Odpowiedź jest jednoznaczna, i wbrew pozorom wcale nie pozytywna. Niby mamy prawa związkowe, które chronią działaczy związkowych występujących w obronie pracowników, którzy są wręcz szykanowani i mobbingowani przez pracodawców i to we wszystkich typach zakładów: państwowych, publicznych i prywatnych. Stale różne media o tym donoszą. Te tzw. mainstreamowe po chwilowym zainteresowaniu się łamaniem praw pracowniczych, po zrobieniu z nich sensacji medialnej – bo to dobre dla ich piaru, szybko o tym zapominają.

O nich biją się społecznicy, którzy sami byli obiektem szykanowania. W związku z tym, że nie mam ich zgody na publikacje ich nazwisk – nie wymieniam ich (o tę zgodę nie prosiłem).

Najważniejsza jest jednak postawa władz publicznych – sądów pracy, prokuratury, sądów cywilnych i karnych. Gdyby faktycznie, w przypadku złamania praw pracowniczych, pracodawca został ukarany i to zgodnie z literą prawa, to pewnie kolejny naprawdę by się zastanowił czy warto w imię doraźnego i to krótkotrwałego interesu, postępować niezgodnie z prawem.

No i ważna jest również solidarność związkowców. Niestety – i tu biję się też we własne piersi – jej nie ma. Wielcy działacze po uzyskaniu profitów publicznych (np. stałe miejsce biorące na liście partyjnej do Sejmu) – zapominają o tych maluczkich, dzięki którym stali się osobami znanymi w życiu, nawet politycznym. Ale ważny jest też strach – często pracownicy-związkowcy godzą się na łamanie ich praw, bo obawiają się utraty pracy, obniżenia pensji, przeniesienia na gorsze stanowisko itd. I tu potrzebni są ludzie, których określamy mianem „pistoletów”. Jednym z nich na pewno jest Grzegorz Zmuda z firmy Nexteer, którego koledzy uważają za wzorzec postawy związkowej. Dzięki jego determinacji, pracownikom zakładu, w którym pracuje, kilkakrotnie spełniono – naprawdę podstawowe postulaty pracownicze. On sam niestety za to został „ukarany”, zwalniono go z pracy. Ale jednak na skutek wyroków sądowych przywróconny do pracy. Dziś ponownie próbuje się go zwolnić z zakładu Nexteer. Nie wolno do tego dopuścić!!!

Po przedstawieniu przeze mnie jego sprawy na tym forum, otrzymałem jednak sporo maili i telefonicznych informacji o innych przypadkach łamania praw pracowniczych i to w miejscach, w których powinny świecić przykładem ich przestrzegania.

Skarżą się np. nauczyciele, że systematycznie są zmuszani do uczestnictwa w szkolnych imprezach – w sobotę i niedzielę (w ramach jakichś publicznych akcji) – oczywiście jako osoby nadzorujące i przygotowujące w nich udział młodzieży szkolnej. Gdy zwracają uwagę na to swojemu pracodawcy – ten odpowiada, że to w ramach tzw. 40 – godzinnego tygodnia pracy. Ale przecież praca w soboty, niedziele i inne ustawowo wolne dni od pracy powinna być inaczej traktowana.

Co robi w tej sprawie Związek Nauczycielstwa Polskiego? – NIC!! Co robi największy związek branżowy czyli oświatowa „Solidarność”? – TAKŻE NIC. Co robią inne związki zawodowe? – też nic.

W tej sprawie powinno się wypracować zmiany w specjalnej ustawie oświatowej zastępującej Kartę Nauczyciela. Okazja dla związkowców jest dziś wręcz wymarzona. Status publiczny nauczycieli nie jest taki zły, a sytuacja ekonomiczna zniechęca do podjęcia pracy w szkołach. Zwłaszcza w wielkich miastach. Stąd pozycja negocjacyjna pedagogów jest wyjściowo bardzo dobra. Ale nie wierzę, że starzy wyjadacze związkowi – nie wiekiem, ale stażem i pozycją – są stanie coś tu zdziałać.

We wszystkich tych sprawach powinna interweniować także Państwowa Inspekcja Pracy. Niestety ona także działa zbyt opieszale i bojaźliwie. Często jest uzależniona politycznie. Status pracownika PIP-u powinien być szczególny i mocny. Przykładowo szef centralny powinien być wybierany przez Zgromadzenie Narodowe na kilka lat – z immunitetem – przynajmniej takim jak poselski. A pracownicy PIP-u nie powinni się obawiać spraw sądowych i innych.

Gdyby chociaż takie warunki były spełnione, to z pewnością nikt nie próbowałby ponownie zwolnić działacza związkowego Grzegorza Zmudy (czytaj).

Ważna jest też atmosfera publiczna wokół takich spraw. Społeczna przychylność wobec pracowników, szacunek do nich, solidarność z nimi. Problem polega też na tym, że pracodawcy wynajmują jakieś kancelarie prawne, które doszukują się w przypadkach takich sporów kruczków prawnych, czy takich nieświadomych lapsusów, które w innym kierunku przesuwają odpowiedzialność. I wtedy powinny interweniować władze publiczne. Z cała mocą.

Fot. Dominik Smolarek

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.