35 lat temu 26 kwietnia w nocy z piątku na sobotę o godzinie 01:24 doszło do wybuchu w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, przeprowadzano wtedy niebezpieczny eksperyment … Skutki tej katastrofy odczuwamy do dziś…
Rok temu 26 kwietnia 2020 roku kłamliwe media straszyły nas liczbami o 344 zakażonych i 11 zgonach na Koronaświrusa przygotowując grunt pod kolejny medyczny eksperyment polegający na zaszczepieniu całej populacji, nieprzebadaną szczepionką …
Zastanawiam się co okaże się większą katastrofą zdrowotną dla świata? Czarnobyl czy pseudo-pandemia i eksperymentalne szczepienia które niebawem staną się obowiązkowe…
Na zdjęciu które zrobiłem w Czarnobylu w 2017roku zobaczyć możecie salę gimnastyczną szkoły w której przez ponad 30 lat nie było dzieci, nie było nauczycieli, nie odbywały się żadne zajęcia…
Jeżeli nie powstrzymamy tego obłędu jaki planuje nam rząd na zlecenie światowych elit to tak wyglądały będą sale gimnastyczne i szkoły za 35 lat
O nauczycielach nie wspominam Ci już w większości są zaszczepieni więc kolejna z dawek przypominających odeśle ich na wieczną emeryturę… Dzieci można jeszcze uratować, ich wirtualne życie zamienić na realne, pozwolić im odbudować relacje z rówieśnikami i zakończyć ten zdalny obłęd…
Zainteresowanych tematem Czarnobyla zapraszam na moja stronę: APFoto tutaj. Znajdziecie tam pełną fotorelację (zdjęcia wraz z opisami) z tego niezwykłego miejsca które stało się koszmarem dla tysięcy ludzi .
Przez 20 godzin podróży cały czas bije się z myślami czy powinienem tu w ogóle jechać im bliżej do celu tym więcej mam w głowie pytań na które nie znajduje odpowiedzi…Obok siedzi Marek video-operator przed wyprawą tylko kolega teraz już przyjaciel strach zbliża ludzi , zabawia rozmową ,żartuje pozwala odpędzić pytania i przestać myśleć o miejscu do którego zmierzamy…Wyglądam przez okno ale krajobraz od godziny się nie zmienia jest pusto co kilkadziesiąt kilometrów jakaś malutka miejscowość a przy drodze stare kobiety i kosze pełne grzybów, bardzo dużo tych grzybów im bliżej tym coraz więcej …Ktoś w autobusie rzucił zdanie „to Czarnobylskie” …Staram się myśleć logicznie przecież w Polsce też w tym roku obrodziły dlatego jest ich tak dużo …Po 20 godzinach podroży jesteśmy na miejscu. Nasze kwatery znajdują się kilkadziesiąt km od Czarnobyla i samej elektrowni w mieście Sławutycz to tu będziemy mieszkać przez najbliższy tydzień.
Miasto Sławutycz to nowa wersja opuszczonej Prypeci…Jeżeli Prypeć miało być miastem przyszłości i triumfu człowieka nad atomem to Sławutycz jest miastem klęski , miastem likwidatorów …Wybudowane w jednym celu aby sprowadzić tu ludzi którzy przez 10cio lecia będą walczyć ze skutkami katastrofy Czarnobylskiej …Ci ludzie codziennie rano wsiadają do tego samego pociągu i wysiadają na tej samej stacji tuż przy elektrowni. Nie ma tu nawet biletów wszyscy jeżdżą za darmo tylko tam i z powrotem jak wahadło zegara …Podróż do elektrowni trwa ponad pół godziny, Kiedy podróżuje z ludźmi zawsze staram się ich obserwować więc i tym razem starałem się policzyć wesołe twarze w swoim przedziale ale nie znalazłem nikogo jedynie jakaś młoda dziewczyna odwzajemniła uśmiech kiedy podniosła głowę znad książki…Nagle krajobraz za oknem znika i pociąg wjeżdża do tunelu po czym z przeraźliwym piskiem zatrzymuje się…Teraz wydaje mi się to śmieszne ale pamiętam że nabrałem wtedy głęboki łyk powietrza w obawie że to które będzie na zewnątrz będzie już inne mniej bezpieczne…Wysiadamy , dokoła są ściany i blacha , cały tunel obity jest blachą jak się później dowiadujemy to ze względów bezpieczeństwa,.Pociąg mógłby wzbijać kurz a kurz może być radioaktywny. Dla ludzi którzy pokonują tą drogę każdego dnia stanowiło by to zagrożenie dlatego właśnie zbudowano ten tunel którym wszyscy idziemy w jednym i tym samym kierunku …Aby dostać się na teren elektrowni najpierw czeka nas kontrola paszportowa i dozymetryczna przechodzimy ją gładko. W ta stronę to proste, przecież nie mieliśmy jeszcze kontaktu z niewidzialnym promieniowaniem trudniej będzie w drodze powrotnej bo napromieniowany aparat czy plecak zostanie tu na wieki i nikt nie pozwoli go zabrać …Po kontroli dozymetrycznej na krótką chwilę wychodzimy na zewnątrz i po raz pierwszy pełni obaw stawiamy stopy na skażonej ziemi . Ta chwila na długo zostanie ze mną w pamięci czułem się jak gdybym dotarł na obcy ląd może na obca planetę ale nie ma czasu na zastanawianie się bo bo zaraz wsiadamy do autobusu udajemy się w kierunku wielkiej anteny „Duga” czyli Dzięcioł lub znana pod inna nazwą Oko Moskwy.

