Pani dr. Massalska, ginekolog, ale osoba znana ze swoich wystąpień społecznych, powiedziała kiedyś – w czasie dyskusji socjologów – „państwo patrzycie na problem ze swoich wielce teoretycznych i filozofiznych punktów wiedzenia. ja pokażę wam jak problem wygląda z perspektywy fotela ginelkologicznego”. I wyglosiła bardzo sensowne exposee.
Wiec emerytka z Konstancina przedstawi dziś problem z punktu widzenia kiszki kaszanej. Mamy taki maleńki znakomity, unikalny sklepik, w którym własciciel zacheca klientów pisząć na tablicy kredą: pyszne, sery, wedliny i wyborby ze znanych nam osobiscie maleńkich wytwórni. I to była reklama, która trzymała sie rzeczywistości.
Najpierw z pewna niesmialoscia kupowałam te wyroby, ale przekonałam sie, ze nic, tylko prawda i sama prawda. kaszanka była pyszna. Biała kiełbasa była pyszna. Kiełbasa zwyczajna była puszna. Szynka – palce lizać. Nawet mleko bylo tak smaczne, ze wypijałam w drodze ze sklepu do domu.
I co? No i drmat. Własciciela sklepu, klientów i wytwórców tych pychotek. Nie ma juz kazanki i nie bedzie.
Dlaczego?
Kasza gryczana jest tak droga, ze wytwórcy nie oplaca sie produkować kaszanek. Móglby, ale takie, jakie sa w wielkich sklepach, czyli byle jakich w smaku, jakosci i będacych tylko namiastką tej potrawy.
Co z szynka, kiełbaami, serami?
To samo. Beda, ale takie same mozna kupic sobie w pobliskim Lidlu. Czyli – jak by powiedziała Ewa Ostrowińska – kupujac je bedziemy współdziałali w mordowaniu ukraińskich dzieci. No bo Niemcy przecież rąsia w rąsie z Rosją, choc udaja, ze alez skad…
Więc wracam do mysli wyrazonej poprzednio, w porannym poscie. Te wszystkie sankcje nie zglodza Putina ani Rosji, ale nas – na pewno.
Emerytka z Konstancina radziłaby, aby dobrze sie zastanowic, co jest działaniem symbolicznym (tak jak nie czytanie Anny Kareniny albo nie sluchanie Rachmaninowa czy nie granie w tenisa z Miedwidiewem), a co istotnie osłabi działania wojenne Rosji.
Nie wysyłanie jabłek i wzrost cen kasz, maki (czyli chleba naszego powszedniego) do niebotycnzych rozmiarów wojnie nie zaszkodzi, ani jej nie powstrzyma, a nas doprowadzi do desperacji. A to moze byc poczatkiem do wojny domowej. Tego nam teraz trzeba?
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz