Zatem Mariupol poddał się na rozkaz. Nie poddali się z własnej woli. Byli gotowi walczyć dalej. Nie umiem sobie poskładać do kupy ilu ich było w końcu. Były ewakuacje rannych, cywilów i ostatecznie kapitulacja/ewakuacja końcowa.
Mówią że około 2250 ludzi. Ale w ewakuacji rannych było 52 ciężko i 260 lżej. To by dawało stosunek rannych i ocalałych mniej więcej 10 do 1. To by wystawiało tym ludziom, ich wyszkoleniu, umiejętności walki – w mojej ocenie cywila – bardzo wysokie świadectwo. Ostatecznie, jak powiedział generał Patton, to bzdura, że żołnierz ma umierać za ojczyznę, ma sprawić, żeby to wróg umarł za swoją. O tym będą jeszcze pisać historycy wojskowości, będą eposy, ale wydaje mi się, że ci ludzie – pułk „Azow”, 36 Brygada Piechoty Morskiej, oni wiedzieli jak to robić.
Kto nie wie co to jest „Azow” jak powstał i jak ewoluował polecam materiał Marcina Strzyżewskiego – link w komentarzu.
Wracając do weteranów Azowstalu – nie wiadomo co z nimi będzie, ale w sprawę włączyło się ONZ i Międzynarodowy Czerwony Krzyż, może nie jakieś chwalebne instytucje, ale takie, które są oczami. Oczy patrzą. Może nie zapobiegną, ale będą widziały. Zapytacie co z tego?
W kwestiach praw jeńców ogromne znaczenie ma kwestia wzajemności. Jeżeli włos z głowy spadnie jeńcom z Azowstalu, nie chciałbym być w skórze jeńców rosyjskich branych lub nie przez Ukraińców.
Ostatecznie w ramach wymiany jeńców wrócił do Ukrainy jeden z obrońców Wyspy Węży, więc wszystko możliwe.
Chociaż – taka marginalna uwaga – polityka Ukrainy wobec jeńców rosyjskich, tworzenie numerów kontaktowych dla żołnierzy drugiej strony, którzy chcieli by zdezerterować, zakończyć wojnę, przeżyć, chociażby w obozie jenieckim – od początku wojny jest bardzo sensowna. Apelowanie do prostego instynktu samozachowawczego nawet w nazwie różnych akcji, numerów telefonów, portali – wróć z Ukrainy żywy – bardzo zmyślne.
Swoją drogą to ciekawe, że z okazji zajęcia Azowstalu nie było żadnego mityngu na Łużnikach. Albo może coś przegapiłem? Bo w weekend zajmowałem się różnymi sprawami z kategorii odnowy mentalnej, nie śledziłem wszystkich stron, portali, kanałów. Zostawiłem na posterunku i postronku kolegę Zenon Kałuża.
A i przywiędłe prącie narodu napastniczego jakoś mniej sterczy tu i tam, albo mi się zdaje.
Tylko pożary, ciągle pożary w moskowii. I powiadają, nie są to pożary powodowane przez ukraińskich dywersantów, za długie ręce są potrzebne żeby rzucić tyle niedopałków w generalnie strzeżonych miejscach jak Centralny Instytut Aerohydrodynamiczny w Żukowskim. Żukowski to takie lotnisko gdzie pracowano nad najbardziej zaawansowanymi samolotami w ZSRR a potem rosji, ma jeden z najdłuższych pasów – ponad 5 kilometrów a w dawnych czasach kiedy to niby rosja miała iść ku otwarciu na zachód – odbywały się tutaj salony techniki lotniczej MAKS.
Na te relacje o rewelacjach się czekało dwa lata. Ho, ho MAKS to była impreza, która próbowała konkurować z Le Bergeuet i Franborough.
I myślicie co, łatwo jest podpalić taki instytut zaraz obok?
Pewnie nie, ale wczoraj się zapalił i palił się calkiem solidnie.
Chociaż mnie bardziej ciekawią podpalenia lokalnych biur werbunkowych armii w rosji. Było tych przypadków już ponad dwanaście. I to znowu ani wielki spisek raczej, ani ukraiński sabotaż, raczej niechęć rosjan do służby wojskowej.
I myślę po raz kolejny o tym, że nadal są rosjanie, których stać na protest. Nadal nie są to tłumy, ale kto wie, może ludzie sobie zdali sprawę, że tłumów nie będzie. Za to wywołać pożar, podpalić coś, to już prościej. A władzę zaboli bardziej. I może to oni podpalają?
To o tych biurach werbunkowych.
Bo instytuty kosmonautyki, fabryki prochu, magazyny techniki wojskowej to raczej płoną za sprawą specsłużb, powiadają węgorze z Wołgi. Już tam się pod dywanem wyrzynają w walce o sukcesję po więdnącym prąciu który ma imię na w i nazwisko na p.
Prącie kolejny raz wzywa króla kartofli z Białorusi. Pewnie znowu mu będzie truć, że czas by wejść na tyły armii ukraińskiej, pojechać z tego Brześcia wzdłuż polskiej granicy i odciąć Ukrainę od dostaw broni.
Bo dostawy dla sił własnych będą wysychać raczej. Magazyny pełne u putiny, ale jakość tego co w magazynach coraz gorsza, a nowości nie będzie.
Przypomnę – straty w broni pancernej według Oryxa, a Oryx podaje tylko straty udokumentowane materiałem foto lub video – w zależności od typów sprzętu sięgają nawet 40%. Czterdzieści procent. W większości armii uznaje się, że jednostkę, która straciła więcej niż 45% stanu liniowego trzeba wycofać, bo nie nadaje się nawet do zadań biernej obrony.
Także może dojść do sytuacji, że te dostawy z zachodu przeważą szalę. Serio. I prącie ma się czego bać. I ma powody naciskać na białoruskiego kartofla.
Kartoflowi zresztą rośnie kłopot. Pamiętacie ochotniczy batalion imienia Konstantego Kalinowskiego? Przypomnę, ochotnicza jednostka złożona z Białorusinów, których patronem został powstaniec styczniowy z 1863 roku – Konstanty Kalinowski, nasz powstaniec, chociaż obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego, który pisał swoje pisma po białorusku. Także piękny patronat. Jakby dawna Rzeczpospolita tam zmartwychwstała tylko lepsza, oparta o równość języków i narodów. Taki sen.
No i ten batalion mimo strat, w przekształcił się ostatnio w Полк Каліноўскага w składzie dwóch batalionów. Nawet jeżeli te bataliony tylko tytularne, podobnie jak pułk, to znaczy że liczebność, mimo strat, wzrosła. I to są prawdziwi wojownicy Białorusi.
Taki pułk ostrzelanych zabijaków to dla Baćki może być spory kłopot w przyszłości i może go skłaniać do interwencji, żeby pokazać że jest inna armia białoruska.
Ale samotny rajd armii baćki z Brześcia przez Łuck ku granicy z Polską – nie wróżę powodzenia. Wielu jeńców, wiele zniszczonego sprzętu, wiele trupów.
Obok Białorusinów – przypomnę – są jeszcze inni z więzienia narodów – Gruzini, „Dobrzy Czeczeni”, Rosjanie z Legionu „Wolna Rosja”. Podobno też sporo rozproszonych kontaktorów z Kanady, Wielkiej Brytanii, Polski.
Tymczasem bardzo mało pewnych wiadomości z frontu. Wiadomo, że Siewierodnieck atakowany jest z trzech stron, za plecami ma rzekę i wzgórza, a na wzgórzach Liszcziańsk. W mosty na rzece trafiła rosyjska artyleria.
Ostrzał jednego działonu relacjonował rosyjski reporter, na żywo, kamerzysta złapał szeroki plan, był moździerz samobieżny S24 „Tulpan” i jego obsługa w tle. Kaliber 240mm, budzi szacunek.
Co ja powiedziałem? Że reporter pokazywał to w sowieckiej telewizji na żywo? No tak pokazywał zajadle, z tym szerokim planem w tle, że w trymiga zmacała ich ukraińska arta i szybko wszystko zrobiło się na martwo.
Ktoś widać oglądał ten materiał na żywo i to był ktoś kto obsługiwął coś podobnego z drugiej strony.
„Jednego mniej” – jak mawia spiker w World of Tanks kiedy zrobisz fraga.
A skoro o tym mowa. Krąży legenda, że jednemu z graczy, jak to się mówi w slangu gry – „fioletowemu” tajemniczy gość zaproponował pracę w Ukrainie jako operator „Bayraktara”. Mówił, to podobnie jak w WOT, musisz mieć intuicje jak się przeciwnik ruszy i umieścić tam pocisk, żeby spotkał się przeciwnikiem. Nie celujesz w cel tylko miejsce gdzie cel będzie zaraz.
Nie wiem czy to prawda i czy facet zmienił pracę. Ale brzmi prawdopodobnie.
W ogóle nie wiem czy wiecie, że Ukraińcy obcykali taki społecznościowy portal do lokalizacji rosyjskich wojsk, pozycji arty i tak dalej. Osoby nawet przypadkowe mogą się do portalu zalogować i podać dane tego co gdzie i kiedy widziały. Dowódca baterii w czasie rzeczywistym pobiera dane, może je zgrać z GPS i jeb. O tym też jeszcze sobie kiedyś poczytamy.
Ale to epizod. Mosty za Siewierodnieckiem pozrywane albo uszkodzone. Na północ za nimi wisi nawis Izjum. Na południe pękła linia obrony pod Popasną. Są kontrataki, są informacje, że mimo pękniętego frontu tamci nie mają sił żeby rozwinąć powodzenie dużo dalej, ale też wystarczy im kilka kilometrów, żeby zablokować drogi odwrotu.
Pytanie czy Ukraińcy się wycofają.
Wiecie dlaczego się nie cofają. Wiecie dobrze. Po pierwsze nie ma wielkiej nadziei, że jak się wycofają to wrócą. Po drugie nikt nie chce drugiej Buczy czy Irpienia, a krematoria mobilne czekają. Nie ma ciała, nie ma zbrodni. Stara zasada.
Także nie chcą się cofać bo to nie jest wojna o zasiewy, o domy, jak mówił Aragorn do Theodena na murach Helmowego Jaru. Ta druga armia idzie zabijać wszystko co żyje.
Dlatego nie chcą się cofać.
Ale chyba będą musieli się wycofać, chyba że zamienią Siewierodnieck w drugi Mariupol. Może z jakimiś szansami na odsiecz, na szarżę Rohirrimów.
Pocieszające jest to, że mimo ciężkiej sytuacji ukraińską armie stać ciągle na rotowanie jeżeli nie jednostek to ludzi lub grup ludzi. Tydzień, dwa do domu i znowu strefa zero. To bardzo mądre.
Potwierdzają to kuropatwy z Konotopy.
Okonie w Dońcu mówią, że Ukraina zbiera siły do kontruderzenia. Ale chyba nie mają racji. Jedyny sensowny kierunek to uderzenie gdzieś z rejonu Zaporoże, Hulajpole na południe – Biredańsk, Melitopol i może jeszcze takim sierpem na tyły Chersonia i Nowej Kachowki. A okonie powiadają że nie, że czołowo na Chersoń i linie Dniepru.
Z kolei śledzie atlantyckie powiadają że takiej ilości statków załadowanych bronią, płynących do Europy ze Stanów Zjednoczonych nie widziały od 80 lat. Ale zanim broń dopłynie, przejedzie kolejami tam gdzie ma trafić, wojsko się z nią zapozna, nauczy używać – pewnie minie kilka tygodni.
Inna sprawa, że teksańskie wiewiórki mówiły, że szkolenie idzie kaskadowo. Od jakiegoś czasu szkolą się Ukraińcy tu i tam, ale nie w Ukrainie tylko tam gdzie ta broń jest. I jak broń trafia blisko frontu to razem z przeszkolonymi obsługami, które szkolą kolejne obsługi. Tak w przypadku niektórych sprzętów podobno sie da.
Kończy się maj.
Dobrze byłoby zdążyć przed jesiennymi błotami.
Losy się ważą,
żaden mały wysiłek nie jest dość mały by go lekceważyć
by go nie podejmować,
codziennie coś,
codziennie
Слава Україні o poranku
Слава Україні o zmierzchu
Na zdjęciach
1. Lotnisko w Żukowskim na zdjęciu satelitarnym

2. Mapa ogólna Study of War z wczoraj, żeby było jasne o jakim ewentualnym sukcesie moskali można mówić w przypadku Siewierodniecka

3. Zbliżenie mapy Study of War na łuk Dońca

4. Kanadyjski snajper Wali na wojnie w Ukrainie

________________________________________________________________
Nadal mam shadowbana, co oznacza zrzucanie moich postów w dół newsfeeda. Za każdy gest wsparcia w tych trudnych chwilach – zostawiony ślad po lekturze – lajk, komentarz – lub udostępnienie – z całego serca buk zapłać.
Nadal można mi postawić kawę w serwisie buycofee.to, link TUTAJ. Wrzucam go tylko wtedy kiedy czuję, że stworzenie danego postu było w jakiejś mierze pracą, bez cudzysłowu. Wymagało premedytacji oraz nakładu czasu i energii większego niż prosty bluzg typu usiadł i napisał.
Za kawy także dzięki.
Trwa też zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz