Miała być wielka inauguracja największej inwestycji portowej od dziesięcioleci. Zamiast politycznego sukcesu rząd Donalda Tuska musi mierzyć się z pytaniami o miliardy złotych i dokumenty Ministerstwa Finansów. Były minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk ujawnił materiały, z których – jak twierdzi – wynika, że 1,6 mld zł przeznaczonych na budowę Terminala Kontenerowego w Świnoujściu zostało przesuniętych na inne cele, a na dokończenie inwestycji brakuje ponad 7 mld zł. Zapowiada zawiadomienie do Najwyższej Izby Kontroli. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, będzie to jedna z największych kompromitacji obecnej ekipy w obszarze strategicznych inwestycji.

Wielkie otwarcie czy polityczny spektakl?

W poniedziałek Ministerstwo Infrastruktury z pompą ogłosiło rozpoczęcie realizacji projektu „Przylądek Pomerania”. W oficjalnych komunikatach mówiono o historycznej inwestycji, która ma uczynić Świnoujście jednym z najważniejszych portów kontenerowych na Bałtyku. Według zapowiedzi terminal ma kosztować około 10 mld zł i zostać uruchomiony około 2029–2030 roku.

Problem w tym, że faktyczne rozpoczęcie robót dotyczy obecnie przede wszystkim budowy drogi technicznej. I właśnie ten element stał się osią politycznego sporu.

Gróbarczyk pokazuje dokumenty i pyta: „Gdzie podziały się pieniądze?”

Kilka godzin po rządowej konferencji Marek Gróbarczyk opublikował dokumenty Ministerstwa Finansów. Z pisma wynika, że ponad 1,6 mld zł wcześniej przewidzianych na program zostało przeznaczonych na inne potrzeby pozostające w dyspozycji Ministra Infrastruktury, a resort finansów odmówił zwiększenia limitów wydatków o kolejne miliardy złotych. Były minister nie pozostawia wątpliwości co do swojej oceny.

„Z dokumentów Ministerstwa Finansów wynika, że 1,6 mld zł przeznaczonych na Terminal Kontenerowy w Świnoujściu zniknęło. Ministerstwo Infrastruktury domaga się ponad 7 mld zł, których rząd Tuska nie ma. Gdzie podziały się te pieniądze?” – napisał w mediach społecznościowych, zapowiadając skierowanie sprawy do Najwyższej Izby Kontroli.

Symbol polityki „uśmiechniętej Polski”?

Dla polityków Prawa i Sprawiedliwości sprawa wykracza daleko poza sam terminal. Ich zdaniem Świnoujście staje się symbolem losu strategicznych inwestycji rozpoczętych za poprzednich rządów.

Najpierw spektakularna konferencja. Potem okazuje się, że pieniędzy na pełną realizację projektu brakuje, a rozpoczęto jedynie budowę drogi technicznej. Trudno się dziwić, że opozycja pyta, czy mamy do czynienia z realną inwestycją, czy przede wszystkim z politycznym widowiskiem.

Terminal, którego Polska potrzebuje

Trudno przecenić znaczenie tej inwestycji. Głębokowodny terminal kontenerowy w Świnoujściu ma zwiększyć konkurencyjność polskich portów wobec Hamburga czy Rotterdamu, przejąć część przeładunków z Europy Zachodniej, wzmocnić bezpieczeństwo logistyczne państwa oraz stworzyć tysiące miejsc pracy.

Projekt był przygotowywany przez lata i przedstawiany jako jeden z filarów rozwoju gospodarki morskiej Polski. Dlatego każda informacja o problemach z finansowaniem budzi ogromne emocje nie tylko w świecie polityki, ale również wśród przedsiębiorców i samorządowców.

Czas na odpowiedzi, nie propagandę

Dokumenty opublikowane przez Marka Gróbarczyka z pewnością wymagają szczegółowego wyjaśnienia. Sam fakt przesunięcia środków budżetowych nie przesądza jeszcze o nieprawidłowościach, jednak rodzi pytania o rzeczywisty stan finansowania jednej z najważniejszych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce.

Jeżeli rząd rzeczywiście posiada zabezpieczone finansowanie, powinien przedstawić je opinii publicznej w sposób jednoznaczny. Jeżeli natomiast pieniędzy brakuje, Polacy mają prawo wiedzieć, dlaczego jeszcze kilka godzin wcześniej słyszeli o historycznym rozpoczęciu inwestycji.

Bo w sprawie terminala w Świnoujściu nie chodzi już wyłącznie o port. Chodzi o wiarygodność państwa. A tej nie buduje się konferencjami prasowymi ani efektownymi sloganami, lecz przejrzystością finansów publicznych i konsekwentną realizacją strategicznych projektów.

Fot. Urząd Miasta Świnoujście