Ukraińcy pewnie, jak każdy inny naród, w swoich siłach zbrojnych chcieliby stawiać na broń najlepszą, najbardziej zaawansowaną i mieć ją w nieograniczonych ilościach. Do uderzeń na dalekie zaplecze przeciwnika pewnie by chcieli stawiać na zaawansowane współczesne rakiety, zdolne razić z dużą precyzją. Ale ich na to nie stać. I w zasadzie mało kogo na tym świecie stać na coś takiego. No, a potrzeby ukraińskie w tej nierównej bitwie z przeciwnikiem mającym przewagę nad Ukrainą pod każdym względem, są wielkie. I to połączenie nagłej potrzeby w uzyskaniu zdolności do rażenia na duże odległości z bardzo szczupłymi możliwościami pozyskania takich środków od sojuszników, spowodowało to, co można nazwać rewolucją dronową na Ukrainie. Dlaczego używam takiego mocnego określenia, skoro przecież Ukraińcy niby nie robią nic specjalnego? Tak, konstrukcje tych dronów tak naprawdę nie zrobią raczej wrażenia na zachodnich producentach podobnego sprzętu. One są zazwyczaj dość proste. Natomiast skala tego zjawiska na Ukrainie, ilość producentów ,która pojawiła się w tym kraju po 24 lutego, wybór konstrukcji najróżniejszych typów i szybkość z którą przemysł dronowy na Ukrainie się rozwija, nie może nie robić wrażenia. Już dawno chciałem poruszyć ten temat, który często jakoś wypada poza pole widzenia polskich analityków, ale w tej chwili dodatkowo mamy praktyczne potwierdzenie tego, jak daleko zaawansowany jest proces rozwoju tego typu sprzętu na Ukrainie. Ostatnie ukraińskie zmasowane uderzenia na odległe od granic ukraińskich militarne cele w środku Rosji są dobrym powodem, aby ten temat poruszyć. Teraz już nikt nie powie, że opowiadam tu bajki.

DRONY WYPEŁNIAJĄ LUKI
_____________________________________________________________
Obecna wojna pokazała nam, że jedną z podstawowych cech Ukraińców jest pomysłowość i zdolność do szybkiej adaptacji do zmieniającej się sytuacji na froncie. Demonstrowali to wiele razy zaskakując analityków i robiąc rzeczy, które jeszcze wczoraj uznalibyśmy za mało realne. Jednocześnie stałym problemem ukraińskiej armii były i są nadal braki i niedobory w amunicji i sprzęcie prawie na każdym poziomie. To jest chroniczny dla Ukraińców problem, o którym słychać tak od generałów, jak i żołnierzy na froncie. Brakuje wszystkiego: środków przeciwpancernych, ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych, moździerzy, dział artyleryjskich, rakiet, amunicji. Ukraińcy są w stanie walczyć i nawet osiągać jakieś sukcesy tylko dlatego, że Rosjanom tak samo brakuje wiele rzeczy i z czasem brakuje ich coraz więcej. Więc jest prawdą to, że ta wojna w pewnym sensie jest wielkim konfliktem biednego z jeszcze biedniejszym. Do tego warto dodać fakt, że to wsparcie, które Ukraina otrzymuje od zachodnich sojuszników, dostaje z pewnymi, znanymi nam wszystkim, ograniczeniami. Nie może go wykorzystywać do masowych ataków na terenie Rosji właściwej. No bo to byłby „atak na Rosję” i niepotrzebna eskalacja, a Zachód przecież tylko pomaga Ukrainie „się bronić”. Wszystkie takie czynniki razem wzięte pchnęły Ukraińców w kierunku szukania własnych rozwiązań, na które byłoby ich stać. Ukraińcy są skupieni na szukaniu rozwiązań nie maksymalnie skutecznych i sprzętu nie najbardziej zaawansowanego, lecz odpowiedniego bilansu pomiędzy ceną a skutecznością i sprzętu zaawansowanego dokładnie na tyle, na ile jest to potrzebne dla wykonania konkretnego zadania. Lepsze jest wrogiem dobrego. Można powiedzieć, że to jest ukraińskie motto w tej sytuacji. Bo najlepszy sprzęt będzie z pewności drogi, a więc na pewno będzie go mało. No, a w wojnie z tak wielkim wrogiem, który pokazał już jak wysoką ma odporność na straty, ilość, rezerwy i zdolność do stałego podtrzymywania swoich zdolności przez długi czas jest ważniejsza nawet od jakości. I stąd ukraińska stawka na odpowiedź asymetryczną. Ukraińcy nie są w stanie odpowiedzieć rosyjskim salwom rakietowym taką samą swoją salwą, nie mają i nie będą mieli tyle samo artylerii, sprzętu pancernego. Ale mogą mieć własne drony w dużych ilościach dosłownie na każdym poziomie w tej wojnie. Od taktycznego poziomu do strategicznego i od lądu do morskich głębin.

ETAPY WOJNY DRONOWEJ
_____________________________________________________________
Wojna na Ukrainie cały czas ewoluuje. Zupełnie inaczej wyglądała wiosną 2022 roku, inaczej latem i jesienią tego roku i zupełnie inaczej wygląda teraz. Obie strony starają się nasycić swoje oddziały tak dronami na każdym poziomie, jak i środkami do walki z nimi. To jest dość klasyczny proces pojedynku pomiędzy środkami rażenia i środkami ochrony przed nimi. Na początku tej wojny obie strony wykorzystywały małą liczbę dronów wyspecjalizowanych typowo do misji rozpoznawczych i naprowadzenia artylerii oraz dronów uderzeniowych. Te ostatnie były to głównie dość drogie typy dronów działające na poziomie operacyjnym. Takich jak znany nam wszystkim Bayraktar TB-2. Liczba tych dronów była niewielka i były one dość duże. Szybko się okazało, że na tak wielkiej i długotrwałej wojnie straty w dronach są tak duże, że wykorzystywanie podobnych dronów do akcji uderzeniowych jest zbyt kosztowne. Zaczęto je oszczędzać i zajęły one swoją niszę w całym systemie tego typu uzbrojenia w armiach obu stron. Ważne jest, by zrozumieć, że drony nie stały się żadną cudowną super bronią, tylko stały się odrębną gałęzią sprzętu, który w sposób organiczny zajął swoje miejsce jako niezbędny śriodek wsparcia w oddziałach obu walczących armii. Takie same jak artyleria czy obrona przeciwlotnicza, drony po prostu stały się częścią pola walki na każdym poziomie. Obecnie na Ukrainie tak samo, jak żaden oddział piechoty nie wychodzi na pole walki bez łączności czy wsparcia artyleryjskiego, nie wychodzi też bez rozpoznania sytuacji na polu walki przez drony wywiadowcze i coraz częściej też bez wsparcia sekcji z dronami uderzeniowymi. To staje się po prostu nową normą, zgodnie z którą zmienia się taktyka i struktura jednostek. Latem i jesienią 2022 roku zobaczyliśmy, jak pole walki powoli zostaje nasycone ogromną ilością dronów poziomu taktycznego. Często dronów cywilnych, bo rynek dronów wojennych zwyczajnie był nieprzygotowany na takie zapotrzebowanie i w żadnych stopniu nie mógł go zadowolić. Później zaczęła się epoka prowizorycznych rozwiązań i budowania małych bombowców improwizowanych konstrukcji zrzucających wszystko, co tylko może wybuchnąć na głowy przeciwnika. Razem z tym na Ukrainie startował proces projektowania i tworzenia konstrukcji dostosowanych do potrzeb frontu. Rosło też przeciwdziałanie Rosjan w tym zakresie, więc wykorzystanie dronów cywilnych stało się coraz mniej skuteczne, ale też i bardziej kosztowne. Zwiększyły się wymagania pod względem wyszkolenia operatorów i opracowania bardziej zaawansowanych taktyk wykorzystania dronów. No i na obecnym etapie mamy sytuację, w której Ukraińcy mają już całą linię opracowanych i przetestowanych na froncie konstrukcji najróżniejszych typów i są na etapie rozwoju produkcji najbardziej skutecznych z nich od małych serii do produkcji masowej. I ten proces idzie w parze z masowym programem szkoleń nowych operatorów dronów na różnych poziomach z zaangażowaniem w ten proces dosłownie wszystkich zasobów dostępnych Ukraińcom, łącznie z całym sektorem prywatnym i organizacjami wolontariackimi. Ale jak na Ukrainie doszło do tego wybuchu? Skąd się pojawili ci wszyscy ludzie, którzy rzucili się podczas wojny projektować i produkować drony dla wojska?

