Około miesiąca temu polscy eksperci od wojskowości, śledzący na co dzień wojnę rosyjsko-ukraińską, poinformowali nas, że sytuacja pod Bachmutem jest katastrofalna. Że nacisk rosyjski doprowadził do otoczenia miasta z trzech stron z niewielkim tylko korytarzem, którym zaopatrywany jest garnizon. Że jeżeli nie nastąpi w najbliższym czasie ewakuacja, zostanie ten garnizon odcięty i okrążony. Ukraińskie dowództwo wtedy poinformowało, że nie zamierza, mimo tej sytuacji, wycofywać się z Bachmutu, co większość ekspertów polskich uznało za szkodliwą decyzję natury czysto politycznej. Ktoś nawet napisał, że radziecki styl dowodzenia zaczyna dominować i po ukraińskiej stronie również. No i teraz, miesiąc później Bachmut nadal się broni. Nie został w tym czasie odcięty, a korytarz zaopatrzenia nawet został nieco rozszerzony. Rosjanie próbowali oskrzydlać miasto od północy bardziej szerokim łukiem, ale tak i nie zdołali w ciągu tych tygodni zająć wzgórz, które się znajdują za miastem. Rosyjskie postępy pod Bachmutem zostały zatrzymane. Rosjanie przerzucają teraz część sił pod ukraińską twierdzę Awdijiwkę, próbując otoczyć ją, skoro nie udało się z Bachmutem.
Czego uczy nas ta sytuacja? Tego, że trzeba podchodzić sceptycznie do każdej informacji, którą widzimy w polskich analizach. Bo to, co wydaje się dla większości analityków być oczywiste na wojnie, wcale nie musi tak wyglądać w rzeczywistości. Podobnych sytuacji było już wiele i będzie jeszcze więcej. Teraz wszyscy się rzucili omawiać przyszłą piękną ukraińską kontrofensywę, która ma niby zakończyć wojnę. Przed tym, jeszcze ledwo na początku lutego, na poważnie omawiało się rosyjską możliwość ataku z północy na zachodnią Ukrainę. Musiałem nawet wtedy napisać tekst tłumaczący, dlaczego to jest bardzo mało możliwe i dlaczego systemowe wady armii rosyjskiej nie pozwalają jej na zwiększenie swoich zdolności nawet po przeprowadzeniu mobilizacji. A teraz widzimy realny poziom tej armii już na polu bitwy po zaciętych atakach rosyjskich od Dworicznej po Uhledar. A przed tym, pod koniec jesieni, polscy eksperci oczekiwali „tsunami na południu”, czyli właśnie ukraińskiej kontrofensywy już wtedy. A przed tym byli sceptyczni wobec ukraińskich zdolności zwolnienia Chersonia. Czy też oczekiwali patu na froncie z powodu ogromnych strat na froncie pod Lisiczańskiem latem 2022. Nasz problem jako odbiorców tych wszystkich analiz wojennych, które widzimy w internetach codziennie, polega na tym, że mamy krótką pamięć. Ogromny napływ informacji powoduje, że nie pamiętamy tego, co nam podawano w analizach wczoraj i przedwczoraj. Zapominamy o nich. Ja nie będę pisał kogo konkretnie mam na myśli, a kogo nie mam. Każdy może sam sobie sprawdzić te analizy i zrozumieć, które z nich są po prostu piramidą nie trafionych ocen.
Dlaczego zwracam uwagę na ten aspekt? Dlatego, że to wpływa na nasz odbiór sytuacji i na nasz stan emocjonalny jako społeczeństwa. Zdolność chłodnej i krytycznej oceny sytuacji należy do jednej z najważniejszych w czasie kryzysu (a nic nie wskazuje na to, żeby najbliższe lata dla nas były spokojne i ubogie w kryzysowe sytuacje). No i niestety, muszę stwierdzić, że wiele z osób, które są w tym kraju popularnymi ekspertami, sprawia, że ich wypowiedzi nie sprzyjają stosowaniu przez społeczeństwo krytycznego myślenia. A raczej starają się grać na emocjach ludzi, raz rozpędzając nieuzasadniony optymizm, raz nadmiernie dramatyzując sytuację. To jest logiczne, bo ktoś, kto już jest popularny i ma zasięg w internecie, odczuwa dużą pokusę, by w ten sztuczny sposób podtrzymywać zainteresowanie audytorium w stosunku do wydarzeń, które w rzeczywistości mogą być dość nudne. I zamiast chłodnej i suchej analizy, dają nam dramatyczny obraz sytuacji malując albo obraz rychłego zwycięstwa, albo porażki.
A ja będę nudny. Napiszę jeszcze raz to, co pisałem już wiele wiele razy. Zawsze trzeba do doniesień z frontu podchodzić z wielkim dystansem. Im bardziej dokładna i jednoznaczna jest ocena eksperta, tym więcej sceptycyzmu powinna wywołać w głowie odbiorcy. Ja nie jestem wojennym ekspertem. Przede wszystkim brakuje mi źródeł informacji tak dobrych, żeby budować sobie obiektywny obraz sytuacji na froncie w danym konkretnym momencie. Nie mam za wiele bezpośrednich kontaktów i nie kupuję świeżych zdjęć satelitarnych od firm prywatnych, żeby robić cyklicznie przegląd sytuacji. Ale za to długie lata obserwowania rosyjskiego i ukraińskiego systemu politycznego i społeczeństw dają mi dobry wgląd w sposób postrzegania rzeczywistości przez obie strony konfliktu. W mentalność walczących dowódców i żołnierzy. Problemem zaś tych polskich ekspertów, którzy trzymają nas ciągle w napięciu swoimi nie trafionymi ocenami i przepowiedniami nie jest brak źródeł informacji. Bo ci ludzie często inwestują sporo pieniędzy i swojego czasu, żeby te źródła i informacje z nich pozyskać. Problemem tu jest sama zdolność do prawidłowego przeanalizowania tych informacji. Sama metodologia. I też arogancja. Bo ktoś, kto się robi popularny, czasem sam zaczyna wierzyć w wagę swego słowa i zaczyna być jeszcze bardziej odważny w ocenach w tym miejscu, gdzie trzeba być ostrożnym i nie zajmować się wróżeniem.
Dlaczego pokora dla dobrej jakości analizy jest wręcz wskazana? Weźmy przykład Bachmutu. Dlaczego większość ocen na dzień obecny okazały się błędne (na dzień obecny, podkreślam, bo decyzja o opuszczeniu miasta może jeszcze zostać podjęta w pewnych okolicznościach)? Bo tylko ukraińskie dowództwo, podejmując decyzję, mogło realnie znać stan swoich wojsk, jak i wojsk i zasobów przeciwnika. Na wojnie mamy ogromną liczbę niewiadomych, która może istotnie wpływać na sytuację. Realny stan logistyki obu stron, zapasy amunicji, realny stan moralny, realne straty, jakość łączności, jakość ewakuacji medycznej, zapasy części zamiennych dla sprzętu, pogoda, realny stan rezerw, stan wyszkolenia jednostek i stopień ukompletowania w niezbędny sprzęt, realna skuteczność tego czy innego uzbrojenia. Owszem, możemy mieć jakieś dane co do wszystkich tych czynników, ale ocenić je wszystkie obiektywnie jest bardzo trudno, nawet rządowym agencjom wywiadowczym dysponującym olbrzymimi możliwościami. Dla pojedynczej osoby prześledzić obiektywny stan tych wszystkich czynników jest po prostu niemożliwe. Niemożliwe i tyle. Wobec tego każda z analiz, które codziennie czytamy, czy oglądamy ,jest w tym czy innym stopniu upośledzona.
Jak ma wyglądać dobra analiza sytuacji na froncie? Po pierwsze: analityk musi zdawać sobie sprawę z tego, że jest ograniczony i nie bać się do tego przyznać. Po drugie: biorąc pod uwagę te ograniczenia, trzeba podawać wachlarz scenariuszy. Od najgorszego do najlepszego. Bo obiektywnie istnieją te niewiadome, o których pisałem wyżej. Więc robiąc jakieś sugestie co do rozwoju sytuacji, trzeba zawsze wskazywać, że to jest umowny scenariusz pod warunkiem, że spełnią się te i tamte nasze oczekiwania. A jeżeli nie spełnią się, to bardziej wiarygodny jest taki i taki scenariusz. Tak, to jest nudne i mało emocjonujące, i taki ekspert wygląda na niepewnego dla widza. I ten widz, który woli zamiast zbudowania sobie realnego obrazu sytuacji w głowie, wstrzyknąć kolejną dozę emocji, niech dalej słucha konkretnych przepowiedni od ludzi, którzy wszystko dokładnie wiedzą. Ale rzeczywistość wygląda inaczej.
Co zaś możemy analizować? Istnieje pewna górna warstwa tych wydarzeń. Walczące państwa i armie nie zmieniają się z dnia na dzień, to jest proces, który zajmuje wiele miesięcy i lat. Więc to jest coś, co możemy obserwować i analizować. Możemy analizować strategiczną sytuację obu armii. Możemy analizować na podstawie pierwszego roku wojny, wady i zalety systemowe obu stron. Takie, które ciężko jest zmienić, albo i wręcz niemożliwe w trakcie toczącej się wojny, bo zmiana potrzebuje szeroko zakrojonego reformowania państwa i armii. Możemy oceniać poprzednie decyzje dowództw i na tej podstawie przewidywać, jakie decyzje strategiczne podejmą w przyszłości. Analizowanie górnego poziomu opiera się na informacjach, które są ogólnie dostępne. Nie potrzeba tutaj nam utajnionych danych. Wszystko zależy wyłącznie od zdolności konkretnego eksperta: adekwatnie budować analizę I uważnie obserwować sytuację.
I na koniec jeszcze dwie ważne uwagi. Tak samo ostrożnie musimy podchodzić do bezpośrednich relacji pochodzących od żołnierzy na froncie. Wiem, brzmi to dziwnie. Internetowy publicysta siedzący na wygodnej sofie w domu mówi, żebyśmy nie ufali temu, co mówi żołnierz z okopu. Ale niestety, to jest zwykła logika. Żołnierz na froncie jest maksymalnie zaangażowany w to, co się dzieje konkretnie na jego odcinku. Ze zrozumiałych powodów jego ocena będzie opierała się na własnych, bardzo ciężkich często, doświadczeniach. Żołnierz nie widzi i nie musi widzieć ogólnej sytuacji operacyjnej, a tym bardziej strategicznej. W zależności od tego, gdzie ten konkretny żołnierz się znajduje i na jakim jest stanowisku, jego percepcja wydarzeń na froncie będzie zupełnie inna. I równie sceptycznie i ostrożnie trzeba podchodzić do oficjalnych komunikatów ukraińskich. Nie dla tego, że są propagandą i kłamstwem, ale dlatego, że mogą na różne sposoby rozstawiać akcenty i albo celowo dramatyzować sytuację (żeby stworzyć na przykład nacisk na sojuszników odnośnie dostarczenia jakiegoś typu broni), albo podawać bardzo optymistyczny obraz. To jest bardziej gra polityczna i te komunikaty od prezydenta, MONu Ukrainy… one często służą jakiemuś konkretnemu celowi. Naprzykład zrobić większy nacisk na szybsze dostawy pewnego sprzetu z zachodu. Często te komunikaty są też skierowane do przeciwnika, żeby w połączeniu z jakimiś działaniami na froncie skłonić go do błędnych ocen sytuacji. Tak, jak to było z kontrofensywą ukraińską latem i jesienią poprzedniego roku. Nie bez powodu o chersońskiej Ukraińcy krzyczeli we wszystkich media, a charkowską trzymali ściśle w tajemnicy. Więc kiedy słuchamy Ukraińców, zawsze musimy brać ten czynnik pod uwagę i się zastanawiać, w jakim celu mówią to, co mówią.
______________________________________________________________
Dla tych z was, kto byłby chętny wesprzeć moją niezależną publicystykę , linki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Zostaw komentarz