W 2017 roku Dominik Kurek w swojej książce „O Ukrainie bez lukru” wskazywał na symboliczne znaczenie kijowskiej topografii. Zwracał uwagę na Most Moskiewski, który łączył wówczas prospekt Bandery z prospektem Watutina – komunistycznego wojskowego, który… zwalczał banderowców.
Był to dla Autora symbol państwa budowanego na sprzecznościach.
Dziś, w 2026 roku, sytuacja jest jeszcze bardziej wymowna:
most nie nazywa się Moskiewski tylko Pivnichnyi i nie łączy już prospektu Bandery z Watutina tylko z … Szuchewycza.
Ta zmiana nazw nie jest tylko kwestią estetyki – to twardy komunikat o tym, jakie postacie ukraińskie państwo wybiera na swoich patronów i bohaterów.
Ten przykład idealnie pokazuje, dlaczego tak trudno o bezwarunkową przyjaźń. Relacja między narodami wymaga wspólnych fundamentów, a nie można ich budować, gdy jedna ze stron czci postacie, które dla drugiej są symbolem tragicznych krzywd.
„Napisałem ten tekst także z tego powodu, że nie zgadzam się na lansowanie w środkach masowego przekazu tezy, jakoby Ukraińcy byli naszymi przyjaciółmi. Nie są nimi i zapewne nie będą – zarówno na poziomie wysokiej polityki (przypomnijmy, że ukraiński parlament uchwalił, że organizacja OUN-UPA była bohaterską organizacją walczącą o niepodległość kraju, oraz że dotychczas nikt się nie kwapi, by przeprosić za rzeź wołyńską), jak też na poziomie społecznym: stale niszczone są polskie cmentarze, polskie symbole narodowe itp.” pisze Autor, który w latach
2009–2014 mieszkał w Kijowie.
Polskie elity przez lata pomyliły się w ocenie swoich ukraińskich odpowiedników, wierząc, że dyplomatyczna kurtuazja zastąpi rozliczenie z historią.
Nie pomylił się Autor, który w 2022 r. napisał posłowie do swojej książki:
„2022 roku rozpoczęła się agresja Rosji na Ukrainę. Agresja ta radykalnie zmieniła sytuację Ukraińców i ich państwa. Nie zmieniło się jednak to, że kraj ten nadal jest na wskroś przeżarty korupcją – co opisuję w mojej książce. Korupcja jak była, tak jest. (…)
W listopadzie 2022 roku prezydent Zełenski podpisał zmiany w ustawie dotyczącej prania brudnych pieniędzy. Do tej pory przepis stanowił, że deputowani do parlamentu ukraińskiego oraz osoby zajmujące wysokie państwowe stanowiska powinni być dożywotnio objęci kontrolą ich majątku i przepływów finansowych. Poprawki wniesione do ustawy zakładają, że nie będzie to trwać dożywotnio, ale tylko przez trzy lata po odejściu ze stanowiska. A przejrzystość finansowa urzędników, od której właśnie odstąpiono, była jednym z siedmiu warunków, które Ukraina musi spełnić na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej. Czy to nie ciekawe? Giną ludzie, płoną miasta, a ukraiński parlament oraz prezydent kraju ogarniętego wojną zajmuje się właśnie czymś takim?”
Gorzka ta lektura, gorzka lekcja, której Polsce ostatnio udzieliła Ukraina: przyjaźni nie buduje się bez warunków wstępnych. Potrzebne są granice, bo bez nich nie jest możliwa żadna zdrowa relacja.
Prawdziwe partnerstwo wymaga szczerości, odwagi w nazywaniu błędów i poszanowania dla wrażliwości historycznej. Bez tego, pozostajemy jedynie zakładnikami sentymentów, podczas gdy po drugiej stronie granicy polityka prowadzona jest w sposób bezwzględnie pragmatyczny.
Czas najwyższy na politykę opartą na realiach, a nie na wyobrażeniach.
Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim odejście od romantycznego modelu polityki wschodniej na rzecz chłodnego, pragmatycznego realizmu.
Po pierwsze, podmiotowość. Musimy przestać traktować relacje z Ukrainą jako obszar, w którym polskie interesy (historyczne, ekonomiczne czy bezpieczeństwa) są zawsze „podrzędne” wobec wyższego celu. Wsparcie państwa w potrzebie nie oznacza rezygnacji z prawa do bycia wymagającym partnerem. Jeśli nasze elity polityczne nie potrafią postawić twardych warunków w kwestii godnego upamiętnienia ofiar ludobójstwa, to tracimy nie tylko twarz, ale i szacunek drugiej strony, która traktuje nasze ustępstwa jako słabość.
Po drugie, koniec z „polityką bezgraniczności”. Zdrowa relacja potrzebuje granic. Każdy naród ma swój interes narodowy – Ukraina realizuje swój bezwzględnie, dbając o narrację historyczną, która dla nas jest bolesna. My mamy pełne prawo, a nawet obowiązek, robić to samo. Nie buduje się sojuszy na przemilczaniu różnic, lecz na ich jasnym zdefiniowaniu i wypracowaniu modelu współistnienia, który nie zmusza nas do wyparcia się własnej tożsamości.
Po trzecie, przejrzystość zamiast sentymentów. Wojna nie zdejmuje z żadnego państwa obowiązku bycia przejrzystym i uczciwym wobec swoich sojuszników. Przymykanie oczu na korupcję czy osłabianie standardów antykorupcyjnych (jak zmiany w ustawie o majątku urzędników) w imię „wspólnego frontu” jest błędem.
„Nie można napisać, że dyrektor szpitala w ukraińskim mieście przywłaszczył sobie sprzęt zebrany przez zagranicznych (czytaj – polskich) wolontariuszy oraz kilka karetek pogotowia, które przemalował, sprzedał, a z pieniędzmi wyjechał do Rosji. Przekaz ma być czarno-biały, jednostronny. Owszem, w tej wojnie to Ukraina i jej obywatele są stroną poszkodowaną, ale społeczeństwo powinno wiedzieć, że są też ciemne strony.” – to cytat z posłowia do książki „O Ukrainie bez lukru”, które napisał w 2022 r. sam Autor, który po powrocie do Polski był jakiś czas dziennikarzem.
Jeśli chcemy budować przyszłość, musimy wymagać od naszych partnerów standardów, które gwarantują, że nasze wspólne wysiłki nie będą marnotrawione w czeluściach ukraińskiej oligarchii.
W przeciwnym razie będzie jak na obrazie Breughla Starszego „Ślepi i kulawi”. Tam niewidomy prowadzi kulawego – jeden krok i obaj runą nieświadomi i nieprzygotowani na stawienie czoła niebezpieczeństwom, których nie potrafią dojrzeć i którym nie mogą przez to zaradzić.
Czas najwyższy, aby polska dyplomacja przestała być zakładnikiem własnych, wyidealizowanych prognoz. Potrzebujemy polityki, która widzi świat takim, jakim on jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. Prawdziwa przyjaźń wymaga dorosłości – a dorosłość polega na egzekwowaniu zasad, a nie na bezkrytycznym przytakiwaniu.
Zostaw komentarz