WYBUCHOWY ROZWÓJ
________________________________________________________________
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do roku 2014 i wojny, którą Ukraina toczyła od tamtego roku na Donbasie. W 2014 roku państwo i jego struktury okazały się być zupełnie nieprzygotowane do kryzysowej sytuacji, więc na ratunek przyszli mu ochotnicy i oddolnie powstający ruch wolontariacki wspierający wysiłek armii regularnej i ochotników. Kiedy linia frontu w 2015 roku się ustabilizowała, państwo zaczęło reformować armię. Pierwsze próby stworzenia dronów rozpoznawczych dla armii pojawiły się właśnie w szeregach ruchu wolontariackiego. To się z czasem przerodziło w powstanie kilku prywatnych firm produkujących dla ukraińskiej armii tego typu sprzęt. Państwowa zbrojeniówka okazała opieszałość w tych kwestiach i jawnie przegrywała z prywatnym sektorem w tej kwestii. Skala tej produkcji jednak była niewielka i odpowiadała potrzebom frontu tamtej wojny, intensywność której była nieporównywalna z obecną. Jednocześnie kryzys gospodarczy spowodowany wojną i zerwaniem więzi gospodarczych z Rosją zainicjował inny ciekawy proces na Ukrainie. Chodzi o gwałtowny proces rozwoju branży IT na Ukrainie. Ogromna rzesza młodych Ukraińców z dużych miast uświadamiając sobie, że mają bardzo ograniczone perspektywy zawodowe w swoim kraju jednocześnie korzystając z szerokiego i taniego dostępu do internetu, zaczęła się uczyć nowych zawodów w tej branży. Pracując zdalnie dla zagranicznych firm i korporacji (a później i swoich, ukraińskich firm) czuli się bardzo komfortowo zarabiając w euro i dolarach, żyjąc przy tym na Ukrainie. I ten proces spowodował powstanie całej warstwy społeczeństwa w dużych ukraińskich miastach – młodych zamożnych (jak na ukraińskie warunki) specjalistów IT. Wojna 2014 przez wielu z nich odbierana była jako lokalny konflikt, który ich bezpośrednio nie dotyczy. Z wojną po roku 2022 jest inaczej. Ta wojna odbierana jest obecnie jako totalna wojna na wyniszczenia całej Ukrainy, więc też dotyczy każdego. Ta średnia klasa IT najpierw starała się pomagać armii przekazując środki organizacjom wolontariackim, a później wielu z nich uznało, że może zrobić więcej. I to ta klasa młodych i pomysłowych programistów stała się dobrym środowiskiem do powstania przemysłu dronowego na Ukrainie. A państwo ten proces wsparło. Duży wpływ na to ma ukraińskie ministerstwo cyfryzacji. Minister Federow uważany jest za jednego z najbardziej skutecznych w ukraińskim rządzie i pochodzi z tego samego środowiska ukraińskiej branży IT. To jego ministerstwo jest twórcą programu Armia Dronów, której celem jest pozyskiwanie środków i zakup dronów dla Ukrainy na całym świecie. A późną jesienią 2022 roku na Ukrainie zaczęła działać platforma Brave1, której celem jest likwidacja biurokratycznych przeszkód dla producentów kluczowego dla Ukrainy sprzętu i uzbrojenia. Ułatwienia całego procesu od powstania prototypu do produkcji małoseryjnej, przyjęcia dronu czy innego rodzaju sprzętu na uzbrojenie armii, jak też pozyskanie środków dla rozwoju produkcji. Ta platforma jest łącznikiem pomiędzy producentem, który na niej prezentuje swój sprzęt, wojskiem, które go ocenia i wyraża lub nie chęć jego pozyskania i też państwem, które dofinansuje rozwój tych pomysłów na wstępnym etapie, jak też prywatnym inwestorem. Ukraińcy też przyjęli ustawy, które upraszczają import podzespołów dla produkcji dronów i też przyjęcie ich na uzbrojenie armii pomijając standardowy długotrwały proces testowania sprzętu na poligonach. Drony są często wysyłane też do żołnierzy prywatnie w małych ilościach, testowane na froncie, modernizowane z uwzględnieniem wykrytych wad i dopiero później trafiają na platformę Brave1, będąc już wojsku znane. Proces przyjmowania na uzbrojenie tego sprzętu jest mocno skrócony.

