Pojedynczy kwiat lnu rozkwita o świcie. Otwiera swoje błękitne płatki wraz z pierwszymi promieniami słońca, by po kilku godzinach przekwitnąć. Właśnie dlatego stał się symbolem pamięci Wołynia. Życie najmłodszych trwało tak krótko jak życie pojedynczego kwiatu lnu.

Prawda o Wołyniu jest lepka od krwi. To nie była śmierć od kuli. Na Kresach kula była aktem najwyższej łaski, na którą mało kto mógł liczyć. Oprawcy nie chcieli zabijać szybko. Oni chcieli słyszeć każde uderzenie serca swojej ofiary. Używano narzędzi, które rano służyły do pracy w polu, a wieczorem do mordowania ludzi. Piły, siekiery, widły, kosy, sierpy to nimi sotnie UPA oraz ukraińscy sąsiedzi pisali najkrwawszy rozdział naszej historii. Rozcinano ludzi żywcem, nabijano niemowlęta na sztachety płotów, wrzucano dzieci do płonących stodół, wycinano języki i wydłubywano oczy.

Najstraszniejsza w Wołyniu prócz techniki mordowania była zdrada. Moment, w którym na progu twojego domu stawał nie obcy wróg z dalekiego kraju, ale ukraiński sąsiad, z którym jeszcze wczoraj dzielili miedzę, z którym pili wódkę na weselu, któremu pożyczano ziarno na siew. Ta sąsiedzka ręka, która wczoraj witała ich uściskiem, dzisiaj dzierżyła zakrwawiony nóż. Tamtego lata ziemia nasiąkła krwią.

Wołyń to tysiące studni, które zamiast wody, zostały wypełnione ciałami matek i dzieci. To płonące kościoły, w których wierni szukali ratunku. To nieistniejące już wsie, po których został tylko popiół.

Dziś, po tylu dekadach, najbardziej boli cisza. Cisza tych, którzy zginęli, i cisza tych, którzy o tym mordzie chcieliby zapomnieć w imię „dobrych relacji” i „geopolityki”. Nie można budować niczego trwałego na kłamstwie lub przemilczeniu. Ofiary rzezi wołyńskiej wciąż nie mają swoich krzyży. Ich kości leżą w bezimiennych jarach, w polach i lasach.

Naszym świętym obowiązkiem jest być ich głosem. Nie po to, by siać nienawiść, bo nienawiści na tamtej ziemi było już aż nadto. Robimy to po to, by przywrócić im godność. By każda czaszka roztrzaskana siekierą, każda kobieta rozpłatana nożem i każde dziecko rzucone w ogień doczekało się imienia, nazwiska i chrześcijańskiego pochówku. Wołyń to otwarta rana, która nie zagoi się, dopóki ostatnia ofiara nie zostanie odnaleziona, a prawda o tym bestialstwie nie wybrzmi z pełną mocą w każdym podręczniku historii.

Kiedy dziś zobaczymy błękitny kwiat lnu, zatrzymamy się na chwilę. Pomyślmy o tych, którzy nie doczekali kolejnego świtu. O wszystkich ofiarach Wołynia i Małopolski Wschodniej. O ludziach którzy oddali swoje życie tylko za to że byli Polakami.

Spoczywajcie w pokoju, Rodacy. Polska o Was pamięta i nigdy nie zapomni.

Źródło ilustracji: kadr z filmu „Wołyń” reż. Wojciech Smarzowski.

Autor: Jędruś Ciupaga