Dużo mówi się o tym wywiadzie ostatnio. Oczywiście już sporo ludzi, tzw. ekspertów (śmiech) rzuciło się na Panią profesor.
Moich kilka słów w temacie żywności.
Ludzie chcą tanio i dużo co decyduje o tym, że jakość nie może dobra.
Jeżeli muszą spłacać wysokie kredyty na klity w wielkim mieście, które niczym nie różnią się od chowu klatkowego drobiu, to pasza musi być tania i dostępna, aby mieli siły dalej to robić.
Kiedy zachorują, to „nic się nie dzieje”. Wpadają w system „leczenia, ratowania ich” należący do „tych samych ludzi kapitałowo”, ale utrzymywany przez resztę drobiu, który dalej „dziobie”.
„Dzibiący” dostają nie tylko paszę, aby mieli siły dziobać, ale rownież tworzony jest dla nich obraz, że im będą bardziej tłustą kurą tym osiągają wyższy status w kurniku.
Brojler nie może mieć czynników stresogennych w pierwszej fazie „rozwoju” gdyż inaczej nie spełni oczekiwań w pierwszej fazie, zanim wpadnie w kolejną, którą jest przykładowo długoletnie leczenie raka itp.
Hodowca to rozumie, ale nie spodziewaz się chyba, że kura ze swoim rozumem to ogarnie?
No i system jest tak skonstruowany, że w nim zawsze będzie więcej kur niż tych, którzy tym kurnikiem kierują.
Autor: Diario
Zostaw komentarz