Żyjemy w państwie, w którym złodzieje i architekci politycznego zamordyzmu uciekają przed sprawiedliwością, a przed sądami stawia się ludzi mających odwagę głośno krzyczeć, że król jest nagi. To nie jest publicystyczna przesada. To rzeczywistość roku 2026.
Impulsem do powrotu do tego palącego tematu stał się wyemitowany właśnie program „Oskarżeni! Rozmowa Ilony Arte i Piotra Wrońskiego z płk Adamem Mazgułą”. Ta wstrząsająca dyskusja bezlitośnie obnaża mechanizmy, w których pułkownik Adam Mazguła, pułkownik Piotr Wroński oraz dziennikarka Ilona Arte stają się „oskarżonymi” tylko dlatego, że bez ogródek nazywają rzeczy po imieniu. Kiedy prokuratura hurtowo umarza sprawy dotyczące miliardowych afer poprzedniej ekipy, a polityczni uciekinierzy szukają ochrony za granicą, aparat państwa znajduje nagle czas i zasoby, by ścigać tych, którzy demaskują odradzający się na naszych ulicach narodowy socjalizm.
Sprawa jest jasna: Karol Nawrocki i jego akolici, tacy jak Dariusz Matecki, stworzyli system instytucjonalnego zastraszania pod szyldem walki z „antypolonizmem”. To ordynarna kpina z państwa prawa. Instytuty i fundacje, zamiast służyć prawdzie, stały się narzędziem do składania donosów na każdego, kto ośmieli się skrytykować partyjnych nominatów. Oskarżanie pułkownika Wojska Polskiego o przestępstwo tylko dlatego, że wskazał, czyje interesy de facto realizuje ta grupa, to czysty polityczny bandytyzm. Przecież chaos, demontaż instytucji państwowych, blokowanie ambasad i paraliżowanie wywiadu to nic innego jak realizacja doktryny Gierasimowa. Kto na tym zyskuje? Odpowiedź brzmi: Moskwa. I Władimir Putin otwiera szampana po każdej takiej wypowiedzi „patriotów” nowego chowu.
Najgorsze jest jednak to, że na to wszystko z bliska patrzy obecna władza. Rząd Donalda Tuska zachowuje się tak, jakby był spakowany i czekał tylko na dogodny moment do ewakuacji. Zamiast natychmiastowego rozliczenia bezprawia, widzimy bierność. Jak to możliwe, że bojówki w pseudomundurach, nawiązujące stylistyką i agresją do brunatnych koszul z lat 30. ubiegłego wieku, bezkarnie maszerują po polskich ulicach, nachodzą zagraniczne firmy i terroryzują obywateli? Gdzie jest minister Kierwiński? Gdzie są służby, które tak chętnie ścigają pułkownika za „bezprawne noszenie beretu” podczas demonstracji w obronie demokracji? To hipokryzja najwyższego kalibru.
To, co obserwujemy i co tak dobitnie wybrzmiało w wyemitowanym programie, to klasyczny mechanizm zastraszania. System uderza w jednostki – w Mazgułę, Wrońskiego, Arte – by wysłać czytelny, wręcz bezczelny sygnał do reszty społeczeństwa. Jak celnie ujęli to uczestnicy dyskusji, przesłanie władzy brzmi:
„Siedźcie cicho, bo was też zniszczymy”.
Finansowani z niejasnych źródeł, powiązani z rosyjskimi oligarchami i skrajnymi sektami religijnymi, ci współcześni fundamentaliści rosną w siłę, bo państwo abdykowało ze swojej roli.
Jeżeli obecny premier nie obudzi się z tego letargu, czeka nas powtórka z historii. Republika Weimarska też przymykała oko na brutalne bandy chodzące w mundurach, myśląc, że sytuacja sama się rozwiąże. Nie rozwiąże się. Skończy się Berezą Kartuską albo czymś znacznie gorszym. Czy naprawdę musimy czekać, aż skrajni fanatycy zaczną fizycznie eliminować niepokornych, by władza zrozumiała, że czas uśmiechów i politycznych kalkulacji minął?
https://www.youtube.com/watch?v=EMnUI7HCDH8&t=1787s
Pytanie na dziś brzmi: czy pozwolimy, aby ostatni uczciwi ludzie zostali zniszczeni przez system, podczas gdy reszta będzie milczeć w imię świętego spokoju?
Zostaw komentarz