W nawiązaniu do akcji, którą opisywałem wcześniej Grupy Bushcraft Poland, oto kolejna relacja.
Tym razem naszego kolegi Szymona Szary, który realizował akcję w Stanach Zjednoczonych.
http://outriderbushcraft.blogspot.com/2016/04/zabawa-w-survival-48-godzin-z-puszka.html

tlogrupy2

Puszka Survivalowa – Plany i Nieporozumienia

Pamiętanie o podstawach, takich jak 5 C Dave’a Canterbury, to zawsze dobry pomysł. Podobnie jak uświadomienie sobie, że wychłodzenie może zabić przed odwodnieniem, które jest groźniejsze od głodu. Równie dobrze jest mieć ze sobą mapę, kompas i choćby podstawowe umiejętności nawigacyjne. Jednak poleganie na takim podstawowym „ubezpieczeniu survivalowym” może czasem nie wystarczyć.

Wiele instrukcji survivalowych wymienia ogień jako jedną z najważniejszych rzeczy, którymi należy się zająć gdy zabłądzimy lub przyjdzie nam spędzić w terenie więcej czasu, niż planowaliśmy. Rozumiem takie podejście i spędzam sporo wolnego czasu trenując różne techniki rozpalania ognia i budowania ognisk, w zależności od terenu i przeznaczenia. Nie oznacza to jednak, że przeżycie pewnego okresu czasu bez ognia jest zupełnie niemożliwe. Prawda jest taka, że czasami możemy nie mieć innego wyjścia.

Tereny takie jak pustynie, wysokie góry czy wrzosowiska, nie są zwykle najlepszym środowiskiem życia dla drzew i krzewów, a co za tym idzie, ciężko tam znaleźć wystarczająco dużo drewna, żeby ogrzać się w nocy.

Widziałem również sporo sytuacji, w których nawet doświadczeni instruktorzy survivalu nie dawali rady rozpalić ognia w przyzwoitym czasie. Najczęstszym powodem była zbyt wysoka wilgotność… wszystkiego dookoła.

Więc zamiast robić listy, staram się reagować na bieżąco na szybko zmieniające się warunki i realia. Dlatego zdecydowałem się podjąć wyzwanie i spróbować

48 godzin z puszką survivalową – zabawa/trening wymyślony przez Tomka Forysia – założyciela Bushcraft Poland. Wyzwanie jest proste: przeżyć 48 godzin używając do tego jedynie swojego ubrania, 8 cm noża lub scyzoryka itp. i tego co mamy w niewielkiej puszce survivalowej. W tym czasie należy również przejść co najmniej 10 km.

Wyobraźmy sobie np. że gdzieś na jakiejś leśnej drodze zepsuł nam się samochód. Nie mamy zasięgu, mapy, plecaka, a jedynie słabe pojęcie jak wrócić na główną drogę, trzymając się leśnego duktu, którym jechaliśmy przed awarią.

Jest to oczywiście całkowicie zmyślony, choć nie niemożliwy, scenariusz sytuacji survivalowej, a zarazem doskonały trening na wypadek jednego z niezliczonych scenariuszy jakie potrafi napisać życie. Słyszałem już głosy, że 48 godzin można przeżyć bez picia, jedzenia czy spania. Świetnie. Chętnie to zobaczę. Nie twierdzę oczywiście, że to niemożliwe. Twierdzę jedynie, że niejedzenie, niepicie i niespanie w stresie, w terenie może to być „odrobinę” trudniejsze niż przed komputerem w domu.

Innym problemem z takim podejściem do sprawy jest fakt, że tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni, że ktoś się po nas pofatyguje. A nawet jeśli mamy telefon satelitarny, nigdy nie ma gwarancji, że pogoda będzie sprzyjała akcji z powietrza, albo że nie utrudni dotarcia do nas ekipie naziemnej. W takim wypadku siedzenie na tyłku i tracenie czasu przez dwa dni nie wydaje się najlepszym pomysłem. Prawdę mówiąc, jedyna sytuacja, w jakiej takie zachowanie miało by sens, to większość przypadków survivalu na pustyni, gdzie siedzenie w miejscu, w cieniu i czekanie na pomoc zwykle i tak jest naszą jedyną szansą na przeżycie.

W większości innych przypadków, znacznie lepszym pomysłem jest posiadanie kilku różnych rzeczy do łatwego rozpalania ognia i używanie tego ognia do uzdatniania wody, przygotowywania posiłków, ogrzewania się czy wysyłania sygnałów.

Doskonałe rozwiązanie, ale ja postanowiłem podnieść nieco poprzeczkę i przetrwać swoje 48 h w ogóle bez ognia. Ustaliliśmy już, że nie zawsze będziemy mogli ogień rozpalić. Przynajmniej przez jakiś czas. Czy to z powodu wilgoci, czy zwykłego braku paliwa. Zobaczmy więc jak trudny jest krótkoterminowy survival bez pomocy ognia.

Takie podejście wiąże się również z prawie całkowitym brakiem jedzenia, bo nie zamierzam jeść surowego mięsa, a surowe zioła i inne korzonki nie są w stanie zaspokoić mojego zapotrzebowania na kalorie. Chyba, że przeżuwałbym je przez 8 godzin dziennie jak to robią np. goryle.

Co w takim razie będę pił? Cała moja puszka zapakowana jest w dwulitrowy worek plastikowy, w którym będę odkażał wodę za pomocą tabletek. Jak będę się chronił przed zimnem w nocy? Śpiąc w dzień ogrzewany słońcem, a przemieszczając się nocą. Mogę wytrzymać bez jedzenia, ale brak jedzenia w połączeniu z brakiem snu mógłby mnie wpędzić w poważne kłopoty (halucynacje czy chwilowe załamanie nerwowe).

Poza utrzymywaniem ciepłoty ciała, nocne podróżowanie pozwoli mi oszczędzić wodę i ochroni mnie prze piekącym słońcem. Mogę sobie pozwolić na taki ruch jedynie dlatego, że trzymam się leśnej drogi i mam ze sobą latarkę z zapasem baterii. Podróżowanie nocą w gęstwinie bez ścieżek, nie mając kompasu i pojęcia gdzie się jest, było by samobójstwem.

Szymon Szary

 

Serdecznie zapraszam do subskrybowania kanału Szymona:
https://www.youtube.com/user/SimonsDiscoveries

Simon's Discoveries