Jest tak ogromna że jedyna rzecz jaką znam i z jaką mogę ją porównać to wieża Eiffela…Dookoła pełno trójkątnych tabliczek ostrzegających o skażeniu ,wciągam aparat kadruję na tabliczce z symbolem atomu ale gałąź akcji zasłania mi widok , nie zdejmując oka z wizjera próbuje ja ułamać …Zamiast gałęzi ułamuje się wielki kolec który zostaje w moim kciuku…Nigdy takiego dużego nie widziałem , próbuję go wyciągnąć wyciskam trochę krwi ale jest ułamany, nic nie wystaje jest wbity niemalże pionowo…Ten kolec akacji zostanie zemną aż do powrotu do polski a mówili żeby nie zabierać pamiątek …Trochę spanikowany tłumaczę sobie że przecież kolec rósł wysoko że nie było go wtedy kiedy opadła radioaktywna chmura i że to tylko duża drzazga…Dopiero w Polsce dowiem się że największe skażenie jest w wierzchniej warstwie gleby z której to rośliny budują swoje tkanki…Kolejne miejsce ośrodek wypoczynkowy „Szmaragdowy” …Piękny sosnowy las a w nim pełno domków ze ścianami pokrytymi rysunkami z radzieckich bajek …To tu pracownicy elektrowni odpoczywali wraz z rodzinami po ciężkim tygodniu pracy…Na placu zabaw dla dzieciaków walący się płotek

opuszczone huśtawki , Marek poruszył jedną z nich chciał ją rozbujać wydała smutny metaliczny dźwięk jakby tęskniła za dziećmi które tu kiedyś przychodziły…

Następnie udajemy się do opuszczonego przedszkola …Nie sposób byłoby tu trafić bez naszego przewodnika…Kto buduje przedszkole w samym środku lasu ? Po chwili zdaje sobie sprawę że las mam dopiero 30 lat…Dzieci które tu uczęszczały mają teraz niewiele ponad 30lat oczywiście tylko te które jeszcze żyją …Na schodach dziecięcy rowerek , porozrzucane zabawki lalki misie,bucik , nocniki i puste łóżeczka

W jednym z nich leży lalka wielkości małego dziecka niemy dowód że były tu kiedyś dzieci…

Kolejnym miejscem naszej wyprawy jest jezioro Czarnobylskie i opuszczona ferma norek…Norki karmione były rybami ze skażonego jeziora, a ich ciała dokładnie badane …Mięso norek było skażone ale futro podobno już nie , więc pewnie nie jedna kobieta nosi takie futro do dziś …

Po drodze mijamy opuszczony w polu wóz strażacki który jako jeden z pierwszych przyjechał na miejsce katastrofy….Niestety cała załoga umarła na skutek napromieniowania. Podawanie tu liczb jak mocno byli skażeni mija się z celem gdyż aparatura pomiarowa jaką wtedy dysponowali nie miała wystarczającej skali aby to pokazać …

Kolejną rzeczą jaką za chwile mamy zobaczyć jest gigantyczna chłodnia kominowa którą wielu omylnie bierze za sam reaktor tylko dlatego, że groźnie i majestatycznie wygląda…Wchodzimy do środka ogromnej budowli, czujemy się tu tacy mali i nic nieznaczący. Otuchy dodaje nam tylko niebo, które zagląda przez wielki komin …Po drodze pełnej wody mchu i rdzawego błota mijamy kości konia który tu został tu na zawsze . To Koń Przewalskiego jeden z kilkudziesięciu koni które tu sprowadzono w ramach eksperymentu Fauna…Dalej jest wielka ściana a na niej ogromny wielometrowy mural człowieka w masce…Potrzebuje szerszego obiektywu aby to wszystko pokazać mam go w plecaku ale nie mogę go położyć na ziemi takie są tu zasady …Jeżeli będę kładł cokolwiek na ziemi np. plecak, aparat czy ja sam będę na niej siadał i zostanę skażony to nie pozwolą mi opuścić strefy gdyż podstawowa zasada jest bardzo prosta …Nic co skażone nie ma prawa się stąd wydostać. Na szczęście obok jest Marek …Przytrzymuje plecak a ja zmieniam obiektyw i znowu mogę fotografować . Nigdy żaden mural nie zrobił na mnie takiego wrażenia, to hołd dla ofiar katastrofy…

Ale najbardziej niezwykłe jest tutaj echo… Kiedy patrzymy na mural i wsłuchujemy się w echo to mamy wrażenie że w tym miejscu to echo zadaje pytania…
Jedziemy do miasta Prypeć nasz pierwszy cel to najwyższy w mieście 16 piętrowy wieżowiec nazywany Fujyama… Kiedy inni krzątają się na dole ja wbiegam pierwszy, chcę mieć chwile dla siebie na samej górze kilka czystych kadrów
…Wchodzę na sam dach ,widok jest niesamowity z jednej strony daleko na horyzoncie jak fatamorgana ledwie teraz dostrzegalna antena „oko Moskwy” która oglądana z bliska zaczepiała chmury…Odwracam się w druga stronę w kierunku miasta na horyzoncie między blokami i drzewami błyszczy stalowa Arka która niespełna kilka miesięcy temu przykryła felerny reaktor nr 4…

Robię kilka zdjęć i słyszę pierwsze osoby które dotarły na szczyt wieżowca …Jednak te kilka minut były tylko moje… Schodzę piętro niżej tam na ostatnim piętrze leży 30 letnia mumia psa …Wygląda tak samo jak niektóre mumie jakie widziałem w muzeum w Kairze, po śmierci faktycznie wszyscy jesteśmy równi.. Pies nie wygląda gorzej niż faraon może trochę bardziej go szkoda bo zapewne zdechł tu z głodu i pragnienia zanim zabiło go promieniowanie …

Wchodzę do jednego z mieszkań i nieomal wpadam na wisząca na drucie lalkę w korytarzu….

Nowy dzień jedziemy do wnętrza elektrowni …Po kilku kontrolach , instrukcjach czego nie wolno trafiamy do serca elektrowni. Mamy okazje dotknąć takich samych przyrządów które niewłaściwie użyte doprowadziły tysiące ludzi do śmierci a miliony do mniejszych lub większych dramatów…

Kolejny przystanek mamy w lesie , Rudym Lesie…Jednym z najbardziej skażonych miejsc na ziemi…
Autobus zatrzymuje się na asfaltowej drodze ciszę przerywają coraz głośniejsze alarmy z naszych dozymetrów. Ich dźwięki sieją w nas niepokój ostrzegając o rosnącym promieniowaniu …Nasz przewodnik sugeruje abyśmy wyjęli czujniki z kieszeni i wtedy stają się jeszcze głośniejsze pokazują 20 µSv/h niektórzy zbliżają je do szyb autobusu i po chwili wskazują 40 µSv/h nasz przewodnik otwiera drzwi i wstawia czujnik który po chwili pokazuje 200 µSv/h …Dźwięk dozymetrów staje się nieznośny wszyscy milczą nikt nawet nie próbuje żartować a jeszcze 5 minut wcześniej większość z nas swobodnie rozmawiała …Odjeżdżamy w teoretycznie bezpiecznym kierunku ,tam gdzie mieszkają ludzie …Strefa wykluczenia czy inaczej Zona to obszar o promieniu 30 km od elektrowni wyznaczony jako strefa wykluczenia …Mieszkają tu pracownicy elektrowni , naukowcy czasami przewodnicy i wszyscy oni muszą przestrzegać zasad 14 dni w zonie potem miesiąc wolnego …Ale takie zasady nie obowiązują samosiołów…To ludzie którzy nie potrafili zacząć nowego życia w obcym miejscu i postanowili powrócić do swych skażonych domów …Władze przymykają na to oko gdyż z jednej strony mają w ten sposób materiał do badań a z drugiej ci ludzie już dawno nie powinni żyć więc jakby nie istnieją …Poznaliśmy kilka takich osób są niezwykle życzliwi i gościnni …

