Na nodze się zrobił syf. Nie pomogła pierwsza pomoc. Ani druga, trzecia, ni czwarta. Trza do lekarza, któren skalpelem czy tam pigułką (ale raczej skalpelem) wyjmnie, wyżenie syf.
Zatem do lekarza – „jesteś 56 w kolejce” :D – oj tam, to szybko idzie – 20 minut i jestem dodzwoniona. Idę do doktórki – każe nałożyć maskę. Na nogę nawet nie zerka. Wypisuje skierowanie. Wtykam jej tę nogę pod same oczy, ale one wpatrują się w monitor. No wiem – syf nieładny jest. I co taki ogólny może wiedzieć o nodze…
Teraz zarejestrować nogę. Idę. Wchodzę. Biorę numerek. Czekam. Jedna pani gada przez telefon, druga grzebie w komputerze. Mija 15 minut. Wreszcie moja kolej. Staję przed grubą szybą, za którą pani w przyłbicy coś do mnie rusza ustami. Wytężam wszystek słuch i dociera do mnie, że ona zza tych pancernych szyb o maseczkę. Aaa… Oczywiście niczego bez maseczki nie załatwię. To przychodnia specjalistyczna: chirurgia, ginekologia, zero grypy. Ale są procedury.
Wychodzę zatem na zewnątrz i w ciągu 5 minut rejestruję się telefonicznie.
Po drodze zaglądam do apteki. Kupuję bandaże i plastry, bo jeszcze wiele wiele wschodów przyjdzie mi czekać na lekarza od nogi. Na blacie leżą cukierki. Autentycznie! Farmaceuci częstują chorych trucizną – cukrem. Ale w sumie nic dziwnego, biorąc pod uwagę, co sprzedają.
Obok przychodni i apteki jest Biedronka, w której i piguły, i pacjenci chodzą bez procedur i nic im z tego nie jest. Dziwne.
Zostaw komentarz