcę. Mimo to Studnicki pozostaje jednym z najprzenikliwszych umysłów swojej epoki.
W młodzieńczych latach zaangażował się w ruchy socjalistyczne, związane m.in. z Różą Luksemburg i środowiskiem polskich robotników, lecz bardzo szybko przesunął się w stronę idei narodowych. Naturę miał buntowniczą i niepokorną, ale jedno było w nim niezmienne – obsesyjne przekonanie, że nadrzędnym celem musi być odbudowa niepodległej Polski. W Galicji związał się ze Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym, wchodząc w orbitę endecji i samego Romana Dmowskiego. Jednak przyjaźń ta szybko przerodziła się w konflikt – Studnicki nie potrafił zaakceptować prorosyjskiego nastawienia części obozu narodowego, uznając Rosję za najgroźniejszego i najbardziej bezwzględnego wroga Polski. To odmienne spojrzenie na geopolitykę zadecydowało o jego odejściu z ruchu narodowo-demokratycznego.
Po tym rozłamie związał się z ruchem Zarzewia, którego stał się jednym z czołowych ideologów. To właśnie tam rozwinął swoje oryginalne koncepcje geopolityczne, oparte na przekonaniu, że Polska może odzyskać niepodległość jedynie dzięki współpracy z państwami centralnymi. W tych latach ugruntowała się jego sława najbardziej wpływowego polskiego germanofila – określenie, które miało mu towarzyszyć przez całe życie. Sam nie ukrywał swojej fascynacji precyzją, organizacją i siłą niemieckiego państwa, uznając Berlin – a nie Petersburg – za jedynego realnego partnera, który może pomóc Polakom odbudować ich państwowość. Dmowski widział w nim indywidualistę i ideowego samotnika, on z kolei uważał lidera endecji za człowieka uwięzionego w błędnym rozpoznaniu rosyjskiego zagrożenia.
Studnicki słynął z wyjątkowej zdolności analizy wydarzeń międzynarodowych. Już przed I wojną światową przewidywał nadchodzące starcie wielkich mocarstw, a później – gdy Polska odzyskała niepodległość – coraz głośniej ostrzegał, że układ sił w Europie prowadzi do kolejnej katastrofy. W latach 30. XX wieku był właściwie jedynym polskim publicystą, który z taką precyzją przewidział wybuch II wojny światowej, klęskę Polski pozostawionej bez realnej pomocy Zachodu, a także częściowy przebieg całego konfliktu. Pisał o nieuchronnym starciu Hitlera ze Stalinem, o złudności brytyjskich i francuskich gwarancji bezpieczeństwa, o grożącym Polsce rozbiorze, a nawet o przyszłej okupacji sowieckiej i utracie wschodnich ziem Rzeczypospolitej. Jego przestrogi odrzucano jako defetyzm, radykalizm, a nawet szaleństwo. Historia potwierdziła je z druzgocącą dokładnością.
W rocznicę jego urodzin warto spojrzeć na Władysława Studnickiego z dystansem i głębią, na jakie zasługuje. Był człowiekiem skrajnie trudnym, intelektualnie bezkompromisowym, niezdolnym do życia w ramach jakiejkolwiek partyjnej dyscypliny. Ale był też jednym z najodważniejszych polskich analityków XX wieku – ideologiem Zarzewia, nacjonalistą i jednocześnie „czołowym germanofilem”, który patrzył na świat nie przez pryzmat sentymentów, lecz bezlitosnej logiki geopolityki. Jego pisma pozostają dziś świadectwem niezwykłej przenikliwości, a zarazem przestrogą, jak łatwo elity polityczne potrafią zlekceważyć głos ostrzegawczy – aż do chwili, gdy jest już za późno.
Zostaw komentarz