Nie ma większego mistrzostwa dla wywiadu, niż doprowadzić do sytuacji, kiedy przeciwnik uderza sam siebie.
Częścią tego globalnego konfliktu są też działania hybrydowe Rosji rękami Białorusi przeciw Polsce i państwom bałtyckim pod pozorem kryzysu migracyjnego (mieliśmy m.in. Kubańczyków, których FSB zawinęła z ulicy w Moskwie i wywiozła na granicę polsko-białoruską – przynajmniej tak twierdzili).
Tak więc, matołki od „nie dajmy się wciągnąć”, my jesteśmy wciągnięci zanim zaczęła się inwazja na Ukrainę. O cały rok wcześniej.
Mamy zatem wojnę światową. Jak zawsze, wojnę głodnych przeciw sytym.
Głodni to przede wszystkim szeroko rozumiane ofiary kolonializmu, imperializmu i postkolonializmu, które nie tylko dojrzały do samodzielności geopolitycznej, ale wręcz chcą zająć miejsce dotychczasowych hegemonów. Takimi głodnymi są oczywiście Chiny, Korea Północna, czy Iran. Do tego klubu wabione są też Turcja, Arabia Saudyjska, kraje Ameryki Łacińskiej i Afryki. Wszyscy, którzy na systemie wesfalskim (tak, mówimy o Pokoju Westfalskim z 1648 roku! To od niego zaczął się rozpad ówczesnych potęg w całej Europie, w tym Turcji, który ostatecznie doprowadził do obu wojen światowych) i podziale wschód-zachód zostali poszkodowani.
Przy czym niekoniecznie chodzi o poszkodowanie faktyczne, ale o poczucie krzywdy. Rosja bowiem właśnie na systemie westfalskim wyrosła, podobnie, jak Prusy-Brandenburgia, która jest do dziś hegemonem Niemiec. Ale jedni i drudzy mają poczucie, że nie dostali takiego kawałka tortu, na jaki liczyli. Rosja w efekcie jest w imieniu Chin liderem koalicji głodnych (choć przecież na kolonialiźmie i imperialiźmie została zbudowana). Niemcy zaś…
Niemcy siedzą na dwóch stołkach. Są w koalicji sytych, ale chętnie przejdą do klubu głodnych, bo przecież mają do wyrównania historyczne rachunki. Nie tylko z Polską.
 |
| Nikt ci tyle nie da, ile Niemiec ci obieca. Niemiecki publicysta Julian Roepke opublikował to zestawienie, które nasz generał Andrzejczak już obśmiał, jako pomniejszające polski wkład w ukraińską obronę. Ale nawet to i ewidentna manipulacja, jaką jest połączenie razem pojazdów nieprzekazanych i o nieznanej liczbie przekazanych (obserwatorzy frontu doskonale wiedzą, że PT-1 Twardy są tam w znacznej liczbie) nie są w stanie zasłonić faktu, że większość niemieckiej pomocy to puste deklaracje, a nie realny sprzęt. Oczywiście, Rheinmetal zbudował na Ukrainie swoją montownię, ale nie po to, żeby zasilać ukraińską armię, ale żeby zmniejszyć koszty produkcji (tańszy mimo zniszczeń wojennych prąd, bo nie obłożony unijnymi haraczami klimatycznymi i tańsza siła robocza przy bardzo wysokiej kulturze technicznej). |
Puste deklaracje o pomocy nie przeszkadzają Niemcom blokować Ukrainie wejścia do UE (bo przemysł niemiecki potrzebuje blisko montowni z tanią energią i tanią siłą roboczą) oraz do NATO, w istocie wpychając Ukrainę w objęcia Rosji i Chin.
Niemcy bowiem udając członka z przeproszeniem koalicji sytych grają na sukces głodnych.
Bo same są głodne.
Gdzie w tym my?
Ewidentnie spełniamy kryteria państwa głodnego, podobnie, jak Szwecja, Norwegia, czy Finlandia. Ale tak, jak Skandynawom, czy Bałtom ani nam, ani Ukrainie wejście do klubu głodnych się nie opłaca.
Czemu?
Bo to my będziemy głównym daniem!
W naszym interesie jest zachowanie status quo ante bellum przynajmniej na naszym obszarze.
