Wśród znajomych mi prawników trwa gorąca dyskusja o propozycji czynnego żalu dla sędziów. Przeważają głosy krytyczne, do których i ja się przyłączam.

Przy okazji zastanawiam się nad taką kwestią: czy warunkiem państwa prawa jest odpowiedzialność czy przebaczenie?

Czy budowanie nowej jakości państwa ma być korektą poprzedniej, czy jej zanegowaniem, złamaniem i budową bezpieczników, żeby nie wróciła?

Dużo tu zależy od siły charakteru ludzi, którzy chcą nową jakość wprowadzać.

Kiedy Pinochet zakończył swoje rządy zapowiedział: „nikt nie tknie moich ludzi. W dniu, kiedy to uczynią, państwo prawa się skończy”.

Czy faktycznie? Czy to nie ta właśnie logika wypracowała słowa „bodnarowcy” i „reżim Tuska”?

Czy zbyt łagodne potraktowanie sędziów, którzy sprzeniewierzyli się cnotom sędziowskim, nie będzie kiedyś wykorzystane do całkowitego zniszczenia podstaw państwa prawa?

Warto przypomnieć Sołżenicyn:

„Kiedy nie karzemy ani nie potępiamy sprawców zła, nie tyle chronimy ich trywialny wiek starczy, ile usuwamy fundamenty sprawiedliwości przyszłych pokoleń.”

Czynny żal – nie idźmy tą drogą. Są sądy dyscyplinarne. To naprawdę nie jest niemożliwe do wykonania.