Wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewa Ziobry miał być bombą polityczną. Wyszedł balonik. 26 zarzutów, a w najgłośniejszych mediach — zero dowodów „grosza w kieszeni”. Za to karetki, wozy strażackie i sprzęt ratunkowy. Jeśli to dziś „grupa przestępcza”, to jutro do aresztu trafi OSP, a strażak z wężem stanie się „członkiem mafii wodno-pożarniczej”.
„Zibi”, karetki i zbrodnia doskonała
Prokuratura weszła na scenę z finałem jak w filmie z Netflixa zapowiadanego rok wcześniej. Kamery, przecieki, dramatyczny ton. 26 zarzutów! Grupa przestępcza! A potem… chrup — to nie dynamit, to wafel Prince Polo.
Najmocniejszy „dowód”? Że ksiądz miał Ziobrę w telefonie jako „Zibi”. Czyli w polskiej prokuraturze powstała nowa doktryna: jak masz ksywkę, to prowadziłeś mafię. W takim tempie najbliższym śledczym odkryciem będzie protokół, że ktoś kiedyś powiedział do ministra „siema”. Mafia młodzieżowa. Tragedia narodowa. Kim był Misiek?
„Przestępstwo” numer jeden: ratuj ludzi
Najwięcej dymu budzi… brak dymu. Nawet śledczy mówią, że „Ziobro nie wziął ani grosza”. Więc wjeżdżamy w strefę polityki zamiast prawa. Nagle karetki, wozy strażackie, sprzęt medyczny stają się „wyprowadzaniem środków publicznych”.
Halo? To już nie jest państwo, to czarna komedia. Jeśli to jest definicja przestępstwa, to strażacy jadący do pożaru powinni włączyć sygnał… „syrena mafii”.
Pegasus, konkursy i grzech śmiertelny: minister był ministrem
W zarzutach zbiorowych mamy klasyk III RP: „miał wpływ na podległych urzędników”. Szokujące, prawda? Minister sprawiedliwości wpływał na… resort sprawiedliwości. Szalony pomysł.
Pegasus? Jeżeli państwo nie może kupić narzędzi dla służb, bo prokuratorzy zobaczyli w tym „spisek”, to może lepiej od razu zamknijmy policję i powołajmy wróżki śledcze lub zdajmy się tylko na Jackowskiego. Taniej, a horoskopy i tak czytają wszyscy.
Operacja polityczna, nie prawnicza
Narracja jest prosta jak łom: zrobić widowisko, wrzucić aktorów, dokleić moralny szelest papierów. Skonstruować listę zarzutów tak długą, by wyglądała na poważną, wypełnić ją interpretacjami i liczyć, że społeczeństwo nie czyta, bo nie „kumam bazy” tylko klika-scrolluje.
Wolne media miały mieć bombę atomową. Tymczasem nawet przeciek w „przychylnej” telewizji skończył się echem w studiu. Koniec świata: nawet TVN i TVP w likwidacji nie potrafią już porządnie zrobić afery na zamówienie.
Sprawiedliwość w czasach memów
Jeżeli dziś można zrobić „grupę przestępczą” z decyzji administracyjnych, to jutro każda gmina z programem profilaktycznym stanie się „kartelową strukturą antyspołeczną”. Każdy szpital kupujący respirator będzie „gangiem medycznym”. Państwo prawa zamienia się w państwo memu.
I może o to chodzi — mem jest mocniejszy niż paragraf.
Prokuratura sama się ośmieszyła
Jeżeli dowodem przestępstwa mają być karetki i ksywki w telefonie, to polska polityka właśnie osiągnęła poziom satyry i absurdu, którego nie wymyśliłby nawet Bareja.
Zbyt wiele znaków wskazuje, że to nie jest proces, tylko przedstawienie. A w nim najgroźniejszą bronią nie jest Pegasus, tylko… semafor medialny: podświetl, wrzuć, powtórz, zapomnij.
Historia zna takie sztuczki. I zawsze kończyły się źle — nie dla „podejrzanych”, tylko dla państwa.
Zostaw komentarz