A kiedy wypełnił się czas ciemności, weszły zastępy Chanatu do miasta Chersoń, jedynego miasta które było stolicą obwodową i nastał czas zła oraz mroku.

I trwał Chersoń w objęciach chana much i pana karaluchów miesięcy ponad osiem a wraz z nim wiele przyległych wsi i osad trwało w uścisku mroku.

I srożył się bicz piekielny, wysuwał swoje macki kraken oślizgły na północ i na zachód, już widział siebie w Mikołajowie i Odessie, wypychał swoich sługów, ale nie sięgnął dalej, poniechał Odessy, odstąpił Mikołajowa.

A słudzy oni zakładali bazy helikopterów, kopali okopy, ryli zapory i mówili między sobą: – podoba się nasza robota panu na kremlu, zostaniemy tu na zawsze, nic nas nie powstrzyma, gdyż pan nasz na kremlu wielkim strategiem jest i zawsze wie co robi, tak i my wielcy jeteśmy.

Ale Kozacy nic o tym nie wiedzieli i odapchnęli macki oślizgłe od Mikołajowa, posłali nachuj niejeden okręt sługów ciemności, tak iż Odessa pozostawała swobodna, a Mikołajów bezpieczny.

A kiedy słudzy ciemnego chujła z kremla rozłożyli się obozem na lotnisku Czornobajewka pod Chersoniem wzięli i spuścili Kozacy im łomot artylerią raz.

A tamci ugasili pożary i znowu rozłożyli się na Czornobajewce obozem i Kozacy drugi raz spuścili im łomot artylerią.

A tamci ugasili pożary i znowu rozłożyli się na Czornobajewce obozem i Kozacy trzeci raz spuścili im łomot artylerią.

A tamci ugasili pożary i znowu rozłożyli się na Czornobajewce obozem i Kozacy czwarty raz spuścili im łomot artylerią.

A tamci ugasili pożary i znowu rozłożyli się na Czornobajewce obozem i Kozacy piąty raz spuścili im łomot artylerią.

I tak jeszcze ze trzydzieści razy, nikt już dokładnie nie liczył a duch święty weźmie i się uspokoi bo publika nam padnie z nudów.

W każdym razie wiele było tych łomotów na Czornobajewce , a tamci słudzy oni chana kremlowskiego nie ustawali jakoby oczy obolem mieli jakimś założone, umysły bielmem zakryte, uszy łojem zapchane.

I latem gdy arbuzy dojrzewać zaczęły pojawili się jeźdźcy słusznej pomsty zwani Himarsami i z nimi dokonali Kozacy czynów większych.

I powiadali między sobą Kozacy – odzyskajmy naszą dziedzinę pod Chersoniem, weźmy ją w posiadanie.

A byli starsi wśród nich, którzy mówili – nie jest rzecz w tym by słudzy chana ginęli, chociaż czemu nie, niech giną. Ale gdy chcecie odzyskać dziedzinę swoją, miasto, pola, wiedzcie, że mając po naszej stronie jeźdźców Himarsów możemy przeto dziurawić słgom zła mosty, możemy topić im promy, barki, łodzie, lichtugi. Możemy wysadzać im składy amunicji i sprawić, że oto Czornobajewka będzie wszędzie.

I stało się tak, że Czornobajewka była wszędzie.

I działo się tak przez całe lato i jesień.

I rozwierali usta swoje słudzy ciemności gdy spadały na nich ześrodkowania artylerii, ale Chersonia nie odstępowali.

I kiedy Kozacy na dalekiej północy krainy spuszczali #roswpierdol pod Bałakliją – jeźdzcy Himarsowie co noc spuszczali łomot sługom ciemności taki iż jasno było jak w dzień, albo jak w nocy w Czornobajewce.

A kiedy na północy tamci odbijali Izjum – Himarsowie pracowali niestrudzenie.

A kiedy tam daleko podeszli nasi pod Swatowe i wzięli Kupjańsk – Himarsowie nie ustawali.

I kiedy pan na kremlu, treser wszy, poskromiciel gnid, trener glist wątrobowych, coach tasiemców władzimir śmierdowicz rzekł, że chce przyłączyć Chersoń do swojej dziedziny – jeźdźcy Himarsowie nie zaprzestawali rozświetlać każdej nocy nad Chersońszczyzną.

A byli tacy co mówili – władzimirze śmierdowiczu poniechajcie, nie róbcie no nam komedii z referendum, którego nawet Serbia nie uzna, co to zawsze jednak trzymała z nami.

Ale ten był nieprzejednany i dopiął swego.

A nie było to trudne bo miał małego swego.

I stało się że słudzy oni chodzili z bronią i nakazywali wszystkim podpisywać jakieś świstki, które normalnemu człowiekowi do dupy podtarcia byłyby obrzydliwe, bo za brudne.

I stało się, że za sprawą z dupy wziętych referendów wielki chan moskwy, przyjaciel tych, którzy piją świeżą krew, ogłosił, że odtąd Chersoń wpada w jego objęcia i pozostanie w nich na wieki.

Ale jeźdźcy Himarsowie nic o tym nie wiedzieli i robili swoje.

I Kozacy nic o tym nie wiedzieli, że walczą z wielką, poteżną armią , której niet analoga w mirje i po prostu z nią walczyli spuszczając raz po raz łomot jak w Czornobajewce.

I trwał Chersoń w szponach wielkiego szatana dni czterdzieści, a dnia czterdziestego pierwszego zagrzmiały cymbały, cytry i wzniósł się wielki tuman nad kremlem, a na lewym brzegu Dniepru gdzie stały gęste zastępy podniosła się wielka wrzawa.

I stało się, że strwożyły się serca okrutników i zbrodniarzy, struchlały szeregi sługów ciemności, zesrały się sztaby i popuściły w watowane gacie kompanie łączności.

I pytali się między sobą – co zatem z nami będzie jeżeli nie ma tu żadnej nadziei a most antonowski podziurawiony jak stare kalesony i pytali się starszych a ci starsi pytali jeszcze starszych aż ci najstarsi zapytali się tak starych, że tamci już nie żyli.

I począł się odwrót i ucieczka i tam był płacz i zgrzytanie zębów oraz bieda-mowa o planowym odwrocie.

A był między nimi mąż, który się sprzeniewierzył najsampierw swojej krainie i oddał się na ich usługi a imię mu było Kirył i był zastępcą administracji sługów ciemności.

I ledwo ogłosili to słudzy chana, że opuszczą jednak Chersoń, bo już się kurwa nie da, a Kirył miał nieprzyjmeny wypadek i nic nie zostało z jego samochodu.

I mówili wszyscy, że przecież palenie niedopałków papierosów przy włączonym starym czajniku elektrycznym przy otwartym oknie podczas sztormu to jest zły pomysł.

I nikt nie wiedział, co się stało, poza tym, że w Kiryła przysrała wielka ciężarówka, chociaż wyglądała zupełnie jak dwa kilo semtexu z zapalnikiem a też i mówili że sam Kirył nadział się na kule ołowiane, gdy przewrócił się na szafkę, która przypadkiem wtargnęła przez przednią szybę jego samochodu, a był to Lexus.

W każdym razie wszyscy powiadali, że ostatnie słowa Kiryła brzmiały:

„Towarzysze nie strzelajcie!”

Tak tez trwoga padła na wszystkich co się sprzeniewierzali, że ich też może spotkać ten los, bo jak wiadomo przypadki chodzą po ludziach.

I nastała noc, a pośród sługów ciemności ktoś w końcu wydał rozkaz: – riebiata, spierdalamy!

I jak powiedzieli – tak zrobili.

(To be continued)
_________________________________________________________________

Tak, to jeszcze nic pewnego, śledzę doniesienia, dziwnie mało materiałów z oswobadzanych miejscowości, myślę, że Ukraińcy będą się posuwali powoli i ostrożnie.

Nie wygląda na to, żeby raszyści odstępowali bez walki.

To jest ciągle walka i nic nie jest dane za free.

Stay tuned.

*Przypominam o zbiórce fundacji UA Future na zimowe wyposażenie, a zima tuż tuż.

**za każdy lajk, szer, komentarz – dziękuję, miło mi że sobie tak towarzyszymy.

***Jako niezależny samozwańczy i samorządny publicysta dziękuję za każdą wirtualną kawę postawiona w serwisie buycofee.to. Jak zawsze – buk zapłać za wszelkie wasze gesty wsparcia pod moim adresem, link do buycofee.to poniżej.

Pamiętajcie nie każdy musi, ani nawet nie powinien jeździć do Ukrainy. To nie zawsze ma sens i się opłaca. Równie ważne jest to, co robimy tutaj.

Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.

Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.

Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74