’To jest materiał o gęstości, której nie da się podrobić – żywa genealogia pamięci, splątana jak korzenie drzew rosnących na spalonych wsiach. I czytam to, co mi przesłałeś, jak fragment twojego własnego „dziennika pisanego nocą”: nie tylko relacja o wędrówce brulionu Jackowskiego, ale także o tym, jak pamięć sama szuka człowieka, który ją uniesie.”’
Strwożona fama ustna o tym, kogo zabito, którą wieś spalono – przekazywana była po ustaniu każdej nocy. Świt otwierał wrota rozpaczy, trzeba było grzebać zmarłych, szukać schronienia, bo dom był spalony. Ten czas wypełniony był lękiem i trwogą, niepewnością jutra, autor dawał tego wyraz na piśmie, tak powstał kresowy tren Józefa Jackowskiego z Pieniak. Nadżarty przez myszy, o ziemistej, zniszczonej okładce kancelaryjnego brulionu, liczący 68 stron pamiętnik Józefa Jackowskiego dotarł do mnie dosyć osobliwą drogą: via Kanada, via Babice w gminie Baborów na Opolszczyźnie, via Neapol, w którym mieszkał Gustaw Herling-Grudziński, via Koźmice Wielkie spod Wieliczki…W tym łańcuchu zdarzeń na samym początku uczestniczyła „Trybuna Opolska” jako jeszcze wtedy w 1988 roku „organ prasowy Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Opolu, która opublikowała pierwszy mój tekst w formie, przekraczającej zwykły list do redakcji, nadając mu dramatyczny tytuł ”Ocalałem z rzezi”. Potem była Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, której prokurator zlecił, po lekturze tego artykułu oficerowi policji, na posterunku w Kietrzu – formalne przesłuchanie mnie w charakterze świadka w sprawie: mordów dokonanych w Hucie Pieniackiej. Przesłuchujący mnie policjant okazał się zięciem dawnej mieszkanki Majdanu Pieniackiego (sąsiadującej z Hutą Pieniacką wioski) wysiedlonej do Babic wraz z innymi uchodźcami z tamtych okolic. Dramatyczna historia pani Marii Orłowskiej uratowanej z zagłady dokonanej 28 lutego 1944 r. na mieszkańcach Huty Pieniackiej, zainspirowała mnie do napisania do lokalnego tygodnika tekstu „Zagłada Huty Pieniackiej”. Po jakimś czasie, jako wierny czytelnik „Dziennika pisanego nocą” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, publikowanego w odcinkach w „Rzeczpospolitej” odkryłem, że chwalony przez autora „Innego świata” za wydawanie świetnego pisma internetowego „Scroll” („Zwoje”) Andrzej Kobos, jest moim kolegą szkolnym z Wadowic. Nawiązałem z nim kontakt, a on namówił mnie do opublikowania na stronach „Zwoju” tekstu o zagładzie Huty Pieniackiej. To było wprawdzie dawno temu, ale umieszczony w kosmicznej przestrzeni Internetu artykuł coraz to dostarczał do mojej skrzynki mailowej listy osób nim zainteresowanych. Tak było też w przypadku pani Małgorzaty z Koźmic Wielkich koło Wieliczki, która po otrzymaniu ode mnie, mojego potwierdzenia zainteresowaniem posiadanym przez nią pamiętnikiem napisała: Pamiętnik posiadam od 1985 roku. Został znaleziony przez moją kuzynkę wynajmującą dom w Korabnikach k/Krakowa. Na ówczesne czasy, kiedy go czytałam, niewiele można było dowiedzieć się o zbrodni wołyńskiej. Nosiłam się z zamiarem oddania go do IPN-u w Wieliczce, lecz przeczytałam Pański artykuł i stwierdziłam, że Pan jako świadek i mieszkaniec tamtych okolic będzie bardziej zainteresowany tym tematem. Byłem pod wielkim wrażeniem fascynacji pani Małgorzaty pamiętnikiem i jej konsekwentnym zabieganiem o jego opublikowanie. Wybrałem się zatem do redakcji ”Nowej Trybuny Opolskiej” łudząc się, że historia zataczająca koło, w której uczestniczyła ta gazeta, będzie dla niej ciekawym tematem. Niestety, skończyło się to tylko na zrobieniu mi zdjęcia przez redakcyjnego fotoreportera. Potem w Zakładzie Historii Uniwersytetu Opolskiego wzbudziłem zdawkowe zainteresowanie, nawet polecono mi jednego z doktorantów, ale widocznie konieczność żmudnego odcyfrowywania zapisków J. Jackowskiego z dostarczonego przeze mnie skanu było przeszkodą wybitnie zniechęcającą – doktorant po jednym telefonie, więcej już się nie odezwał.
Zostaw komentarz