W polityce często zdarza się, że wielkie słowa i głośne deklaracje kryją pod sobą mniej chwalebne intencje. Tak jest i tym razem. Przez ostatnie dni media rozpisują się o ustawie, która ma chronić Polaków przed rosnącymi cenami prądu. Brzmi jak dobra wiadomość? Niestety — to tylko pozory.

W tej samej ustawie sprytnie ukryto tzw. specjalną ustawę wiatrakową, która otwiera drzwi niemieckim inwestorom do dalszej rozbudowy farm wiatrowych w Polsce. To nie przypadek — jest to jasny sygnał, że za rządowymi działaniami stoją interesy zagraniczne, które zamiast pomagać Polakom, będą jeszcze bardziej drenować nasz kraj.

Na szczęście nie wszyscy dali się wpuścić w tę pułapkę. Prezydent Nawrocki już zapowiedział, że nie podpisze tej ustawy. Zrozumiał, że to nie jest ani uczciwe, ani sprawiedliwe wobec Polaków. Zapowiedział, że przygotuje własną, prawdziwie prospołeczną ustawę — taką, która skupi się wyłącznie na obniżeniu i zamrożeniu cen prądu dla ludności, bez żadnych ukrytych przepisów służących interesom obcych korporacji.

A co w tym wszystkim robi Donald Tusk? Coraz częściej widać, że zamiast stawiać na interesy Polski i jej obywateli, wybiera korzyści niemieckich firm i kapitału. Jego bliskie więzi z niemiecką polityką i biznesem sprawiają, że wspiera rozwiązania, które faworyzują zagranicznych inwestorów, zwłaszcza w sektorze energetycznym.
Dlaczego tak się dzieje? Tusk zdaje się bardziej wierzyć w integrację europejską i unijną politykę klimatyczną, która niestety często działa na korzyść silniejszych gospodarek, jak Niemcy. W praktyce oznacza to, że polskie interesy idą na dalszy plan, a polskie rodziny i firmy muszą płacić wyższe rachunki za prąd, tracąc jednocześnie kontrolę nad własną energią
Konsekwencje są poważne: drożejąca energia uderza w budżety gospodarstw domowych, które coraz częściej muszą wybierać między podstawowymi potrzebami. Mniejsze i średnie polskie przedsiębiorstwa tracą konkurencyjność, a Polska stopniowo uzależnia się od zagranicznych korporacji, które dyktują warunki. To wszystko pod pretekstem „zielonej transformacji”, która w praktyce okazuje się maską dla interesów obcych państw.

Za tym wszystkim kryje się poważne pytanie: czy naprawdę interes Polski jest na pierwszym miejscu? Czy wybierając niemieckie interesy Tusk nie zapomina o tym, że to Polacy ponoszą koszty. Ten projekt zmiany ustaw w celu niby wsparcia odbiorców energii elektrycznej, wprowadza zapisy liberalizujące zasady budowy farm wiatrowych. Bardzo niekorzystne.

W tym samym czasie Komisja Europejska warunkowo przyznaje Polsce od dawna należne 5 mld euro z KPO. Równolegle problemy finansowe ma jedna z największych niemieckich firm zajmujących się OZE. Zbyt dużo zbiegów okoliczności na raz.

Tym bardziej ,że z tych 5 miliardów euro 4,5 wróci do Niemiec na zakup wiatraków. Dlatego prezydent Nawrocki tej ustawy- pułapki nie powinien podpisywać, bo Polacy zasługują na uczciwe prawo, które naprawdę ich chroni, a nie na ustawę, która sprzedaje nasze interesy za cudze zyski. Niestety ten mechanizm jest w Polsce znany. Tak Niemcy przy pomocy UE i łajdackich metod przejęli za psie pieniądze wszystkie polskie cukrownie.

W Polsce przed wojną za korupcję lub zdradę polskich interesów groził wyrok śmierci. Dziś powinniśmy pamiętać, jak poważnie traktowano obowiązek wobec ojczyzny. Nie możemy pozwolić, by politycy bezkarnie sprzedawali nasze narodowe interesy pod pozorem „dobra wspólnego”. Czas, by znów postawić na uczciwość, odpowiedzialność i prawdziwą troskę o Polskę.