Żaden polityk i żaden zawodowy „antybanderowiec”, którzy w kółko mówią o Rzezi Wołyńskiej, żaden Smarzowski ze swoja krwawą cepeliadą i śliczną acz nieprawdziwą bohaterką o rozjaśnianych włosach, żadna książka naukowa nie pomaga tak zrozumieć co się wydarzyło na Wołyniu w 43 roku i co chwile póżniej działo się w Galicji Wschodniej, jak żywe, prostym językiem mówione relacje ludzi – dzieci ocalałych z rzezi. Wiekopomne dzieło Instytutu Pileckiego Instytut Pileckiego w serii „Świadkowie Epoki”.
Najlepiej i najbardziej po prostu opowiadają kobiety. Najmłodsza miała chyba w czasie Rzezi ze 6 lat najstarsza 19. Mówią tak jak było, z dziesiątkami odwołań do rodzinnych nazwisk i imion, cioć, braciszków, wujków i dziadków, ze szczegółową znajomością detali, wiejskiego gospodarstwa, nazw wiosek, gmin i powiatów… Najcześciej były z prostych chłopskich rodzin. W opowieści prawie zawsze centralną postacią oprócz autorki zazwyczaj jest mamusia… Czesto mamusia, ktora już sie nie ruszała, mamusia, która prosiła nie zabijaj mnie co ja ci zrobiłam, mamusia spod której ostygłego ciała wydostawała się dziewczynka w palącym się ubranku.
Większość wspominajacych dobrze zna ukraiński i w kilku przypadkach opowiada o sytuacjach, w ktorych komuś udaje się uciec udając Ukraińca. Wiele widać z tych opowiesci. Choćby i to, źe wśrod upowców liczni byli miejscowi, sąsiedzi, ale i to że niekiedy było ich więcej, a niekiedy mniej. Gdy napastnicy palili wioskę wraz chudobą, widać, ze to nie byli chłopscy sąsiedzi, tylko zewnętrzny oddział, ktory się spieszył, a któremu krowy i świnie niepotrzebne. „A nasza prośna maciora uciekła do lasu” cieszy się jedna z opowiadających…
Niewiele tam opowieści o widzianych osobiście wymyślnych torturach, o których tak wiele opowiadają nasi „zawodowi wołyniacy”(są, ale raczej jako opowieści zasłyszane), ale za to wiele o najbrutalniejszym zabijaniu. Boś nie nasza. Wiele o mordowaniu, rąbaniu za pomocą siekier, i dowolnych gospodarskich narzędzi, kos, noży, łomów. I o siedzeniu tak cicho, najciszej żeby wręcz nie oddychać.
Sa w nich też „dobrzy Ukraińcy”, ktorzy ostrzegli, przechowali w piwnicy, zawiadomili ojca, który ocalał…A nawet cała wioska po drugiej stronie jeziora w okolicach Przebraża , „o ktorej mówiono, ze oni to podpisali neutralność, źe nie beda ani z Polakami ani z upowcami” a potem uciekinierzy w llesie mogli sie u nich zaopatrzeć w żywność. I potem smutna, sieroca dola ocalałych dzieci pokazująca, ze człowiek to taka istota, która jest w stanie przetrzymać wszystko.
Myslę, źe zamiast patetycznych i bombastycznych ale też kapiących nienawiścią przemów, zamiast tępienia dowolnego Ukraińca, ktorego nawet odlegli przodkowie z tym koszmarem nie mieli nic wspólnego, warto byłoby wszystkie te relacje dobrze przetłumaczyć na ukraiński i pokazywać wszędzie gdzie sie da, bo to nie artystyczna kreacja. Z nich bije prawda.. O czym tu gadać, zaprzeczając faktom, kiedy przez tę nieszczęsną ziemie przetoczyła sie straszna zbrodnia, wioska po wiosce, obejmowała dziesiątki wsi i tysiace gospodarstw i dziesiatki tysięcy śmiertelnie przerażonych i bezradnych ludzi. Czy ogiar było łącznie sto tysiecy? Panu Prezydentowi ostatnio liczba ta wzrosła nawet do 120 – ale może było ich „tylko” 90 tysięcy? To bardzo możliwe bo straszne wydarzenia i zbrodnie zawsze mają tendencje w historii się liczebnie rozrastać. Ale co z tego? To nie był rajd zdziczałego oddziału, tylko wielka, zaplanowana ludobójcza akcja, gdy w jedna niedzielę zaatakowanych zostało kilkadziesiat wsi, a ludzi mordowano setkami, jak w przemysłowej rzeźni. A były też ataki i przedtem i potem.
Niczego tu nie zmieniaja zbrodnie którą popełnili polscy partyzanci z AK i BCh w Sachryniu, Pawlokomie a takze w innych miejscach, a jeszcze póżniej Ludowe Wojsko Polskie w Zawadce Morochowskiej, gdy juź partyzancka wojna domowa rozgorzała na dobre. Niczego. Rachunek zbrodni nie ma salda.
Dzisiejsi Ukraińcy, broniący ojczyzny z najwyższym, godnym podziwu poświęceniem i męstwem, niestety jako nacja mają sie z czym rozliczać, choć zapewne mniej niź 1% z nich ma przodków, którzy barli jakikolwiek udział w Rzezi Wołyńskiej. Cala UPA liczyla ok. 60 tys. ludzi, a bez wątpienia w czystkach etnicznych brali udział nie wszyscy. Część wręcz przyszła do oddziałow póżniej…
Dziś czci się na Ukrainie partyzantów UPA za to źe walczyli o niepodległość Ukrainy, jak w pieśni:
„І ось ідем у бою життєвому,
Тверді, міцні, незламні мов граніт,
Бо плач не дав свободи ще нікому,
А хто борець, той здобуває світ.
Не хочемо ні слави, ні заплати,
Заплата нам — це радість у бою,
Солодше нам у бою умирати,
Ніж жити в путах, мов німі раби”
Ale podniosłe słowa, to jedno, a straszna pokusa totalitarnych ideologii, które pokazują łatwe rozwiązania, to drugie. Linki do relacji niźej.
oraz
.
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, od 2006 do 2024 dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz