W Europie tylko Niemcy zdecydowały się na wdrożenie izraelskiej Iron Dome (Żelazna Kopuła). Zrobiły to, bo uznały, że w świecie nasyconym rakietami i dronami obrona powietrzna jest absolutnym priorytetem.
I co istotne, nie budują jej w oparciu o polityczne hasła, lecz o realne zdolności.
Dzisiaj wojna wygląda inaczej niż 20 lat temu. To nie są pojedyncze naloty. To zmasowane ataki, fale dronów, rakiety manewrujące, uderzenia w infrastrukturę energetyczną i logistykę. Kto nie ma szczelnej tarczy, ten traci państwo kawałek po kawałku. Ukraina pokazała brutalnie, że obrona przeciwlotnicza decyduje o tym, czy funkcjonują miasta, przemysł i armia.
Wielu specjalistów wskazuje, że systemy takie jak Iron Dome czy amerykański Patriot missile system należą do najbardziej sprawdzonych bojowo. One nie są „najlepsze” w sensie absolutnym, ale mają potwierdzoną skuteczność w realnym konflikcie.
I tu pojawia się problem. Jeśli mechanizm finansowy ogranicza możliwość zakupu wyłącznie do producentów z określonego obszaru, to przestajemy wybierać najlepsze dostępne rozwiązanie, a zaczynamy wybierać w ramach politycznego katalogu. To zmienia logikę decyzji.
Druga sprawa to kredyt. Bezpieczeństwo jest inwestycją, ale kredyt to zobowiązanie na dekady. Jeśli mamy się zadłużać, powinniśmy mieć pełną swobodę wyboru systemu, który daje największą skuteczność. W przeciwnym razie ryzykujemy, że spłacamy raty za rozwiązanie, które było kompromisem politycznym, a nie optymalnym wyborem militarnym.
Niemcy podejmują decyzje w oparciu o własną kalkulację strategiczną. My też powinniśmy. W kwestii obrony powietrznej nie chodzi o logo producenta ani o unijną księgowość. Chodzi o to, czy w godzinie próby niebo nad Polską będzie naprawdę chronione.Wybierajmy najlepsze uzbrojenie. Dlatego – Weto dla programu SAFE!!!!

Zostaw komentarz