Lektura polskich portali, nawet tych największych, może przyprawić o palpitacje serca lub niestrawność. Po tytułach i treści widać, że nie chodzi o rzetelne przekazanie informacji, ale o tzw. klikalność. Bo i sam artykuł i portal musi „się sprzedać”. O ich zawartości i stylu pisania decydują dziś marketingowcy, a nie redaktorzy naczelni z prawdziwego zdarzenia.

Pomijam błędy składniowe, stylistyczne, czasem nawet ortograficzne. Najczęściej jest tak, że tytuł (im bardziej krzykliwy, głupi, tym lepiej) nijak się ma do leadu i treści. Potem jest jeszcze gorzej.

„Redaktorzy” mają dziś za nic fundamentalną zasadę obiektywnego dziennikarstwa, audiatur et altera pars, wysłuchać zdania drugiej strony. Ci bardziej „wrażliwi” piszą czasami, że „nie mogli się dodzwonić do X czy Y”. Dla reszty to zbędny dodatek.

Przecież czytelnik i tak się nie zorientuje. No chyba, że sam wymieniony w tekście.

Dalej, brak kontekstu zwłaszcza w przypadku doniesień z zagranicy. Ktoś do kogoś strzelał, ktoś kogoś zabił, ale już bez wyjaśnienia – dlaczego.

A przecież już Herodot ojciec m.in. współczesnego dziennikarstwa, a zwłaszcza reportażu, w V w. p.n.e. napisał „Dzieje” by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Grecy i Persowie ze sobą wojowali?

Można czasami odnieść wrażenie, że autorzy tekstów boją się przekazywać czytelnikom nawet ten okruch wiedzy. Czy dlatego, że są zbyt – ich zdaniem – głupi by ją przyswoić. A może sami są pogrążeni w błogiej ignorancji bo po co wiedzieć? Wygodniej nie wiedzieć i powielać stereotypy.

Ma zatem rację mój znajomy, wieloletni dziennikarz, że to nie dziennikarze, redaktorzy ale urzędnicy medialni. Daleko im do dziennikarzy z końca ubiegłego tysiąclecia kiedy – jak mówił Kapuściński – „człowiek sięgał po gazetę nie tylko po to by się czegoś dowiedzieć, ale także coś zrozumieć. Zwłaszcza prasa była wyposażona w duży ładunek wiedzy. Wynikało to z przyjęcia przez nią odpowiedzialności za kształt państwa”.

Tak sobie myślę, co by się stało, gdyby nagle zniknęły. Jaką reakcję to by wywołało?

Może kilkadziesiąt osób umieściłoby awatary na swych profilach na FB z napisem „wolne media” czy „przywrócić portal taki czy owaki „. Może niektórzy by nawet protestowali na dworze?

Większość nawet by nie zauważyła. I dobrze, bo wolne media nie oznacza, że głupie.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl