Hydraulicy tym razem o 1 nad ranem przyprowadzili trzech górników. Za otwarcie drzwi do mojego mieszkania zainkasowali dwie paczki papierosów i czteropak Harnasia.

– Kurła, kiedy ja się wreszcie wyśpię normalnie? – zaprotestowałem.

– Spokojnie panie profesorze, my na razie tylko na oględziny, ale już teraz widać, że będzie trzeba kuć i ryć.

– Ale chyba od piwnicy w dół, nie z drugiego piętra? – zapytałem.

– No nie, nowoczesne górnictwo idzie w górę, nie w dół. Na dole to już byliśmy przecież. – odpowiedział i lekko mnie zaniepokoił.

– To znaczy ryjecie teraz w górę? – zapytałem zdziwiony.

– W górę i to bez grzebania się w ziemi jak kiedyś. Sprawdzamy, czy coś co zasłania niebo, da się zlikwidować i wysadzamy w powietrze. I dużo przy tym pijemy i palimy. Głównie wódka, Amarena, mocne tanie piwa, w ostateczności dżonyłoker jak jest w promocji.

– Panowie – powiedziałem lekko poddenerwowany – czy to znaczy, że chcecie zlikwidować mi dach nad głową?

– Niewykluczone, powiedział najstarszy z ekipy i dopalił papierosa bez filtra przypalając sobie opuszki palców. – Trzeba będzie odkryć dach, żeby zapewnić odpowiedni ład, wyznaczony odgórnymi przepisami.

– Ale to wtedy w zimie będzie zimno, a w lecie padać mi będzie jak spać będę. – przecież to bez sensu – zaprotestowałem.

– Panie, albo pan zamkniesz ten głupi profesorski ryj, alebo zgłosimy pana jako szkodnika pomarańczowego ładu.

Potem długo siedzieli w kuchni i spożywali wódkę „Bocian”. Następnego dnia mieli przekopywać się w kierunku dachu.