Szymon Hołownia nie rozbije rządzącej koalicji dziś ani jutro. Nie dlatego, że nie chce, lecz dlatego, że nie może. Ale to tylko stan przejściowy. Jeśli ktoś wierzy, że lider Polski 2050 pozostanie lojalnym elementem uśmiechniętej Koalicji 13 Grudnia aż do wyborów – nie rozumie ani Hołowni, ani natury tego projektu politycznego.

Hołownia to polityk niespokojny, impulsywny, grający przede wszystkim na siebie. Nie jest strategiem długiego marszu, lecz prezenterem permanentnego „momentu dziejowego”, który musi trwać – bo bez niego znika zainteresowanie kamer. A polityka uprawiana wyłącznie pod kątem własnego wizerunku prędzej czy później kończy się zdradą sojuszników.

Partia, która nie chce iść za wodzem

Paradoks Hołowni polega na tym, że stworzył partię w całości autorską, ale nie zbudował w niej realnego przywództwa. Polska 2050 weszła do koalicji z nadzieją na szybkie, osobiste „frukta” – stanowiska, wpływy, polityczne zabezpieczenie przyszłości. Te frukta przyszły. I właśnie dlatego większość klubu nie ma żadnego interesu w wywracaniu stolika tu i teraz.

Strach przed niepewnym jutrem w innym układzie politycznym skutecznie studzi rewolucyjne zapędy. Nawet gdyby Hołownia przekonał kilkunastu posłów – co samo w sobie nie jest pewne – nie byłaby to siła zdolna zmienić bieg wydarzeń. Na razie więc mamy do czynienia głównie retoryką propagandy – groźną w słowach, jałową w czynach.

Propaganda dziś, zdrada jutro

To jednak nie oznacza, że Hołownia pozostanie lojalny do końca. Wręcz przeciwnie. Wszystko wskazuje na to, że zdrada została zaplanowana na moment najbardziej destrukcyjny – tuż przed wyborami. Wtedy, gdy chaos przynosi największy zysk medialny, a odpowiedzialność można rozmyć.

Nie bez znaczenia są krążące od miesięcy doniesienia o nieformalnych, nocnych spotkaniach z politykami PiS, w tym – jak twierdzą dobrze poinformowani obserwatorzy życia politycznego – w otoczeniu Adama Bielana, z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. Niezależnie od tego, ile w tych pogłoskach dosłowności, sam fakt ich uporczywego powracania pokazuje jedno: Hołownia wysyła sygnały w każdą stronę jednocześnie. To klasyczna gra polityka, który chce mieć otwarte wszystkie drzwi – i nie zamierza być wierny nikomu z kim gada.

Zjadanie własnego ogona

Najlepszym symbolem politycznego chaosu w głowie Hołowni jest jego ambicja międzynarodowa – start w konkursie na komisarza ONZ ds. uchodźców. W momencie, gdy Polska zmaga się z kryzysem migracyjnym, a koalicja potrzebuje spójności i odpowiedzialności, marszałek Sejmu flirtuje o karierą globalną.

To nie jest wizjonerstwo. To brak wyrobienia politycznego. Granie na siebie, nawet kosztem własnego obozu. Polityk, który myśli o ucieczce na międzynarodowy etat, nie będzie umierał za stabilność rządu.

Koalicja 13 grudnia – projekt tymczasowy

Jeśli dojdzie do próby obalenia rządu, kluczowe będzie nie tyle zachowanie Hołowni, co ewentualna cicha współpraca części jego klubu z fragmentem PSL. Dopiero taki sojusz, wsparte choćby punktowym głosowaniem z PiS przeciw KO, mógłby realnie zmienić układ sił. Na razie to scenariusz mało prawdopodobny – ale polityka nie zna próżni.

Jedno jest pewne: ta koalicja nie umrze dziś. Ale jej żywot może dobiec końca w atmosferze zdrady, chaosu i cynicznej kalkulacji, dokładnie w chwili, gdy państwo najmniej będzie mogło sobie na to pozwolić.

Hołownia nie wywróci stolika teraz. Wywróci go wtedy, gdy kurz poleci najwyżej – i gdy kamery będą włączone.