Kolejnego dnia kierujemy się na teren szpitala zakaźnego w Prypeci
…To tu trafiali strażacy gaszący grafit który płonął na dachu reaktora ich ubrania były tak mocno skażone że nie było pomysłu co z nimi zrobić i leżą do dziś w piwnicach tego szpitala i stanowią ogromne niebezpieczeństwo…Kiedy po trzech dniach strażaków przetransportowano samolotami do specjalistycznego szpitala w Moskwie byli nadal tak silnie skażenie że ewakuowano przylegające odziały …Lekarze i personel który udzielały im pomocy również został napromieniowany i w większości ci ludzie już nie żyją bądź borykają się z chorobami …Szpital w Prypeci to dziś miejsce tajemnicze które przyciąga ludzi… Poczekalnia tego szpitala to przedsionek piekła w pastelowych barwach ….

…Kiedy tam stoimy to cisza sama w naszych głowach maluje obrazy z przed 30 lat …Poruszając się po skażonym mieście nie sposób nie trafić na pozostawiane wszędzie autobusy…

Tymi pojazdami w niepewną przyszłość odjechało w ciągu kilku godzin 49 tysięcy ludzi głównie młodych ambitnych i wykształconych ,Średnia wieku mieszkańców w tym bardzo nowoczesnym i bogatym jak na tamte czasy mieście wynosiła 26 lat ..Jedyne co ze sobą mogli zabrać to nadzieję że kiedyś tu wrócą… Zostawili jedzenie , zwierzęta ,instrumenty …Ich plany i marzenia na przyszłość w pokryła gruba warstwa radioaktywnego pyłu…

Odwiedziliśmy wiele niezwykłych miejsc w opuszczonym mieście jak fabryki, hotele restauracje , poczta, supermarket , basen czy dom kultury …Ale nic nie wywarło takiego wrażenia jak szkoły i przedszkola w których można odnieść wrażenie że dzieci po prostu zniknęły w jednej chwili …I właśnie ta świadomość dramatu tysięcy dzieci które musiały zostawić cały swój świat i uciekać w jednej chwili jest najbardziej przerażająca..Strefa wykluczenia to świat bez przyszłości…. Do dziś po 30 latach nie spotkacie tam żadnego dziecka nikt kto nie skończył 18 roku życia niema tu wstępu… A czy świat bez dzieci ma jakakolwiek przyszłość ? Ten w strefie wykluczenia na pewno nie ….

Pełna galeria 177 zdjęć na profilu APFoto: www.facebook.com/AdamPaluchFoto/

W galerii – Czarnobyl 30 lat po… lub na stronie autora, link: https://apfoto.myportfolio.com

PS. Informacja dla cenzorów fb którzy regularnie blokują mój profil bez powodu i bez szansy nawet na obronę … Zanim zablokujecie mój wpis jak to macie ostatnio w zwyczaju to najpierw musicie go przeczytać do końca… A koniec jest taki, że kłamstwo to wy nie Ja…
Autor: Adam Paluch
Dziękuję za możliwość publikacji na pressmania.pl tych treści , fotografii i własnych opinii które dla globalnego ogłupiacza czyli FB były mową nienawiści i zostały ocenzurowane, czego rzecz jasna się spodziewałem :) …Cenzurowanie moich wpisów na Shitbooku stało się już cyklicznym wydarzeniem, przynajmniej raz w tygodniu, chociaż musze przyznać że dziś postarali się bardziej i pomimo blokady na 3 dni zablokowali moje wpisy dodatkowo na kolejne ..Czuje się jak skazaniec w Texasie któremu zsumowali wyroki i wymiar kary jest tak wielki że jest spora szansa że nie dożyje końca wyroku ;) Chcę tylko dodać że każdy ban, każda blokada i objaw cenzury upewnia mnie że warto pisać :)