„Dołączyłem do elitarnego grona pozwanych – no, już prawie-prawie – w sprawie „Dziewczyn z Dubaju”. To się nie dzieje, ale również ten sam prawnik, który ściga media za mówienie o książkowej “Ammie”, ściga też teraz mnie – za wspominanie na Instagramie kolegi o innej uczestniczce niesławnych imprez.
Zastanawiam się, jak to jest – spędzić pół życia na studiach prawniczych, robić aplikacje, zdobywać doświadczenie, cuda-niewidy, po to tylko, żeby skończyć jako ścigający komentatorów na Instagramie – i to jeszcze takich, którzy od dwóch dekad nie siedzą w Polsce, a od pół roku ponad nawet nie w Europie, i nie mają żadnych związków z Polską nawet” – poinformował Dynamitri Joachim Nawrot na Facebook’u o piśmie przedprocesowym ze znanej kancelarii prawniczej. Jednocześnie zaprezentował (poniżej screen pisma) fragment prawniczego dokumentu, nie zważając na kuriozalną klauzulę: „Tajne/Poufne”.
Postanowiłem ten wpis skomentować i dopytać zastraszanego co zamierza z tym faktem zrobić. Odpowiedzi poniżej.Krzysztof Sitko: Skąd się bierze ten atak na Pana?
Dynamitri Joachim Nawrot: – „Wydaje mi się że oni już uderzają na ślepo gdzie popadnie. Ciekaw jestem, czy inni komentatorzy, których też już trochę było, też coś wzywającego do zaprzestania aktywności dostali. Ze mną skontaktować się było może łatwiej o tyle, że mam Konto Twórcy na Instagramie, i jest tam ogólnodostępny przycisk z emailem dla klientów. Ale czuć tutaj mocno swoistą desperację oraz chaotyczne działanie.
Co do pozwania, byłoby to ciekawe – zagrożono mi procesami również w UK, gdzie rzekomo znajduje się potencjalna powódka, co można podejrzewać na bazie niezwiązanych ze sprawą artykułów w prasie brytyjskiej sprzed lat, gdzie jest ona wymieniana z imienia i nazwiska (i gdzie przez 16 lat mieszkałem).
Każdy kraj ma jakieś własne reguły prawne. Być może na terenie UK funkcjonuje coś, co mogłoby pozwolić ludziom uniknąć bycia straszonym uporczywą korespondencją tego typu. Nie mam pewności, nie zgłębiałem tej kwestii aż nadto, gdyż nie miałem ku temu powodów. Nie byłoby jednakże dla mnie zaskoczeniem, gdyby któraś z osób, które Kancelaria próbuje nastraszyć i którym próbuje uprzykrzyć życie już na przestrzeni, jak widać, kilku krajów, sięgnęła po dostępne jej środki prawne. Nie jestem pierwszy, ani też zapewne ostatni, także kto wie, co przyszłość przyniesie i jakie będą zaatakowanych osób reakcje. Wszystko to, co dzieje się wokół tej sprawy, zaczyna nosić znamiona swoistego, Dzikiego Zachodu, przez który szarżuje kilku prawniczych kowbojów, robiąc to, na co mają ochotę – bez względu na wszystko i kogokolwiek wokół.”
Dynamitri Joachim Nawrot:(śmiech) „Wysłano do mnie drogą mailową dokument w formie PDFu, w którym żąda się ode mnie usunięcia komentarza zamieszczonego na profilu mojego przyjaciela, Piotra Krysiaka, autora serii książek „Dziewczyny z Dubaju”, pod jednym z jego postów – które obserwuję, zarówno jako znajomy, jak i aktywny użytkownik platform społecznościowych.
W komentarzu tym zawarte były dane personalne w formie imię + nazwisko osoby rzekomo związanej z wydarzeniami – czy też częścią z nich – opisanymi w książce; choć, jak zapewnia Kancelaria „[k]siążka dotyczy prywatnych wydarzeń sprzed około 15 lat”, jednocześnie dodając „nie potwierdzamy zarazem prawdziwości informacji opisanych w Książce”.
Twory to więc pewną, osobliwą wariację na temat popularnego paradoksu kota Schrödingera – owa osoba niby to popełniła jakieś czyny 15 lat temu i opinia publiczna nie ma o tym ani wiedzieć, ani pisać, gdyż narusza to dobre imię tejże osoby, ale jednocześnie czyny te nie są potwierdzane; sugeruje się nawet, że wcale nie miały one miejsca i mamy myśleć o nich oraz je traktować jako fałszywki, wytwory wyobraźni pisarza, i „fake news”. O co tutaj tak naprawdę chodzi, i jak do sprawy podchodzić, nie wie chyba nikt. Nie zdziwiłbym się, jakby nawet najtęższe mózgi polskiej palestry nie były w stanie rozwiązać tej sprzeczności i nadać tej narracji sensu.
Wracając jednak do meritum: wspominane i wymienione przeze mnie nazwisko nie było opatrzone żadnymi określeniami, które można uznać za urągające, obraźliwe czy, cokolwiek tego typu – de facto, nie było ono określone jakimikolwiek przymiotami w żaden sposób. Personalia pojawiły się jedynie w formie odpowiedzi na komentarz kompletnie nieznanej mi osoby, zamieszczony na profilu, również próbującej rozwiązać zagadkę tożsamości postaci opisanej w poście – nazwisko które, samemu je odkrywszy dzięki umiejętnościom researchowym, podałem w formie:
„[imię i nazwisko], jak wpiszesz w Google [imię i nazwisko] Daily Mail (znany, brytyjski tabloid – przyp. mój), to są artykuły”.
Warto tutaj nadmienić, iż są to dane publicznie dostępne, choć w kontekstach nieco innych, niźli tzw. „afera dubajska” o której rozmawiamy tutaj – bo w kontekstach krótkiej, modelingowej kariery tejże osoby, oraz jej perypetii na towarzyskiej scenie Wielkiej Brytanii, opisywanych kilka lat temu przez brytyjskie publikacje, takie jak wspomniany wcześniej Daily Mail, The Sun, The Mirror, choć również i bardziej prestiżowy The Telegraph, The Times, czy nawet serwis newsowy BBC.
Ciekaw jestem, czy zarówno te publikacje, jak i Google, za pośrednictwem którego można te artykuły znaleźć, straszone są pozwami czy conajmniej kierowane są do nich żądania usunięcia tychże treści. Nie jest to więc w każdym razie tak, że personalia te są nie do znalezienia i niedostępne w mainstreamowych publikacjach za pomocą tak prostych i ogólnikowych zapytań, jak „Polish model”.
Do emaila skierowanego do mnie nie dołączono żadnego pełnomocnictwa, nie są tam też zawarte żadne dane adresowe czy kontaktowe, nawet nie zostało to opatrzone adresem email na który skierowano pismo, nie znajduje się on w nagłówku dokumentu. Adres email ewidentnie zdobyto bezpośrednio z konta Instagram za pośrednictwem którego pozostawiłem owe komentarze; jest on widoczny oraz dostępny w postaci dedykowanego przycisku na moim profilu. Jako Social Media Manager i Manager artystów (choć zapewne nie aż takich gwiazd, jakie reprezentuje Szanowna Kancelaria) moje dane są publicznie dostępne, aby ułatwić klientom kontakt – co zdaje się być w pełni naturalne i logiczne, przynajmniej w zdroworozsądkowym świecie w którym mam zwyczaj funkcjonować, zarówno w sferze prywatnej jak i zawodowej.
Kierowane do mnie żądania argumentowane są rzekomym naruszeniem przeze mnie artykułów Polskiego Kodeksu Cywilnego oraz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – dokumentów czy ustaw prawnych, które nie są prawnie wiążące ani w kraju, gdzie mieszkam, ani – przynajmniej częściowo – w kraju gdzie mieszkałem przez minionych niemal 20 lat, albowiem większość swojego życia spędziłem poza Polską. Nie mają one także zastosowania w kraju, gdzie zarejestrowane i aktywne jest konto z którego popełniłem wpis, co potwierdza zresztą sama platforma Instagram.
Osobiście mam wrażenie, że kancelaria LARPuje jako prawnicy działający w interesie klientów pragnących chronić własną prywatność, czy też swoje dobre imię oraz reputację – z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że dotychczasowe działania doprowadziły jedynie do zwiększonego zainteresowania zarówno pozycjami z serii „Dziewczyny z Dubaju”, jak i konkretnymi osobami, które prawnicy próbują zastraszyć i zmusić do milczenia, w porównaniu do okresu zanim cała ta karuzela zaczęła się kręcić. Obserwując sytuację z zewnątrz przez ostatnich kilka miesięcy, a teraz z wewnątrz tego dubajskiego cyklonu litygacyjnego, wydaje mi się, że prowadzone działania powodują jedynie coraz to większy rozgłos wobec sprawy, jak i jednocześnie coraz to większą szkodę wobec osób domagających się ciszy i spokoju wobec jej, czy nawet kompletnego jej zamknięcia.
Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób generyczne próby zastraszania osób zarówno w pewnym sensie publicznych (jak autor książki czy dziennikarze piszący o sprawie w mainstreamowych portalach), jak i prywatnych (jak indywidualni komentatorzy na Instagramie podobni do mnie – ja w sferze polskich mediów, jako były dziennikarz kilku portali, nieaktywny jestem od blisko dekady – i nie mam ani planów, ani też zamiarów tego stanu rzeczy zmieniać), mają tu doprowadzić do rozwiązania czegokolwiek.
Groźby ścigania ludzi po całym świecie, za komentarze na Instagramie nie mniej, są dość groteskowe – tym bardziej, że na mediach społecznościowych obowiązują konkretne procedury wspomagające usunięcie niechcianych treści przez osoby trzecie, jeśli zachodzi do tego podstawa prawna, więc można to rozwiązać w szybki, łatwy sposób, bez robienia hałasu czy nadawaniu sprawie niepotrzebnego rozgłosu, w swoistych “białych rękawiczkach”.
Kancelaria tytułuje się jako specjaliści z zakresu cyberbezpieczeństwa oraz nowych technologii i informacji – wnioskuję to na podstawie jej strony internetowej, jednocześnie demonstrując w praktyce ewidentnie niepełną wiedzę w zakresie rozwiązywania problemów natury internetowej, czy nawet tego, jak działają wspomniane social media na których rozgrywa się cała sprawa.
Jeśli Szanowni Państwo chcieliby zająć się poważną pracą a nie gonieniem ludzi za instagramowe komentarze po kilku kontynentach, i faktycznym doprowadzaniem problemów, pokroju tych, z którymi obecnie walczą, do końca – gorąco polecam zmianę narracji z pełnej pogróżek i zastraszania na bardziej przyjazną, oraz własną wiedzę oraz konsultacje w tejże sferze, których chętnie użyczę. Na chwilę obecną posiadam spore przekonanie, graniczące niemal z pewnością, że byłoby to dużo bardziej produktywne oraz efektywne niż obecnie prowadzone wobec mnie – jak i wobec wielu innych osób już w tej chwili – działania, jednoznacznie, jak widać, sprowadzające się do marnotrawstwa czasu, pieniędzy, uwagi, oraz wysiłku wszystkich w sprawę zaangażowanych i angażowanych, wbrew czy z własnej woli”.
Dynamitri Joachim Nawrot: „Wydrukować i oprawić w ramkę, zawiesić nad łóżkiem albo w salonie w odpowiednio prominentnym miejscu, na wieczną rzeczy pamiątkę – to zdaje się jedyne, co można zrobić w tejże sytuacji i w obecnych okolicznościach.
Poza oczywiście udostępnieniem tego – tak, aby zarówno naświetlić i zwrócić uwagę na metody działania w tejże sprawie, oraz aby zasięgnąć porady prawnej od opinii publicznej. Opublikowanie oraz przekazanie „osobom trzecim”, w celu uzyskania porady prawnej, zresztą sugerowano mi w dalszej części dostarczonego pisma, którego opublikowałem jedynie mały wycinek. Jako Social Media Manager i osoba mocno funkcjonująca w przestrzeni internetowej, zdecydowałem się wysłuchać porad internautów oraz prawników obecnych na social media. Dla mnie jest to znacznie ciekawszą alternatywą dla prywatnej konsultacji z prawnikiem. Social media są jednak wspaniałe, pozwalają dotrzeć do wielu osób w krótkiej chwili, oraz skorzystać z ich kolektywnej wiedzy, a także pomocy. Nie zmienia tego stanu rzeczy nawet fakt, że raz na jakiś czas trafia się w Sieci na kogoś, kto uprawia zwykły trolling.
Pismo nie zostało do mnie dostarczone w formie fizycznej, nie zawiera dołączonego pełnomocnictwa, nie zawiera odręcznych podpisów legitymujących się prawników, nie zostało w żaden sposób wysłane w formie potwierdzającej przeczytanie – czy wymagającej potwierdzenia przeczytania… Dużo by mówić, nie chcę tutaj wykonywać pracy Szanownej Kancelarii za nią, oraz instruować, jak można prowadzić działalność w ich branży w prawidłowy sposób w przestrzeni internetowej, z zachowaniem wymogów prawa czy dopełnieniem wszelkich wymogów formalnych. Oczywiście, chętnie porozmawiałbym i przeprowadziłbym odpowiednie szkolenia dla Szanownej Kancelarii, jeśli tylko będzie ze strony jej chęć obustronnej współpracy, a nie zastraszenia czy zmuszenia do milczenia z powodów, mam wrażenie, dość mocno arbitralnych.
To wszystko zdaje się strategia obliczona na zastraszenie i zmuszenie do milczenia właśnie – tak zwany, w krajach anglosaskich, „efekt mrożący” (“chilling effect”). Dałoby radę to jeszcze zrozumieć, gdyby rozchodziło się o osobę publiczną dystrybuującą problematyczną informację do setek tysięcy czy milionów Followersów, ale to kompletnie nie ma tutaj miejsca – więc prawna agresja z którą się do mnie zwrócono, wydaje się zgoła absurdalna i na wyrost.
Wydaje się to na wyrost tym bardziej, że – i tu znów na wierzch, moim zdaniem, wypływa albo brak dostatecznie dobrej woli, albo nieznajomość internetowych realiów ze strony Kancelarii – ani Google, ani Instagram jako taki, nie mają możliwości parse’owania (dokonywania analizy) treści instagramowych komentarzy, czy wyszukiwania ich na podstawie jakichkolwiek słów kluczowych. Tym samym, niezależnie od wszystkiego, podana przeze mnie gdzieś tam, w czeluściach, odmętach i głębi instagramowych wątków, pod jednym zdjęciem, informacja, już po jednym dniu została przykryta innymi postami, komentarzami, i informacjami, i była praktycznie niemożliwa do wyszukania, odnalezienia, inaczej niż całkowicie przypadkowo.
Miałoby to oczywiście miejsce, gdyby tę zakopaną innymi postami, komentarzami et cetera informację zostawić w spokoju – bo straszenie pozwami w tego typu sprawach jedyne co robi, to zwraca uwagę na rzekomo problematyczne treści, i powoduje wypłynięcie tych treści na wierzch, tym razem ku zainteresowaniu dużo większej ilości osób (vide: „efekt Streisand”).
Innymi słowy: nikt by o niczym nie wiedział i nie dowiedziałby się, gdyby nikt tego tematu nie ruszał. Teraz, nagle, wobec sprawy zrobił się większy szum, i będzie węszyć oraz kopać wokół niej dużo więcej osób – i to bez mojego udziału, wpływu, jakiegokolwiek zachęcania, czy orkiestracji/dyrygowania całym procederem, bo ani ja nie mam zamiaru w tym partycypować, ani też nie mam w tym żadnego interesu, kompletnie.
Czy aby na pewno to całe rozgrzebywanie sprawy oraz kierowanie na nią świateł reflektorów odbywa się z korzyścią dla osób, których dobrostan chce chronić Kancelaria? Z tego, co zdążyłem zaobserwować na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, nie pierwszy już zresztą raz sprawy przybierają taki właśnie obrót – a na pytanie czy jest to korzystne dla osób pragnących zachować dobre imię czy ograniczyć rozprzestrzenianie się niepożądanych informacji już każdy musi odpowiedzieć sobie we własnym zakresie. Nasuwa się jednak na myśl raczej dosyć jednoznaczna odpowiedź…”.
Dynamitri Joachim Nawrot: „Nie wiem czy wymiar sprawiedliwości jako taki, ale cała sprawa, oraz sposób jej prowadzenia, nie licuje moim zdaniem z godnością powagi zawodu prawnika jako takiego – jakiegokolwiek prawnika kompletnie. Nie jest to bynajmniej zarzut wobec kogokolwiek indywidualnie ani zarzuy personalny, a obserwacja na podstawie tego, że zawód prawnika jednak zazwyczaj jest uważany za poważny i poważany, szanowany. Powagę tę oraz poszanowanie zdobywa się, przecież, poprzez zarówno niczym niezmącaną fachowość reprezentantów tego zawodu, jak i metody działania oraz rezultaty, niosące ostatecznie ludziom pomoc, i rozwiązujące problem z którym się zmagają – a nie powodujące dodatkowe oraz niepotrzebne komplikacje. Tak to widzę.
Jest tyle spraw w Sieci wymagających natychmiastowej uwagi, tylu ludzi wobec których codziennie stosowana jest cyberprzemoc, wymuszenia seksualne za pomocą komunikatorów, oszustwa polegające na przejmowaniu dostępu do kont bankowych czy portfeli z kryptowalutami, stalking i nękanie na przestrzeni wielu portali na których ludzie mają konta, dystrybuowanie kompromitujących czy wstydliwych zdjęć bądź filmów, doxxing…
Trudno zrozumieć, że takim sprawom jak ta, o której rozmawiamy, poświęca się tyle uwagi, czasu, zasobów, środków i wysiłku – tymczasem nieletnie, małoletnie, czy nawet pełnoletnie, ale wciąż wrażliwe, bezbronne ofiary prawdziwych, internetowych przestępstw, zostawia się same sobie. Mają też one często problemy ze znalezieniem pomocy prawnej, czy to na zasadzie pro publico bono, czy nawet odpłatnie, a ich sprawy nigdy nie znajdują punktu zaczepienia i nie są doprowadzane donikąd. Naprawdę, taki stan rzeczy trudno jest mi sobie w jakikolwiek sposób, racjonalnie uargumentować, wytłumaczyć, i wyrażam z tego powodu wielkie ubolewanie – mając jednocześnie nadzieję, że choćby Czytelnicy zauważą w świetle powyższego absurd i groteskę całej sytuacji, z którą mamy tutaj do czynienia.
Krzysztof Sitko: Dziękuję za rozmowe.
Dynamitri Joachim Nawrot: „Dziękuję również, zarówno za poświęcony mi czas, jak i za możliwość wypowiedzenia się – cieszę się, że w Polsce są wciąż wolne, niezależne media, których priorytetem jest naświetlenie oraz nagłośnienie prawdy i umożliwienie zdrowej, publicznej debaty”.
Kim jest Dynamitri Joachim Nawrot?

Dynamitri Joachim Nawrot, to były dziennikarz muzyczny i showbusinessowy kilku polskich portali, obecnie Social Media Manager pracujący z najrozmaitszymi branżami, oraz Manager wspomagający artystów. Od blisko 20 lat mieszkający za granicą.
Zostaw komentarz