Oto pierwszy szyfrogram, wysłany do Centrali przez ambasadę PRL w Afganistanie po rozpoczęciu tam interwencji radzieckiej.
Zwraca uwagę m.in. użycie słowa „radzieccy”. To słowo używane wobec aparatu władzy ZSRR było charakterystyczne dla wyższych eszelonów PZPR, wojska i bezpieki, zwykli ludzie w Polsce raczej tak nie mówili, niezależnie od tego jaki mieli stosunek do Związku Radzieckiego. Słowo „radzieccy”, niby skrót od formanego „towarzysze radzieccy”, niosło w sobie spory ładunek dystansu, i demonstracyjnego braku oficjalnego szacunku, a zarazem specyficznej, podszytej strachem i pogardą familiarności. Było też przez rządzących PRL używane nieformalnie; ten szyfrogram to pierwszy znany mi przypadek użycia go w dokumencie (choć z definicji niejawnym, przeznaczonym dla bardzo niewielkiego grona; ciekawe, że nadawca miał pewność, iż użycie tego słowa w dokumencie nie odbije się negatywnie na jego karierze).

Interesujący jest też aspekt braku możliwości skomunikowania się z ambasadą ZSRR. Oczywiście rozumiem, że Rosjanie mieli w te dni w Kabulu tysiąc spraw ważniejszych niż konferowanie z satelitami, ale ewidentnie np. ambasada Kuby była jakoś uprzywilejowana bardziej niż PRL, a Afganistan to przecież nie Ameryka Łacińska czy Afryka, gdzie byłoby to naturalne.
I ogólnie: zamordowanie na wstępie interwencji w Afganistanie Hafizullacha Amina to niedoceniony element fenomenu pt. późniejszy o rok i dwa lata strach Kani i Jaruzelskiego przed interwencją radziecką w PRL i ich niechęci wobec takiego rozwiązania. Zabicie przez specnaz Amina (który przedtem sam wielkokrotnie prosił Moskwę o wprowadzenie wojsk, i został zamordowany w trakcie uczty radości, którą wyprawił otrzymawszy informację, że Kreml przychylił się do tych próśb!) Kania i Jaruzelski mieli na swieżo w głowach. I mieli prawo bać się, że niezależnie od stopnia ich lojalności wobec „radzieckich” ci ostatni mogą zrobić z nimi to samo. A przecież bez wątpienia wiedzieli już wówczas nie tylko o zastrzeleniu przez komandosów samego Amina, ale i o potwornych okolicznościach tegoż (hurtowe wymordowanie przez specnaz wszystkich obecnych w czasie szturmu w pałacu prezydenckim, w tym żony Amina i jego dzieci, oraz żon i dzieci innych znajdujących się tam dostojników). Naprawdę mieli czego się bać.
Tekst pierwotnie opublikowana na Facebook.
Autor: Piotr Skwieciński
Polski dziennikarz, publicysta, działacz opozycyjny, dyplomata, ambasador RP w Armenii.
Zostaw komentarz