Szalenie zabawne – dawno się tak nie ubawiłem!
Polcy kościółkowi konserwatyści niczego nie rozumieją, żyją w jakiejś iluzji przedsoborowego Kościoła i dziwują się zachodzącym w Kościele zmianom obwiniając Niemców.
To jest tak żenujące, że brak słów. Od lat piszę, że proces modernistyczny zapoczątkowany na Soborze Watykańskim II postępuje i będzie nieubłaganie postępował, bo idee mają swoje konsekwencje.
Tym bałwanom wydaje się, że proces Vaticanum II pozostanie jedynie jedynie rodzajem przypudrowania starej doktryny, czymś co może zmieni jej formę, ale zachowa treść. Nie dociera do nich, że to niemożliwie, że po zmianie formy musi przyjść też zmiana treści. Nie dociera do nich, że konsekwentnie od lat realizowana przez Watykan relegacja mszy trydenckiej to nie jakiś niewytłumaczalny upór nowej mody, ale część wielkiej przebudowy całego gmachu Kościoła, który gwałtownie szuka swojego miejsca w świecie odartym z sacrum, w świecie sekularyzującym się w niebywałym wcześniej tempie i w świecie, w którym tradycyjnie rozumiane kapłaństwo jest psu na budę komu potrzebne.
Odnoszę wrażenie, że większość polskich katolików w ogóle niczego nie rozumie, że żyje w przekonaniu, że mamy do czynienia z kolejnym epizodem w rodzaju „kasztanowej orgii” i wystarczy poczekać a wszystko wróci w dawne koleiny prowadzone niezawodnie przez Ducha Świętego. Ci ludzie nie są w stanie zrozumieć zasadniczych zmian strutkturalnych, które nie mają odpowiednika w przeszłości i które może odwrócić chyba wyłącznie jakiś dziejowy kataklizm w rodzaju III Wojny Światowej. O ile oczywiście taki kataklizm może cokolwiek przywrócić a nie – właśnie – już do końca wywrócić…
Niestety – im dłużej obcuję z wierzącymi, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że są właściwie jak trzoda: kompletnie pozbawieni własnego ogłądu. Skoro zawsze stodoła była tam gdzie była, to znaczy, że zawsze tam będzie i już. Nawet, jak się spaliła a na jej miejsce zbudowano parking. Będą czekać na odbudowę Świątyni, bo w Piśmie napisano, że będzie odbudowana…
Z taką postawą trudno dyskutować. Ona po prostu nie jest krytyczna, ale właśnie jest bezkrytyczna. Będą czekać na Mesjasza, którego słowo spowoduje, że rozstąpi się morze. Jeśli morze nie chce się rozstąpić – tym gorzej dla morza a nie dla Mesjasza…
Powiem wprost – ludzie wierzący jako zasób polityczny są bezużyteczni. Właściwie są kompletnie bezużyteczni. W dzisiejszych czasach nie dość, że nie wiadomo jak ich użyć, to jeszcze przeszkadzają. Ich wizja świata nie spina się już nawet z ich własnym Kościołem, którego kształt uważają za herezję, którą należy przeczekać. Sami są niezborni i niezdolni do debaty w kategoriach, jakie dominują w społeczeństwie. W coraz większym stopniu są sektą a nie elektoratem. Politycy to widzą i w coraz większym stopniu się dystansują. W USA nawet Trump zdystansował się od ewangelikalnych radykałów widząc, że to masakra.
Prawica musi zacząć poważnie dyskutować co ma właściwie na myśli mówiąc o „chrześcijańskim dziedzictwie”, bo obecnie – im więcej o nim mówi, tym bardziej robi z siebie głupa stając w opozycji do instytucjonalnego Kościoła. Polscy biskupi – powiedzmy to wprost – są w znacznej części zwykłymi durniami – zwłaszcza ci, których wypowiedzi rozpaczliwie chwyta się nasza konserwa. Tymczasem największa dziś debata w Kościele toczy się wokół kwestii podnoszonych przez biskupów niemieckich, a nasz episkopat jest wobec tego dziwnie niemy. Dlaczego? Odnoszę wrażenie, że dlatego, że nie ma kompetencji, że został na spalonym z archaiczną wizją, która poza wąskim gronem wymierających ultrakonserwatywnych kardynałów już nikogo nie przekonuje.
Co zatem zostaje polskim katolikom?
– Pewna część będzie nadal zagłębiać się w sedewakantystycznym dwójmyśleniu – będą czekać na „papieża odnowiciela” aż wymrą.
– Niewielka grupa przesunie się na jawnie odszczepieńcze, jawnie sekciarskie pozycje wstępującąc np. do Bractwa Piusa X.
– Część po prostu porzuci wiarę – i będzie to niemała grupa.
– Zaś największa część oportunistycznie podąży za zmianami w Kościele ulegając jego modernistycznemu, lewicowemu skrętowi.
I tak skończy się pierniczenie polskiej konserwy o „prawdziwej wierze”.
Zostaw komentarz