Jest coraz śmieszniej. To wpis posła Dariusza Mateckiego, gdzie przekręca imię byłego premiera Morawieckiego.

Pełna elegancja, jak widać. A po za tym ustrój się zmienił, minęło ponad trzydzieści lat, a „lojalki” jakby znów wracały do łask. Tylko pieczątek Komitetu Centralnego brakuje. Dla niektórych ważniejsze od tego, kto ma rację, staje się to, kto jest wystarczająco posłuszny. Jak to kiedyś mówiono: mierny, bierny, ale wierny.
Mówiono, że odeszliśmy od stołu przykrytego ceratą i od PRL-u. Okazuje się jednak, że z PRL-em najtrudniej rozstać się nie w instytucjach, ale w ludzkich głowach. Bo mentalność nie znika wraz ze zmianą ustroju.
Widać to także w sporach na prawicy. Zamiast dyskusji o tym, jak wygrać wybory i przekonać do siebie nowych wyborców, coraz częściej pojawiają się wzajemne oskarżenia, podejrzliwość i próby dzielenia ludzi na „swoich” i „nieswoich”. A przecież partia polityczna nie jest zakonem, w którym obowiązuje ślub bezwzględnego posłuszeństwa. Różnica zdań nie musi oznaczać zdrady.
Jeśli ktoś przedstawia własny pomysł, nie powinien być z góry traktowany jak wróg. Demokracja, także wewnątrz partii, polega na sporze i ścieraniu się argumentów. Gdy zamiast argumentów liczy się wyłącznie lojalność wobec jednej wizji, trudno mówić o zdrowej debacie.
Historia uczy, że środowiska polityczne przegrywają nie dlatego, że rozmawiają, lecz dlatego, że przestają rozmawiać i zaczynają szukać wrogów we własnych szeregach. To droga donikąd.
Może więc warto zostawić PRL tam, gdzie jego miejsce, w podręcznikach historii, a nie przenosić jego nawyki do współczesnej polityki. Bo wolność słowa i prawo do własnego zdania nie są zagrożeniem dla żadnego środowiska. Zagrożeniem stają się dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje je zastąpić bezwarunkową lojalnością i atakowaniem tych, którzy mają odmienne zdanie. PiS z twarzą Mateckiego nie zdobędzie nawet 5 proc głosów.I jeszcze jedno znajdźcie wypowiedź Mateusza Morawieckiego, który w tak prostacki sposób obraża Mateckiego.
Zostaw komentarz