I w tym kontekście chyba zrozumiała jest postawa Węgier. One też są głodne!
Zbrodnia, jaką był Traktat w Trianon wpycha Węgry w orbitę Rosji i Chin.
Głodna jest też Rumunia, ale jej opłaca się gra w klubie sytych, bo tylko wtedy obroni się przed aspiracjami Węgier, a może uda jej się pożywić Mołdawią, która jest na najlepszej drodze do rozpadu.
I mówimy tu tylko o Europie.
W Azji i Afryce jest niemniej ciekawie, ale nie będę wchodził tu głębiej, bo mi miejsca i czasu nie starczy.
Jak widać, w tym konflikcie nie chodzi o ideologiczne brednie, jak chciałaby pani Apfelbaum, ale o podział wpływów na świecie, co przecież otwarcie deklarował Putin tuż przed najazdem na Ukrainę.
No dobra, a co w takim razie z tą Koreą Północną i jak ona zmienia obraz konfliktu.
Przede wszystkim, przestaje to już być starcie Rosji z Ukrainą, a dołączenie się w jakiejś formie rozważa rząd Korei Południowej. To istotna zmiana, bo kończy fikcję, że to konflikt lokalny.
Co więcej, o ile wiadomo, że tego ruchu Korea Północna nie zrobiła bez zgody, czy wręcz na polecenie Pekinu, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wśród koreańskich oficerów i generałów (paru już podobno na froncie jest) znajdą się także oficerowie i generałowie chińscy. Choćby tacy, którzy są rodowitymi chińskimi Koreańczykami (mniejszość koreańska w Chinach liczy dwa miliony ludzi, nie jest to dużo, ale kilkuset oficerów w tym środowisku może się znaleźć i rżnąć głupa, że są Koreańczykami z Korei. Coś jak Konstanty Rokossowski w Ludowym Wojsku (Polskim).
Dlaczego jest to prawdopodobne?
Bo nigdzie indziej chińska kadra nie będzie miała okazji podglądać natowskich sposobów walki! Ukraina to znakomity poligon do zbierania doświadczeń dla obu stron. Coś jak Hiszpania w latach 30-tych. Wysłanie swoich obserwatorów jest dla Chińczyków niemal koniecznością. Szczególnie, że obserwatorzy NATO są już tam obecni.
Jeśli teraz GUR uda się złapać jakiegokolwiek chińskiego żołnierza, który zezna przed kamerami, że jest obywatelem Chin, to Kijów zyskuje znakomity argument do rozmów z Amerykanami, pokazując, że wojna z Chinami jest na Ukrainie.
A przy okazji, w tym całym kontekście, rojenia Donalda Trumpa o szybkim zakończeniu konfliktu są tylko rojeniami. Głodni wiedzą, że złapali sytych bez gaci i mają jedyną w historii okazję zmienić układ sił. Tak głęboki kryzys strukturalny Zachodu, porównywalny z upadkiem Rzymu, nie zdarza się często.
Jak o kryzysie strukturalnym mowa, to przechodzimy do Gruzji.
Jak było do przewidzenia, „wybory” wygrało Gruzińskie Mazanie Bździny Iwanaszwili. Fałszerstwa były dokonywane na bezczela.
W jednej z komisji młodzi ludzie z Abchazji jawnie garściami wrzucali do urny karty do głosowania
Ta kobieta w czasie głosowania konsultowała się, jak głosować
Ten facet próbował posłużyć się cudzym dowodem osobistym
Sam Bździna głosował w stylu mafijnego szefa, w otoczeniu ochroniarzy.
Ostatecznie ogłoszono zwycięstwo Gruzińskiego Mazania, które w parlamencie zajmie nieco ponad połowę miejsc.
To jednak za mało, żeby stworzyć rząd. Do tego według gruzińskiego prawa potrzeba dwóch trzecich głosów.
I tu zaczyna się zabawa.
Rząd powołuje bowiem, jak w innych krajach, prezydent, a Salome Zurabiszwili już powiedziała, że wyborów nie uznaje.
Po czym wzięła udział w wiecu protestacyjnym przed gmachem parlamentu w Tbilisi.
Wiec, naprawdę ogromny
Przekształcił się w zamieszki
Więc rząd oskarżył prezydent Zurabiszwili o udział w zamieszkach.
