Tak, będę marudzić, narzekać, choć wiem, że to niczego nie zmieni. Wielokrotnie zahaczyłam o temat alkoholu, jego wpływ na człowieka, ten bezpośredni i pośredni. Taka pisanina nadaje się na berdyczywską pocztę, ale ciągle mam nadzieję, że kiedyś cokolwiek drgnie i zacznie się zmieniać. Może tego dożyję, ale jednak wątpię.
Niezmiernie, strasznie, okropnie itp irytuje mnie polskie podejście do alkoholu.
Ten powszechny rodzaj przyzwolenia na jego obecność w każdym sklepie. Nawet w sieciówce Rossman, sklepie z z kosmetykami mają półki z alkoholem.
Te wszechobecnie porzucone puszki, butelki po piwie i wódce. Rankiem najłatwiej zobaczyć „wystawy” typu mała butelka po „małpce” (częściej kilka) a obok resztki po jakimś jedzeniu, a bywa że po kefirze a nawet owocowym soku (troszkę witamin, zdrowsza popitka)..
Te śmieszki popołudniową porą popijane zimnym „piwkiem”.
Te w żaden sposób nieprawdziwe zbawienne dla nerek płukanie nerek piwem, wątroby winem, a na poprawę krążenia- „kieliszeczek koniaczku”.
Te szampany dla dzieci, co tworzy w nich odruch świętowania alkoholem.
To przymrużone oko w reklamie łódki albo zdjęcia sportowców na tle baneru reklamowego któregoś piwa.
Te pijane żubry i nie wiem, co jeszcze.
Reklamy alkoholu są nie tylko na każdym kroku, ale coraz lepiej przygotowane i targetowane na konkretne grupy, w których jest szansa na zwiększenie popytu. Tymczasem w dużych miastach co trzecia czy czwarta kobieta jest alkoholiczką..
W Paryżu wyszło jak wyszło, za to w piciu alkoholu i liczbie uzależnionych jesteśmy na pudle. I długo z niego zejdziemy, bo nie. Coś paskudnego mamy w tym naszym narodowym charakterze, co skutkuje buntem, wściekłością i powstańczym zaśpiewem, gdy ktokolwiek wspomni o choćby najmniejszym ograniczeniu dostępności alkoholu. Zaraz wraca się do argumentu od czapy typu kartki na wódkę, godzinową prohibicję i kolejki pod monopolowymi przed godziną 13, mety, które i tak będą. Najgłośniej czasy PRL wspominają pijani krzykacze i ci, co wcale nie pamiętają tych czasów, ale w żyłach płynie im krew żle dorozumianego powstańca i innego ciemiężonego pod zaborami i przez Sowietów polaczka. Próba zmian kojarzy się z ograniczeniem, a nawet odbieraniem wolności, robieniem wbrew.
A potem spotykam w pracy tych, co nadal piją lub przestali, a zdrowie mają w ruinie albo ich dorosłe dzieci, które wystartowaly w życiu samolocikiem bez skrzydła lub z uszkodzonym silnikiem.
A tymczasem u sąsiadów na Litwie w ostatnich 3-4 latach ilość sprzedanego alkohol SPADŁA o nawet blisko 20 %. Wystarczyło nie słuchać alkoholików i pijaków, lobbystów i producentów alkoholu, którzy u nas mają pierwszy głos w alkotemacie. Kilka ruchów i zmian, które wystarczyły, żeby się poprawiło. Pamiętam Kilka-
– wyższy próg wieku, żeby kupić alkohol (20 albo 21 lat, a nie 18)
– zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach 21-9.
– zakaz reklam alkoholu.
Tylko i aż.
Poza tym tam nie ma zabawy w mandaty i śmieszne kary za prowadzenie samochodu po alkoholu. U nich kara jest dotkliwa i nikt nie użala się, że tylko troszeczkę czy wczoraj napił się wódeczki lub piwka. Szlag mnie trafia słysząc te zdrobnienia.
Z trzeźwym z wyboru pozdrowieniem od narudera,co nie skorzysta z promocji 10+10 czy 2×12.
Obraz Travis Anderson z Pixabay
Zostaw komentarz