No i co powiedzieć? Chwalić? Potępiać?

Moim zdaniem, ta wypowiedź znanego pisarza może posłużyć za ilustrację jednego z ciekawszych problemów kultury: problemu prezentyzmu.

Otóż – odnoszę wrażenie, że Andrzej Stasiuk, trochę mimowolnie, nie wykazując się refleksem, przedstawił się jak postać z „Malowanego Ptaka”.

Nie mogę powiedzieć, że znamy się z Andrzejem Stasiukiem, ale – zdarzyło mi się raz za sprawą kolegi być przez chwilę jego gościem w jego domu w Wołowcu. Jesteśmy prawie rówieśnikami.

Wydaje mi się, że Andrzej Stasiuk w sposób niekoniecznie przemyślany odsłonił coś, co było… może nie normą, ale jednak czymś powszechnym w czasach naszego dzieciństwa. W czasach, w których na wrocławskim Biskupinie wystarczyło wyjść „nad Odrę”, aby zetknąć się ze „świniarnią”, w czasach, kiedy ludzie wciąż powszechnie trzymali drób w „półwiejskich” obejściach a śmierć zwierząt z ręki człowieka była czymś powszednim.

Pamiętam dobrze – kiedy ganiająca bezpańsko suka się oszczeniła – było czymś normalnym, że właściciele brali szczeniaki w worku nad rzekę i topili – wrzucając jednego po drugim w jej nurt. Czasami kilka osób naraz. Świniobicie nie było żadną egzotyką! Sam nie raz zachodziłem do tego gospodarstwa nad rzeką, żeby zobaczyć jak chłop wali obuchem siekiery świnię w łeb, abo obcina kurze czy gęsi łeb.

Chcę powiedzieć, że to były po prostu inne czasy i współczesna refleksja moralna wobec losu zwierząt w ogóle była wówczas nieobecna.

Oczywiście – nie było w zwyczaju znęcać się nad zwierzętami, ale też nikt w ogóle nie przejmował się tym, że ktoś zadręczył kota. Sam, jako dzieciak z wielką frajdą strzelałem z procy do gołębi.

To wszystko zmieniało się, ale tak powoli, naturalnie. Wyrastało się z tego, do głowy przychodziły już myśli, czy to aby dobrze… Ale długo nie było presji społecznej, która by takie zachowania piętnowała.

Zauważcie – piszę o Biskupinie – w sumie – elitarnym, „profesorskim” osiedlu Wrocławia, ale położonym na skraju miasta – w bezpośrednim kontakcie z zanikającą już tam wsią.

Nie umiem potępić Stasiuka za tę wypowiedź. Ona jest „weredystyczna” a nie „apologetyczna”. Wkurza mnie to larum, które się wobec niej rozpętało, bo sam czuję się częścią tamtego świata i wiem jak to wówczas było. A było inaczej niż dziś i domagam się uznania tej odmienności bez łatwych, współczesnych ocen moralnych – bez prezentyzmu właśnie!

Fot. Biblioteka Biecz

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.