9 września to dość szczególna data w historii Polski. W 1944 r. podpisano wtedy tzw. umowy republikańskie, który to fakt w pierwszej połowie lat 1990-tych pobudził marzenia sporej części naszych rodaków.

Co dokładnie się stało?

9 września 1944 r. uszczególniając porozumienie zawarte z ZSRS o wspólnej granicy z 27 lipca określone zostały zasady wymiany ludności polskiej z terenów republik sowieckich oraz ludności narodowości ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej z terenów ówczesnej Polski.

Dokładnie 9 września zostały zawarte układy pomiędzy PKWN a Ukraińską i Białoruską Republiką Sowiecką. Z Litewską porozumienie podpisano 22 września.

Jak bardzo kremlowscy władcy potrafili „przewidzieć” wyniki późniejszej o prawie pół roku Konferencji jałtańskiej powyższe akty świadczą wręcz modelowo. Zgodnie z  tzw. układami republikańskimi straciliśmy tzw. ziemie zabużańskie, a rządy poszczególnych republik wzięły na siebie obowiązek wypłacenia odszkodowań za pozostawione u sąsiada mienie.

Przez lata PRL była to w zasadzie figura retoryczna. Albo, jak ktoś lubi terminy muzyczne, taki ustawowy arpeggio.

Schody zaczęły się po 1989 r. Okazało się bowiem, że spora część zabużan nie otrzymała rekompensat. Ba, dość przekonująco stwierdzono nawet, że tak naprawdę tzw. umowy republikańskie Polski w żaden sposób nie wiążą – PKWN nie był bowiem nawet w najmniejszym stopniu polskim rządem w rozumieniu prawa międzynarodowego.

Równolegle ruszył rynek wierzytelności. Pod hasłem „długi zabużańskie” po Polsce kursować zaczęły miliardy.

Dokładnie. Apogeum nastąpił przed wymianą pieniądza w 1995 r.

Wartości utraconego mienia były zasądzane przez polskie sądy.

Największa kwota, jaką dane mi było ujrzeć (na papierze) to… bilion dwieście miliardów zł.

Cyfrowy zapis wyglądał tak:

1.200.000.000.000,- zł.

Trzeba jednak pamiętać, że chodzi o pieniądze sprzed wymiany.

Dzisiaj to tylko skromne 120 milionów.

Bardzo ciekawy był natomiast sposób ustalenia tej wartości przez sąd.

Otóż oparto się na… opublikowanych w formie książki wspomnieniach jednego z częstych gości na balach urządzanych przez rodzinę Z., trzech żyjących świadkach, z których najmłodszy jako pacholę był u Z. na wakacjach w 1937 r. i…. mapie II RP.

Asesor wydał postanowienie, sprawa z głowy. Nikt go nawet nie próbował zaskarżyć.

Podobnych orzeczeń było znacznie więcej. Jaka część miała podobnie mocne podstawy to tajemnica. Dzisiaj już raczej nie do odgadnięcia, bowiem akta z tamtych lat dawno już padły pastwą płomieni.

Różni spece od finansów pierwszej dekady III RP główkowali, co zrobić z taką kasą. Ba, próbowano użyć jej do kompensaty podatkowej.

I choć wtedy po Polsce krążyły opowieści, że to się komuś udało, nigdy nie natrafiłem na ślady takiej operacji.

Nie udały się kompensaty podatkowe, tzw. mienie zabużańskie (długi) odstawiono na półkę. W międzyczasie dodatkowo zakazano kompensat podatkowych w dotychczasowej postaci. Uniemożliwiono po prostu kompensowanie należności podatkowych za pomocą wierzytelności kupionych u innego podmiotu.

Temat zamarł. Dopiero uchwalona 8 lipca 2005 r. ustawa o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U.05.169.1418).

Wcześniej można było zaliczyć wartość pozostawionego mienia na cenę kupowanej od gminy lub Skarbu Państwa nieruchomości.

Przy czym wartość utraconego mienia została ograniczona. W ustawie z 2003 r. (pozwalającej na zaliczanie wartości mienia ) do 15% ale nie więcej, niż 50 tys. zł. Z kolei ustawa z 2008 r. zniosła to drugie ograniczenie jednocześnie podnosząc do 20% wartość zwracanego majątku.

Zgodnie z art. 64 u. 2 Konstytucji własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.

9.09 2019