– Bądź tu mądry i pisz wiersze! – frasował się Szarek, odczytując zaproszenie na przyjacielski turniej poezji, który organizowała Magda.
Szarek wierszy nie pisał, ale lubił się popisać, więc podjął rękawicę.
Poza tym zawsze czuł, że drzemie w nim poetycki duch na miarę króla ducha albo innego łapiducha, który tylko czeka, aby się zbudzić, złapać rodaków za słabizny i wrzucić do wora, jak ustrzelone zające.
Dlatego czas powstac i wybuchnąć Wezuwiuszem, na miarę mojego geniuszu – pomyślał Szarek i jął ostrzyć klingi swoich metonimii.
Postanowił napisać dzieło, które rzuci przyjaciół na kolana! Stworzyć poemat wielki, jak góra i jak lawa gorący. Palący serca kobiet i żrący duszę mężczyzn, niczym kwas, żeby jękli i stękli z zachwytu. A potem, wsadzili mu na skronie laur zwycięscy.
Ale chociaż się męczył i pocił, co napisał to sknocił. Siekał sonety, jak mielone kotlety, na fraszki narobiły mu ptaszki. Zaś na pieśni, które piał, nawet pies by nie naszczał, jak mawiał Grochowiak.
– Poeta, poeta tylko głowa nie ta – skonstatował Szarek i wykombinował, że brak talentu, nadrobi odpowiednim przyodziewkiem.
W tym celu udał się do najbliższej wypożyczalni strojów karnawałowych, gdzie za trzy dychy wypożyczył peleryne w stylu cyganerii oraz diadem ze srebrnej cynfolii, pasujący na głowę księcia poetów.
Na grzbiet wdział lnianą koszulę w rozmiarze trzy XXXL, a szyję owinął czarnym szalem, jak na poete maudit przystało.
Tak uzbrojony, mógł już stanąć w poetyckich szrankach.
Do recytacji wybrał stary wiersz, który onegdaj popełnił leżąc w szpitalu po zawale. Rzecz była odpowiednio patetyczna, ważka i misyjna, związana z pracą nauczyciela wspomagajacego, którą wykonywał. Dla dodania utworowi splendoru, opatrzył go mottem z Leśmiana.
Przed deklamacją kaszlnął dwa razy norwidowskim kaszlem. Zarzucił lwią grzywę na czoło, omiótł natchnionym wzrokiem salę i zaczął!
Posłuchajcie:
motto
„Mrze garbus dosyć korzystnie;
W pogodę i babie lato.”
Elegia na śmierć nauczyciela wspomagającego
Mrze belfer niespodziewanie
Na lekcjach, czego nie miał w planie
Kona w szkole niechcący
Pedagog wspomagający
I kombinuje nieboże
Jak umrzeć nie najgorzej
Na której odejść lekcji
żeby nie wkurzyć dyrekcji
Pomyślał więc nauczyciel
Że chciałby na muzyce
Przy flecie i dźwiękach skrzypiec
Lub na plastyce – daj Boże
W pastelach i kolorze
Najgorzej na gimnastyce
Albo na eskaesie
Zejść w adidasach i dresie
Wyjść z lekcji po angielsku
Byłoby nie po belfersku
Na chemii zaś taka akcja
Mieszała by w reakcjach
Więc umrzeć mu będzie trzeba
Na religii, bo blisko nieba.
Mówił, jakby grał, a kiedy skończył, wszystkim się zdawało, że Szarek gra jeszcze, a to radio grało…
Dlatego ani wiersz, ani maskarada nie pomogły, a tytuł księcia poetów, jak zawsze zdobyła Magda! Zaś Szarkowi na pociechę powiedziano tak;
– Do Mickiewicza to ci jeszcze trochu brakuje, ale kołnierzyk koszuli masz, jak u Słowackiego!
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz