I nie mam tu na myśli ducha Leppera, ale przywrócony do życia spektakl Oliviera Frljica pt: „Klątwa”. Albowiem po długim okresie hibernacji widowisko chorwackiego reżysera wróciło na scenę Teatru Powszechnego w Warszawie. Kiedy przed laty chciałem je obejrzeć, nie byłem w stanie zdobyć biletu. Udało mi się to dopiero wczoraj.

W 2017 roku Klątwa grana była w atmosferze skandalu, profanacji i kryminalnego występku. Pod teatrem manifestowali wkurzeni patrioci, widownię opuszczali obolali katolicy. Zdarzało się, że na sali widowiskowej rozpylano smrodliwe substancje, a w kuluarach atakowano aktorów. Sztuka Fljica zyskała wielki rozgłos. Media grzmiały i piały na zmianę z zachwytu, lub oburzenia. Ludzie bili się o bilety, a reżyser zdobył w Polsce rozpoznawalność większą, niż w ojczyżnie, skąd wyjechał po aferze wywołanej przedstawieniem, w którym aranżował sceny z udziałem żywych kurczaków, zarzynanych na oczach widzów.

Tak było kiedyś, lecz obecnie prześladują nas inne klątwy i większe skandale, z którymi sztuce trudno się mierzyć, więc pod teatrem panuje spokój.
Widownia przedstawienia, na które się wybrałem składała się z przedstawicieli tak zwanej – warszawkiej alternatywki – czyli: młodych, kolorowych, postępowych z kapitałem kulturowym. Wystawałem z tego towarzystwa, jak kołek z dupy – stary, szary i sztywny.

Mimo, że w teatrze nierozpylano smrodliwych substancji, to większość scen oglądałem z zatkanym nosem, niektóre z rozbawieniem, a całość ze wzruszeniem ramion. Akty profanacji, z jakich składa się widowisko, były tępą siekierą ciosane, co sprawiało, że obrazoburstwo, które miało szokować, wywoływało jeno zażenowanie, a na prowokacje zamiast oburzeniem, reagowałem uśmiechem politowania. Był to śmiech: czasem kwaśny, czasem gorzki, ale nigdy nie – katarktyczny. Dlatego inscenizacji w Powszechnym nie nazwę sztuką, lecz krzyżówką kabaretu z ulicznym performansem. I w tej konwencji oceniam koncepty twórców widowiska.

Najbardziej rozbawiła mnie etiuda Michała Czachora, który przedstawił się widowni, jako specjalista od – ”latania po scenie z gołą dupą”. – Wziąłem udział w 70 różnych przedstawieniach z czego w 69 na golasa – zwierzał się widzom komediant po czym, najpierw pokazał im kutasa, potem jaja, na które nadział gazetę z portretem reżysera, a na końcu kucnął, zdefekował i podtarł tyłek flagą Watykanu.
Mniej zabawny był show głównej heroiny Powszechnego – Klary Bielawki, która zaczęła nagabywać siedzącego obok mnie widza słowami – hej ty tam w 3 rzędzie i zielonym swetrze, czy chciałbyś mnie wyruchać?! Przyznaję, że siedziałem struchlały, jak mysz pod miotłą, obawiając się że aktorka też mnie zaczepi.

Natomiast wcale nie wystraszył widzów występ Karoliny Adamczyk , która najpierw pokazała nam zdjęcie dziecka zrobione metodą USG, oświadczając, że to jej płód, który usunie, bo ma do tego prawo, a potem zaapelowała do kobiet siedzących na widowni, żeby podniosły ręce te, które dokonały aborcji. Jedna kobieta się odważyła za co, nagrodzono ją burzą oklasków.

Z występów solowych wymienię jeszcze dwie akcje z udziałem Julii Wyszyńskiej. Obie były szeroko omawiane i dyskutowane w mediach podczas poprzednich wystawień, ale być może umknęły waszej uwadze, dlatego je przypomnę. Pierwsza to scena z udziałem gipsowego posągu Jana Pawła z przyprawionym fallusem, którego fachowo obciągała aktorka. Po akcie zawiesiła na pomniku tablice z napisem – „OBROŃCA PEDOFILI” i założyła papieżowi na szyję szubieniczną pętle.

Druga, najbardziej osławiona scena z udziałem Wyszyńskiej imitowała?! zbiórkę pieniędzy na morderce J.Kaczyńskiego. Aktorka wychodziła na widownie z workiem i prosiła widzów o pieniądze na wynajęcie zabójcy Prezesa. W tamtym czasie, inscenizacja spowodowała wszczęcie postępowania przez prokuraturę, która zarzuciła aktorce – nakłanianie do przestępstwa. Teatr bronił swojej pracownicy, wydając oświadczenie, że to co jest pokazywane na scenie, nie może być tratowane jako rzeczywistość, a działania teatralne są tylko wizją artysty. Afera nie miała konsekwencji karnych i zakończyła się dyskusją o granicach sztuki i prawie artysty do wolnej wypowiedzi.

W obecnym przedstawieniu akcja zbiórki pieniędzy została usunięta ze scenariusza, co nie znaczy, że reszta widowiska obyła się bez skandali. Ale były to skandaliki, do których jako bywalec współczesnego teatru zdążyłem się już przyzwyczaić. Dlatego nie zaskoczyła mnie ani scena zbiorowego zbiorowej masturbacji z użyciem krucyfiksów, ani scena jeb@nia Polski, ani finałowa akcja ścinania krzyża piłą łańcuchową.

Natomiast zdziwiła mnie decyzja Teatru Powszechnego, przywracająca na afisz performans Frljica.
Po co?

Autor: Marek Szarek