Jakieś dwa tygodnie temu pisałem o uroczystościach upamiętniających 80 rocznicę zagłady żydowskiej społeczności w Chełmie, w które zaangażowany był jako historyk Adam Puławski z którym mam niewątpliwą przyjemność być na „Ty”, chociaż nigdy się nie poznaliśmy na żywo.

Adam przygotował sobie referat na okoliczność. Odczytał go. Wcześniej w dwóch wersjach językowych ten referat znalazł się w materiałach rocznicowych. Jest dostępny w internecie.

Po odczytaniu zaczęła się mała, polska burza w szklaneczce mętnej wody bo rzekomo Adam obraził, rozjątrzył i naruszył.

O co poszło zapytacie?

Referat Adama był poświęcony stosunkom polsko-żydowskim w Chełmie w XX wieku, ze szczególnym naciskiem na dwudziestolecie międzywojenne, no bo wtedy Polska była, a po dwudziestoleciu niby Polska, taka jaka mogła być – dalej była, ale nie było już za bardzo Żydów.

Poszło o to, że w referacie było o tym co było okej i o tym co było nieokej. Tak jak to u nas. Jak ratowali to Polacy, jak rzucali kamieniami to szumowiny a nie Polacy, bo wszak polskość jest z natury swojej święta i pokalana natychmiast oddala się z pokalanego obszaru sprawiając iż cały czas pozostaje z definicji świętą i nieskalaną.

To trochę tak – na marginesie – jak chyba jest z tą rakietą sprzed dwóch dni. Albo dwoma rakietami.

Niestety takie rzeczy się zdarzają, wtedy się składa oficjalne kondolencje, wypłaca odszkodowanie, zadośćuczynienie i próbuje się żyć dalej, w zależności od ciężaru

Obawiam się, że to cecha mało dojrzałych społeczeństw.
Infantylna sakralizacja bytu narodowego.

Adam napisał na podstawie dokumentów jak było i bywało. Między innymi napisał o działaczu niepodległościowym z Chełma, Kazimierzu Czernickim, któremu postawiono w Chełmie pomnik i nazwano jego imieniem jeden ze skwerów. Tymczasem jak się okazuje w wydawanej przez niego lokalnej gazecie – „Zwierciadle” – sporo było antysemityzmu. Nawet w roku 1939 wydał jednodniówkę o jawnie antysemickim charakterze.
No i już kłopot. Bo ten człowiek był tez bohaterem walk o niepodległość i ma pomnik.

I nawet jak poszukacie materiałów o rzeczonym Czernickim to w jego biogramach w internetach – o jego antysemityzmie ani słowa.

Bo u nas to tak, że albo bohater, wtedy Polak,
albo szuja, wtedy szumowina i element obcy lub kryminalny.

Nie wiem dlaczego to piszę, chyba mi przykro, że ciągle jesteśmy na etapie tej zbiorowej infantylności, bez zdolności do uznania, że ludzie są ludźmi i owszem, ten sam człowiek w określonych okolicznościach potrafi się wznieść na wyżyny odwagi by w innych – wcześniej lub później sie zbłaźnić albo wręcz zhańbić.

Ten sam oficer w jednym momencie dał dowody osobistej odwagi, by kilka dni później – dać dowód tchórzostwa. A to ciągle ten sam człowiek.

Albo na odwrót – przed wojną antysemita, a w czasie wojny jednak sprawiedliwy. To się nie wyklucza. Popatrzcie na siebie w lustrze i zrozumiecie.

Oskar Schindler uratował setki Żydów, ale był łapówkarzem, kobieciarzem. Należał do NSDAP i wiele razy chlał z najbardziej odrażającymi typami nazistowskimi i fundował im oraz sobie prostytutki, a w ogóle to przyjechał do Krakowa zrobić kilka wałów i zwyczajnie się dorobić. Mistrz szarej strefy w czasach ciemności.

Wyobrażam sobie te materiały – gdyby żył współcześnie. Te tytuły pudelków, gazetek brukowych, to rzyganie twitterowych moralistów.

„Niby święty. Ujawniamy wspomnienie wdowy po Schindlerze”.

„Nie taki szlachetny. Wypłynęły zdjęcia Schindlera z suto zakrapianej imprezy z mordercami”.

Oczywiście, gdyby nie chlał z mordercami, gdyby nie zdobył ich zaufania, gdyby nie był trochę jak oni, gdyby oni go nie traktowali jak swojaka ale też gdyby nie przeszedł jakiejś moralnej, niejednoznacznej przemiany – nie uratowałby Żydów.

Bo nie miałby pieniędzy i wpływów.

To jeden z przykładów, używam go, bo jest powszechnie znany.

Pewnie ten Kazimierz Czernicki z Chełma był i działaczem niepodległościowym i antysemitą.

Gdybyśmy stawiali mniej pomników, a więcej czytali, na przykład porządnych prac historycznych – bylibyśmy bardziej zrównoważonym, mniej podatnym na emocjonalne skurcze społeczeństwem.

Bo z pomnikami to zawsze jest kłopot. I nie powinno się ich stawiać pochopnie, a już najlepiej zmarłym bardzo dawno, dawno temu, wtedy są małe szanse, że trzeba będzie rewidować ich życiorysy i upamiętnienia.

To odnoszę też do organizatorów różnych uroczystości, na przykład tej w Chełmie. Ci organizatorzy, którzy dostali materiał od Adama, opublikowali go, a dopiero po uroczystościach się oburzyli święcie.

Tak. Mam podejrzenie, że oni też nie czytali. Nic. Poza tabliczką pod pomnikiem.

Albo i to nie.

Długa droga przed nami. Długa.

Do czytania ludu, do czytania.

__________________________________________________

*A Adam pewnie teraz będzie miał jeszcze więcej problemów ze znalezieniem jakiejś pracy odpowiadającej jego kwalifikacjom.

Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74