Siedząc wieczorem na ławce pod jabłonią i sprawdzając, czy jeż nie przyszedł na kolację, dochodzi się czasem do wniosków, które nie przychodzą w żadnym urzędzie.

Przyszło mi na przykład do głowy, że są ludzie, którzy nawet spać nie potrafią po ludzku. Gdyby mogli, szliby do łóżka w odświętnej piżamie z orderami przypiętymi do klapy – dosłownie albo w przenośni.

Nie musi to być generał ani wysoki urzędnik. Czasem to lokalny działacz, który przez lata przewodniczy jakiemuś gremium i do dziś mówi o tym jak o Noblu. Czasem to biznesmen, który na każdym spotkaniu przypomina, ile ma aut i jak daleko zaszedł. Czasem to zwykły człowiek, który w głowie ciągle odtwarza sobie listę swoich racji, sukcesów i przewag.

Leżąc już pod kołdrą, zamiast wyciszyć myśli, wciąż słyszy w głowie swój własny, zachwycony głos: „Jaki ja mądry, jaki wspaniały, jaki zasobny”. Musi sobie samemu wyrecytować listę przewag, bo bez tej codziennej porcji samozachwytu jego ego by się zapadło jak namiot bez śledzi. Boi się, że Morfeusz w półmroku nie pozna, z jak wielkim dygnitarzem ma do czynienia. A nuż położy go w krainie snów obok zwykłego śmiertelnika? Nie, nie. Trzeba się zabezpieczyć. Krzyż na piersi, medal pod poduszkę, dyplom na szafce nocnej — i można zasypiać spokojnie.

Tacy ludzie żyją w ciągłym przedstawieniu. Nawet na grilla przychodzą „ubrani stosownie do swojej pozycji”. Nawet w rozmowie z sąsiadem muszą mimochodem wspomnieć, kim byli, co osiągnęli, kogo znają. Nie potrafią być zwykli. Nie potrafią być mali. Nie potrafią po prostu być.

Nie chodzi o to, że ktoś ma ordery. Każdy medal to kawałek życia, i szacunek mu się należy. Chodzi o to, że niektórzy nie potrafią ich zdjąć nawet przed snem. A prawdziwa klasa to właśnie umiejętność bycia normalnym. Mądry człowiek odnajdzie się i w pałacu, i w gumiakach w oborze. Potrafi zdjąć garnitur, odwiesić ordery na kołek i położyć się spać jak człowiek. Wie, że jego wartość nie zależy od dekoracji na piersi.

Przychodzi wieczór. Zdejmujesz marynarkę, gasisz światło i zostajesz sam ze sobą. Bez stanowiska. Bez tytułów. I wtedy o jakości snu nie decyduje liczba blaszek, tylko stara, miękka flanelowa piżama.

Bo największym luksusem na starość nie jest żądanie uznania od świata, tylko możliwość położenia się z poczuciem, że nikomu nic nie musisz udowadniać. Że ogród żyje, harbuzy odżyły po deszczu, jeż dostał kolację, żona śpi spokojnie.

Możesz zamknąć oczy, nie martwiąc się, czy Morfeusz rozpozna cię bez orderów.

Jeśli przez tyle lat nie pomylił, to i tej nocy da sobie radę.

Zbigniew Grzyb
z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