IMPREIUM KONTRATAKUJE
_____________________________________________________________
Ciekawe jest to, że Rosja również masowo wprowadza drony do walki. Ale ten proces tam wygląda zupełnie inaczej. Klasa młodych fachowców, która mogłaby być zaangażowana w taki proces powstania tego typu przemysłu w Rosji z powodów innego zupełnie systemu politycznego jest wypychana z kraju. Bo niezależni i pomysłowi tam stanowią raczej zagrożenie dla stabilności systemu niż wartość dla władz, więc masowo opuszczają oni Rosję jadąc do Gruzji, Kazachstanu, krajów Bliskiego Wschodu. Rosyjskie państwo natomiast kupuje udane rozwiązania z innych krajów i zamawia drony produkcji domowej u wielkich zbrojeniowych spółek państwowych. Na przykład Lancet który jest produkowany przez jedną z firm korporacji Kałaszników. To jest scentralizowany system nie przywidujący konkurencji i udziału prywatnych firm. Państwo koncentruje swój wysiłek na kilku rozwiązaniach i rozwija je inwestując odgórnie w produkcję tych dronów. Takie podejście wydaje się być skuteczne w krótkiej perspektywie, bo to daje szybko możliwość wyprodukowania odpowiednich systemów w dużej liczbie. Ale w dłuższej perspektywie ogranicza to mocno rozwój tych konstrukcji, ponieważ państwowe spółki są zwyczajnie mniej elastyczne niż setka prywatnych producentów, a brak konkurencji i odgórne kierowanie procesem nie powoduje wdrożenia najbardziej optymalnych i skutecznych rozwiązań. Ogranicza to też ilość dostępnych typów dronów. Widać to na postawie osiągniętych wyników obu stron. Rosjanie na poziomie strategicznym wykorzystują w zasadzie tylko kilka typów dronów, z których przetłaczająca większość to irańskie Szahed. To pozwala Ukraińcom dostosować swoja obronę do jednego typu dronów, który już dobrze znają. Ogranicza to też rosyjskie możliwości, bo nie do każdego typu zadań ten dron jest optymalny. W obszarze, w którym Rosjanie nie mają gdzie kupić odpowiedniej technologii lub sami nie pracowali przedtem nad nią (na przykład drony morskie i podwodne), dobrze widać, że nie są w stanie być tak elastyczni i tak szybko opracować odpowiedniej konstrukcji, jak to robią Ukraińcy. Ukraińska strona zaś zaczęła pracować nad dronami dalekiego zasięgu od jesieni ubiegłego roku i w tej chwili ma już cały szereg różnego rodzaju rozwiązań dostosowanych do różnego typu celów i zadań. Testuje te rozwiązania, wnosi poprawki i rozwija produkcje. To samo dotyczy dronów morskich. A to przekłada się na wzrastający poziom skuteczności i konkretne osiągnięcia.

OSIĄGNIĘCIA
___________________________________________________________
No i porozmawiajmy o osiągnięciach. W nocy z 29 na 30 sierpnia miało miejsce najbardziej zmasowane do tej pory ukraińskie uderzenie na cele wojskowe w Rosji z użyciem domowej produkcji dronów kamikadze. Ukraińcy uderzyli w 6 różne obiekty w centralnej części kraju. Najbardziej oddaloną z nich było lotnisko pod Pskowem, gdzie według potwierdzonych danych co najmniej 2 transportowych samolotów Ił-76 zostało zniszczone, a kolejne 2 uszkodzone. Co do pozostałych lokacji dane są szczątkowe. Nagranie uderzenia na lotnisko pod Pskowem trafiło do wielu okolicznych mieszkańców. Psków jest oddalony od granic Ukrainy o ok. 700 km. Załoga i obrona lotniska najwyraźniej nie była przygotowana do ataku, ponieważ z relacji miejscowych wynika, że pierwsze strzały usłyszeli dopiero po kilku wybuchach już na samym lotnisku. Nie wygląda też, żeby lotnisko było chronione przez jakieś poważniejsze systemy OPL, ponieważ na nagraniach nie widać nic poza strzałami z broni ręcznej i być może armat ZU-23. Żadnych Pancyri czy chociażby systemów Strieła. Porażone samoloty to zmodernizowane wersje Il-76 z nowymi silnikami, które były najbardziej wartościowym celem na lotnisku. Wcześniej Ukraińcy przeprowadzili już cały szereg podobnych operacji porażając lotniska ze strategicznymi bombowcami Tu-22 i taktycznymi bombowcami Su-30 wykorzystując za każdym razem inny typ dronów. W tym ostatnim ataku użyli papierowych dronów porażających cele dużą ilością małych wolframowych kulek podczas wybuchu, który odbywa się nad celem. Były to drony produkcji domowej, ajk twierdzą sami Ukraińcy, a nie drony australijskie, jak to często pojawiało się żriódłach polskich. Drony nawodne w tym czasie atakowały wielokrotnie rosyjskie okręty na morzu Czarnym i most Krymski. Uszkadzając w procesie i sam most i też cały szereg jednostek pływających Rosjan.

WNIOSKI I PYTANIA
________________________________________________________________
Podsumowując, wszystko co opisałem wyżej, można powiedzieć, że konflikt na wschodzie rzeczywiście zmienia sposób prowadzenia wojny. Ale nie w jakiś sposób przewrotowy. Nowe technologie po prostu stają się organiczną częścią starych systemów i je usprawniają. Znacząco podnoszą skuteczność piechoty, artylerii, sił specjalnych na polu bitwy. Drony są traktowane jako materiał szybko zużywany w bitwie, więc wprowadzane do służby są w ilościach masowych. Taktyka użycia dronów stale się zmienia i ewoluuje. Obie strony zbierają doświadczenie i masowo szkolą operatorów dronów w swoich armiach. Użycie drona na każdym poziomie staje się tak samo naturalnym, jak karabinu maszynowego czy granatnika przeciwpancernego. Zmienia to też sposób dowodzenia oddziałami przez oficerów na każdym poziomie. Operacje, podobne do ukraińskiego ataku na lotnisko pod Pskowem, wymagają wysoko wykwalifikowanej kadry i długiego okresu przygotowania się. I nie chodzi tylko o wyszkolonych żołnierzy i oficerów sił specjalnych tylko też o dobrze wyszkolonych operatorów dronów różnej klasy, którzy są w stanie odpowiednio zaplanować operację i ją przeprowadzić. To pokazuje, że budowanie zdolności w tym zakresie to nie tylko dobrej jakości sprzęt i jego ilość, ale przede wszystkim ilość wyszkolonej kadry. Ukraińcy mogą wyprodukować dowolną ilość dobrej jakości dronów, które mogą razić na 1000 km i więcej, ale jeżeli mają umownie, tylko jedną grupę fachowców do zaplanowania i przeprowadzenia tego typu operacji, to użyją tylko małą część tych dronów tylko do jednego ataku na raz. To samo dotyczy każdego innego niższego poziomu niż ten strategiczny. Rosyjska armia, tak samo jak ukraińska, zbiera doświadczenie w użyciu tego typu broni i po wojnie będzie miała ogromną liczbę wyszkolonej kadry operatorów dronów. Rosyjska armia jest mniej elastyczna, ale ona tak samo wyciąga wnioski z pola bitwy i zmienia się. Więc warto zadać sobie pytanie: jakie środki przeciwdziałania temu już teraz budujemy? Polska armia ma rosyjską jako w zasadzie jedynego potencjalnego przeciwnika, ale czy WP szykuje się do ewentualnego starcia z armią RF jaką byłą w przeszłości 5 – 10 lat temu, czy tą którą ona będzie? Rosyjską armią po zebranych doświadczeniach z Ukrainy?