Do tego włączył się Lado Gamsachurdia, twórca organizacji „Legion Kaukaski” i lider „Unii Kaukaskiej”, który wezwał Bździnę do przyznania się do porażki i oddania władzy.
I tu już robi się bardzo ciekawie, bo Gamsachurdia to wnuk (jeśli nie poplątałem pokrewieństwa) pierwszego prezydenta niepodległej Gruzji Zwiada Gamsachurdii.
Zwiad Gamsachurdia pochodzący z Abchazji działacz opozycyjny bez jakiegokolwiek obciążenia komunistycznego z czasów sowieckich po kilku latach rządów został oskarżony o dyktaturę i obalony. Oczywiście przy mocnym wsparciu Rosji. Zresztą, hasłem do buntu była decyzja nacjonalizacji majątku obcych wojsk stacjonujących w Gruzji.
Po kilku miesiącach wojny domowej zginął w zagadkowych okolicznościach w czasie próby wywołania antyrosyjskiego powstania i został pochowany w Groznym w Czeczenii (wtedy jeszcze chwilowo niepodległej). Rządy po nim przejął prorosyjski były minister spraw zagranicznych ZSRS Eduard Szewardnadze. Po drugiej wojnie czeczeńskiej prochy Gamsachurdii przekazał nowemu antyrosyjskiemu prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwili… Ramzan Kadyrow! Była to jedna z jego pierwszych decyzji.
Pogrzeb Zwiada Gamsachurdii był wielotysięczną patriotyczną manifestacją Gruzinów.
Z trzech synów pierwszego prezydenta Gruzji dwaj to aktywni politycy. Którego potomkiem jest Lado? Nie wiem. Dość, że aktywnie walczy z Rosjanami jako dowódca Legionu Kaukaskiego, który podlega GUR.
Legion Kaukaski i Lado Gamsachurdia koło Sudży w Obwodzie Kurskim w sierpniu bieżącego roku
W ten sposób mamy już całkiem ładny krajobraz do gruzińskiej wojny domowej. Nie wiadomo, jak zachowa się armia, ale wobec skali oporu względem rządów prorosyjskich dowódcy mogą mieć do wyboru iść za narodem lub nie iść już nigdzie więcej. To Kaukaz. Tu nie ma miękkiej gry.
Jak wobec sytuacji w Gruzji zachowała się Unia Europejska?
Nawet całkiem porządnie, jeśli za porządność uznać konsekwentne poparcie dla swoich zwolenników.
Misja OBWE obserwująca wybory w Gruzji odmówiła uznania ich za legalne i wskazała szereg naruszeń, domagając się od gruzińskiego rządu wyjaśnień. Josep Borell, unijny „minister” spraw zagranicznych w ślad za tym również odmówił uznania legalności gruzińskiego głosowania.
Unijne komórki zaczęły produkować odpowiednią propagandę.
Brzmi może cynicznie to, co piszę, ale tak wygląda rzeczywistość. Jak pisałem wiele razy, nie ma czegoś takiego, jak spontaniczne wielomiesięczne demonstracje. Zawsze ktoś za to płaci. I choć jestem UE niechętny jako wielbiciel barbarzyńskiej wolności, to z dwojga złego wolę ciasny gorset biurokracji Cesarstwa, niż knut samodzierżawia Hordy.
Podobnie dla Gruzji i innych krajów posowieckich nie ma innej drogi wyrwania się spod panowania rosyjskiego, niż integracja z Unią Europejską. Dla nich najbardziej bezsensowne regulacje Brukseli i tak są lepsze, niż wymysły imbecyli z Moskwy i ich sługusów.
Jak jesteśmy na Kaukazie, to zaglądamy do Czeczenii, bo tam ciekawie się dzieje.
Wczoraj drony zaatakowały Akademię Sił Specjalnych GRU w Groznym (tę, której kuratorem jest Tik-tok Pączuszek Junior).
 |
| Atak wyglądał groźnie, ale w istocie poza papą na dachu, która się zapaliła, nic nie zostało poważnie uszkodzone |
Tik-tok Pączuszek Don Kaukazu od razu oświadczył, że w odwecie wydał rozkaz zabicia wszystkich ukraińskich jeńców, którzy przebywają w Czeczenii.
Zostaw komentarz