Wiele – zbyt wiele kasy jest poza budżetem, oficjalnym obiegiem i nawet społeczną kontrolą. Ale pewnie nie zastanawiałeś się Polaku jak blisko Ciebie to się dzieje….
A wystarczy pochylić się nad sprawą wędkarstwa w Polsce…
Co reguluje takie hobby jakim jest wędkarstwo w naszym kraju? Zacznijmy więc od tego….
- Aktem prawnym, który reguluje w PL sprawę związaną z wędkarstwem i rybactwem śródlądowym (wg. ustawy to jest to samo) jest Ustawa o rybactwie śródlądowym z 1985 roku, która miała wiele ale kosmetycznych nowelizacji (Dz.U. 2022 poz. 883).
Bardzo to miła świadomość jest – wiedzieć że się nie jest wędkarzem a rybakiem… wszystkie sklepy wędkarskie powinny chyba zmienić nazwy na rybackie… (LOL)
Do kogo należy więc otwarta woda z powszechnym do niej dostępem, czyli tzw. wody publiczne?
- Wody publiczne w Polsce, na mocy ww. ustawy, są przekazywane do prowadzenia tzw. „racjonalnej gospodarki rybackiej” przedsiębiorcom w ramach wieloletnich umów (10-30 lat). Zatem przedsiębiorstwa te gospodarują państwowym majątkiem, chronionym przez Państwo i na koszt Państwa (Państwowa Straż Rybacka). Ale zyski z tytuły sprzedaży przez te przedsiębiorstwa zezwoleń za wędkowanie na państwowych wodach zostają w tych przedsiębiorstwach. Opłaty dzierżawne za użytkowanie tych wód to kilka % przychodów jakie płyną ze sprzedaży zezwoleń.
Aż się chce robić taki biznes… jak jest z tego pieniądz – to przychód prywatny a jak się zdarzy katastrofa do hejt na Państwo i wyciąganie ręki po państwową (czyli naszą) kasę na usuwanie skutków tej tragedii… Tak to można żyć😊
A ile tych moczących kija w naszym kraju jest? Czy sprawa warta zachodu? Czy jest to jednoznaczne czy ma inne też wymiary?
- W PL jest ok 2 mln wędkarzy (dane: Kantar Group), z czego prawie 600 tys. to członkowie Polskiego Związku Wędkarskiego. Aby łowić w Polsce ryby należy posiadać wydawaną przez starostów pow. Kartę Wędkarską (analogicznie jak Karta Rowerowa). Nie ma to związku z przynależnością do PZW. Ale… PZW jest użytkownikiem ponad 50% wód przeznaczonych do użytkowania rybackiego. Zatem trudno jest łowić w PL nie należąc do PZW (opłaty dla niezrzeszonych są o ok 100% wyższe). Z tego tytułu PZW ma 240 mln zł rocznie przychodów (formalnie jest to stowarzyszenie podlegające ustawie prawo o stowarzyszeniach). Oczywiście PZW jest tylko z nazwy związkiem wędkarskim a de facto prowadzi działalność stricte rybacką – odławia ryby własnymi brygadami rybackimi na sprzedaż (w swojej strukturze ma m.in. Gospodarstwo Rybackie Suwałki Sp. z o.o.), prowadzi odłów tarlaków, hoduje narybek we własnych ośrodkach zarybieniowych, który potem samo od siebie „kupuje” i nim „zarybia”. W rzeczywistości działalność tej organizacji nie była nigdy kontrolowana ani finansowo ani statutowo. Pomagał w tym fakt, że do niedawna PZW było formalnie związkiem sportowym i podlegało Ministerstwu Sportu (kontrolowane było tylko 3% budżetu wydawane na sport i Kadrę Narodową). Dopiero nowa ustawa o sporcie spowodowała, że PZW został wykreślony kilka lat temu z rejestru związków sportowych. I obecnie nadzór nad nim sprawuje prezydent Warszawy jak nad każdym stowarzyszeniem z terenu miasta.
Jak więc wygląda ten cały świat i rynek z tym związany w naszej Polsce?
- Z uwagi na taki a nie inny model „gospodarki rybackiej” jaki jest w Polsce od lat prowadzony (intensywne odłowy sieciowe), wody w Polsce zostały doprowadzone do takiego stanu, że aby w nich cokolwiek pływało konieczne są sztuczne zarybienia. Jest to świetny biznes dla przedsiębiorstw rybackich. Najpierw się zarybia daną wodę, następnie po osiągnięciu dojrzałości płciowej (tarlaka) rybę się odławia. Pozyskany materiał (ikra, mlecz) sprzedaje się lub hoduje narybek we własnym ośrodku zarybieniowym i sprzedaje lub zarybia nim użytkowaną przez siebie wodę. Zaś tarlaka morduje i też sprzedaje do konsumpcji. Zatem każda ryba jest czasem kilka razy „sprzedawana”. Do tego pobiera się jeszcze opłaty (licencje) od wędkarzy za możliwość połowu na użytkowanej przez siebie wodzie.
Jest to niespotykany nigdzie za granicami patologiczny system, który degraduje środowisko. Ichtiolodzy alarmują, że na skutek wieloletnich sztucznych zarybień pochodzące z nich osobniki przestają przystępować do naturalnego tarła (tracą gonady). W krajach rozwiniętych występuje na ogół ścisły podział na akweny przeznaczone do hodowli (akwakultura), która zapewnia dostawy na cele konsumpcyjne oraz reszta – wody otwarte, przeznaczone do rekreacji wędkarskiej (oczywiście z uwzględnieniem ścisłych regulaminów w tym limitów połowów i okresów ochronnych). Dlatego rokrocznie z Polski wyjeżdża kilkadziesiąt tysięcy wędkarzy do Skandynawii tam łowić, choć to polskie wody są znacznie żyźniejsze i to w polskich wodach powinno być znacznie więcej ryb. Zatem państwo ma z tego tytuły straty, choć wody są majątkiem państwowym (dobrem narodowym) tak samo jak lasy.
Łącznie z tytułu sprzedaży zezwoleń wędkarskich za możliwość wędkowania przedsiębiorstwa rybackie na czele z PZW zarabiają kilkaset milionów złotych. Z drugiej strony to Państwo ponosi wszelkie ciężary nadzoru i ochrony wody na kosztu budżetu Państwa (np. utrzymanie Państwowej Straży Rybackiej, Instytutu Rybactwa Śródlądowego, GIOŚ itd.). Państwo jest zaangażowane w naprawienie stanu Odry choć to PZW wciąż zbiera milionowe kwoty od wędkarzy za wędkowanie na tej rzece i nie dokłada złotówki do jej ratowania. I tak to się ten biznes kręci a skromny Obywatel moczący przysłowiowego kija w każdej wodzie jaką może łatwo osiągnąć nawet nie zauważa jak mu to wszystko przed nosem i przez palce przepływa…
Autorzy : Rafał Jabłoński i Maciej Kapitan Lisowski
Obraz Khalid Mehmood z Pixabay
Zostaw komentarz