Sprzęt można pozyskać dość szybko. Można kupić najlepszy i najdroższy. Ale tylko dobrze wyszkolony żołnierz może wykorzystać wszystkie zalety, które taki sprzęt daje na polu bitwy. Taki żołnierz również może niwelować wady niedoskonałego sprzętu kompensując je odpowiednią taktyką. Niewyszkolona kadra zaś straci nawet najlepszy sprzęt i nie zmoże wykorzystać w pełni jego możliwości. Waga wykwalifikowanej kadry jest więc większa od sprzętu. I ich wyszkolenie jest o wiele trudniejsze i bardziej pracochłonne niż pozyskanie sprzętu. Mam niestety wrażenie, że często koncentrujemy się na tym ostatnim i niewiele uwagi poświęcamy temu pierwszemu.

Ukraina stawia na drony dlatego, że chce zbudować własne zdolności, które sama może kontrolować i podtrzymywać je długoterminowo. Żeby nie polegać we wszystkim na decyzjach podejmowanych w stolicach innych państw. Zdolności, na które będzie ją stać. Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż Ukraina. Jesteśmy częścią wielkiego sojuszu, którym jest NATO. W razie ewentualnej wojny będziemy działać w ramach wspólnego wysiłku. Ale czy to oznacza, że nie potrzebujemy własnych zdolności, bo je mają sojusznicy? Czy interesy sojuszników zawsze podczas ewentualnej wojny będą zupełnie zbieżne z polskimi? Czy Polska buduje takie niezależne od decyzji innych stolic zdolności rażenia o dalekim zasięgu? Takie, które będą podparte własnym systemem rozpoznania i takie, które polski przemysł będzie w stanie obsługiwać i podtrzymywać? Jaką armię budujemy? Czy na pewno armię pod te warunki, które będą panować tutaj w tym kraju w ramach tych realiów, które mamy, czy budujemy po prostu „małą USarmy” według gotowych wzorów? „Armia 300 tysięcy” stała się hasłem politycznym. Kupujemy masowo wysokiej klasy sprzęt. Ale czy będziemy mieli dobrze wyszkoloną armie zawodową, która miałaby obsługiwać skutecznie ten drogi sprzęt? Czy być może w razie W to będzie armia rezerwistów, która ten sprzęt szybko straci i nie będzie w stanie wykorzystać jego możliwości? A czy jak ten sprzęt straci, czy będziemy mieli rezerwę dla odbudowy zdolności? Czy nasz przemysł będzie w stanie pootrzymywać te zdolności, które mamy czy będziemy skazani na dostawy zza granicy po kilku pierwszych salwach? Pisałem o dronach, ale wnioski, które można zrobić z ich użycia na wschodzie są o wiele szersze. Ponieważ jak mi się wydaje polska armia i duża cześć eksperckiego środowiska w tym kraju ignoruje te wnioski, sądząc że sytuacja Polski w razie W będzie na tyle różnic się od ukraińskiej, że wyciąganie bezpośrednich wniosków jest niepotrzebne. Bo „NATO nie walczy jak ci biedacy ze wschodu”. NATO to ma zupełnie inne zdolności. NATO ma. A dokładniej niektóre kraje NATO. A czy je ma Polska i czy będzie w stanie walczyć inaczej w razie jeżeli te „zdolności NATO” będą potrzebne gdzie indziej? I czy wtedy nie okaże się, że Polska wcale nie jest taka bogata i jest o wiele bliżej biedaczki Ukrainy niż NATOwkich gigantów z zachodu? Podobne podejście polskiej armii również robi niemożliwym w zasadzie głębszą integrację armii ukraińskiej z polską. Mam na myśli integracje zdolności i możliwości przemysłów zbrojeniowych w imię możliwego wspólnego powstrzymania rosyjskiego imperializmu w przyszłości. Bo obie armie mają zupełnie odmienne podejścia do tego, jak budują swoje zdolności. Bardzo mocno upraszczając można powiedzieć, że jest to koncepcja „Najsilniejsza armia lądowa zachodu uzbrojona w najlepsze, co on oferuje” vs „Armia żyjąca mottem: co za drogie to nie zdrowe”.

To są moje własne subiektywne przemyślenia na podstawie opinii fachowców z Rosji, Ukrainy, Polski, których obserwuję. Sam nie uważam siebie za analityka wojskowego, więc jestem zupełnie otwarty na krytykę i gotów do dyskusji.

______________________________________________________________

Dla tych z was, kto byłby chętny wesprzeć moją niezależną publicystykę, linki

buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman

Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews