Dlaczego tak daleko? – spytał mnie warszawski lekarz w zielonym kitlu, do którego udałem się tylko po to, aby otrzymać skierowanie na badania laboratoryjne. Czy nie boi się pan, że krakowscy kardiolodzy załatwią pana, jak ojca Ziobry? To był ewidentny błąd lekarski ale skoro już się stał – szkoda że trafiło ojca, a nie syna.
Mam zaufanie do krakowskiego specjalisty, który operował mnie w tamtejszym szpitalu, a poza tym lubię Kraków i przy okazji pobytu, staram się ukulturalnić – odparłem, nie podejmując wątku Ziobry.
Taki z pana nienasyceniec? Nie wystarcza już panu stołeczna kultura? – zapytał lekarz.
Wyjaśniłem, że aktualnie w Krakowie trwa wystawa kapistów, gdzie prezentowane są obrazy Waliszewskiego, podczas gdy w Warszawie można zobaczyć niewiele płócien tego artysty, więc łącze przyjemne z pożytecznym.
Panie ten Walczewski się u mnie leczył. Aktor był dobry – obejrzałem każdy jego występ w 13 posterunku, ale nie wiedziałem, że też malował? – zdziwił się doktor.
A poza tym – przekonywał lekarz – po co oglądać, jakichś tam kopistów, kiedy w Warszawskim Muzeum Narodowym można zobaczyć oryginały? Niedawno byłem na wystawie Chełmońskiego! Kolejka do wejścia stałą na kilometr, ale jak się weszło – było co oglądać: bociany i żurawie, chłopy i baby, zima, lato – wszystko, jak żywe. Wystawę można zwiedzać z audiogidem – wybrałem komentarz Wajraka! Opowiadał o: dropiach, kuropatwach, kurkach wodnych i domowych, aż się chciało słuchać – entuzjazmował się medyk.
O kurka wodna, skoro sam Adam Wajrak komentuje, to na pewno się wybiorę – obiecałem. Po czym schowałem skierowanie do kieszeni i niezwłocznie opuściłem gabinet konowała.
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz