(Może nie tylko ja mam podobne).

Otóż – przejechawszy w ostatnim czasie trasą Austria-Włochy-(Słowenia)-Chorwacja (nie będąc pierwszy raz na tamtejszych drogach, ale po raz pierwszy w takim łączonym cyklu) ze zwielokrotnioną siłą uderzyło mnie znów to wielkie pytanie:

Jak to możliwe, że my od tylu lat nie możemy uporać się choćby z tą naszą nieszczęsną, mityczną „Sądeczanką” albo i nawet z „głupią” „Węgierską-Bis”?!

Jak również lekkie zażenowanie ogarnęło mnie na myśl o peanach, jakie wznosiliśmy nie tak dawno na cześć jednego marnego tunelu, który powstał w ciągu „Zakopianki” tudzież jakie wznosimy dla powstającego wciąż jeszcze tunelu kolejowego między Męciną a Mordarką.

A znowuż wracając przez Węgry przykuł moją uwagę fakt, że najwyraźniej niedawno państwo to zmodyfikowało swoje tablice rejestracyjne – myślę, że z wyraźną wizualną korzyścią.

Czy my nie możemy postąpić podobnie?

Bo na chwilę obecną – widząc nasze „blachy” pośród innych europejskich tablic – odnoszę wrażenie, że stajemy w jakichś konkurach o palmę pierwszeństwa w kategorii najbrzydszych tablic rejestracyjnych Europy (nie wiem; być może nie jestem odosobniony w tej opinii).

Może moglibyśmy wziąć przykład z Węgrów – tym bardziej, że ich ponoć (już, znowu?) lubimy – i podobnie jak oni ulepszyć nasze tablice?

A może gdyby tak jeszcze wzorem Austriaków (tak wiem – ich państwo jest federacją, ale może jednak), umieścić na rejestracjach np. herby naszych województw albo może powiatów?

Cóż. Pomarzyć czasem można . . .