Czytałem analizy polityczne, które wojnę w Iranie postrzegają jako sukces Trumpa, ale one mnie nie przekonały. Nie dlatego, że chciałbym, aby Stany Zjednoczone przegrały. Przeciwnie, wiem, po której stronie świata się znajdujemy, i nie mam wątpliwości, że klęska amerykańska nie jest w naszym interesie.
A jednak nie przekonało mnie twierdzenie, że atak na Iran był częścią przemyślanej strategii, której celem jest odbudowa amerykańskiej pozycji na świecie – jeżeli gołym okiem widać, że nie wszystko przebiegło zgodnie z planem.
- O Iranie wiemy mnie niż przed wojną
Zacznijmy od tego, że dość wątpliwe jest wskazywanie Stanów Zjednoczonych jako zwycięscy wojny w Iranie – jeżeli wojna się nie zakończyła. Wygląda to tak, jakbyśmy ucieszyli się z wygranej w toto lotka przed losowaniem. Po prostu wynika to z naszej wiary w amerykańską potęgę. W konsekwencji utożsamiamy amerykański atak militarny ze zwycięstwem i analizujemy już jego skutki. Mnie to nie przekonuje. Trochę za szybko. A ta szybkość jest efektem stronniczości.
Oczywiście opiera się to na przekonaniu, że amerykański atak zniszczył lub poważnie osłabił irański potencjał militarny. Więc oficjalne zwycięstwo jest już tylko formalnością. Ale skąd my to wiemy? Intuicyjnie można tak zakładać, że amerykańskie bombardowania osłabiły Iran, ale to tylko przypuszczano. W czerwcu 2025 roku na tej samej zasadzie przypuszczano, że amerykańskie bombardowania zniszczyły lub poważnie osłabiły irański program nuklearny
Jeżeli więc chodzi o rzetelną wiedzę – wiemy dziś na pewno, że mniej wiemy o sytuacji Iranu niż przed wojną. Wtedy byliśmy przekonani, że Iran został dokładnie zinfiltrowany przez wywiad amerykański oraz izraelski i dzięki temu wszystko wiemy. Byliśmy więc przekonani, że to domek z kart z fanatyczną władzą znienawidzoną przez całe społeczeństwo. Wystarczy więc lekko stuknąć w czubek, a wszystko się rozleci. Dzisiaj już wiemy, że dużo bardziej skomplikowana.
- Nie można bowiem ufać służbom
To budzi poważne wątpliwości, czy służby izraelskie i amerykańskie rzeczywiście tak dobrze rozpracowały Iran. Być może tak – i powtórzył się syndrom Iraku, gdy świadomie wprowadzono w błąd opinię publiczną oraz prezydenta, aby uzasadnić atak. A być może przeciwnie – Iran nie został właściwie zinfiltrowany.
W obu przypadkach wniosek jest ten sam: nie wiemy, jakie straty poniósł irański potencjał militarny, ponieważ możemy to ocenić wyłącznie na podstawie informacji wywiadowczych, którym nie można ufać.
Nie wiemy nawet, czy protesty w Iranie były autentyczne, czy stanowiły prowokację obcych służb – jak w przypadku sfingowanego przed II wojną przez Niemców ataku na radiostację w Gliwicach. Aby to rozstrzygnąć, należałoby wiedzieć, czy decyzja o ataku zapadła przed protestami, czy po nich. Jedno jest pewne – nie zapadła 28 lutego.
- Chińska polityka jest cichutka
No i jest też drugi powód, dlaczego analizy polityczne, w których wieszczone jest amerykańskie zwycięstwo strategiczne mnie nie przekonują. Brakuje mi w nich drugiej strony. Mam na myśli oczywiście Chiny – jeżeli uznamy, że Chiny są prawdziwym punktem odniesienia amerykańskiej polityki. Gdzie więc jest analiza chińskiej strategii wobec amerykańskich działań? W tekstach głoszących amerykański sukces w związku z atakiem na Iran – rola Chin jest bierna. Tak jakby zostały zaskoczone przez amerykańską aktywność i bezradnie przyglądają się przebudowie świata przez Trumpa. To też mnie nie przekonuje.
Ostatnie dekady to pasmo chińskich sukcesów – gospodarczych i politycznych. Chiny zaczynały od zera, a dziś są potęgą. A jednak rozbudowywały swoje wpływy po cicho, niemal niezauważalnie. Świat dostrzegł to dopiero wtedy, gdy największe mocarstwo zaczęło odczuwać zagrożenie z ich strony.
Z tego wynika prosty wniosek, że polityka chińska jest cicha, w przeciwieństwie do amerykańskiej, która jest głośna – pełna wojen, gróźb i demonstracji siły. To jednak nie powód, aby ją lekceważyć.
- Chińczycy przenikają tam, gdzie nie chcą Ameryki
Należy też pamiętać, że chińskie sukcesy są w dużej mierze pochodną amerykańskich porażek. Chiny nie wchodziły tam, gdzie nie były chciane – wchodziły tam, gdzie nie chciano Ameryki. Stały się alternatywą wobec jej potęgi i arogancji.
W tym kontekście pojawia się pytanie, czy działania takie jak porwanie prezydenta Maduro oraz atak na Iran rzeczywiście ograniczyły wpływy Chin.
W tekstach ogłaszających amerykański sukces – Chiny pojawiają się na marginesie, jako państwo, które skompromitowało się brakiem skuteczności. Świat zobaczył, że chińskie wsparcie jest bezwartościowe, gdyż nie jest żadną alternatywą wobec amerykańskiej potęgi militarnej. Nie pomogło ani Maduro w Wenezueli, ani Iranowi. To oznacza amerykańskie zwycięstwo, gdyż skłoni wszystkich do pokornego zgięcia karku i uznania Pax Americana.
A jednak ja nie jestem pewien, czy brutalność amerykańskiej polityki przekonała wszystkich, że nie mają żadnej alternatywy wobec amerykańskiej dominacji, czy raczej – że jedyną alternatywą jest całkowite otwarcie się na wpływy chińskie.
Zostaw komentarz