W Telewizji Republika Jacek Kurski stwierdził, że Mateusz Morawiecki „ma problemy z prawem”, dlatego rzekomo, na zlecenie Donalda Tuska, miał doprowadzić do rozbicia PiS. To narracja oparta na insynuacjach, a nie na faktach.
Kurski już wcześniej pokazał, jak wyobraża sobie media. Z telewizji publicznej stworzył przekaz oparty przede wszystkim na emocjach i propagandzie, zamiast na rzetelnym dziennikarstwie. Stworzył telewizję kiczowatą, jarmarczną i tandetną, w której dominował przekaz przypominający estetykę disco polo. Zamiast budować medium z klasą, wiarygodnością i profesjonalizmem, postawił na krzykliwość, polityczny spektakl i tani efekt. W mojej ocenie nie potrafił zarządzać telewizją jako instytucją, która powinna służyć wszystkim obywatelom.Pewnie niczym nie potrafi zarządzać, choć jego żona za jego prezesury zarabiała rocznie w telewizji tyle ile kontrowersyjny lekarz w Szpitalu Południowym w Warszawie.
Mateusz Morawiecki był natomiast, moim zdaniem, najlepszym premierem III Rzeczypospolitej. Dlatego trudno traktować podobne wypowiedzi poważnie.
Na koniec apel do Jacka Kurskiego, Michała Wosia, Dariusza Mateckiego i wszystkich polityków związanych ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry, którzy powielają podobne oskarżenia: ludzie, opamiętajcie się. Takimi wypowiedziami przede wszystkim kompromitujecie samych siebie. Można się różnić, można prowadzić twardy spór polityczny, ale warto opierać go na faktach, a nie na insynuacjach.
Benjamin Franklin powiedział kiedyś: „We must all hang together, or, most assuredly, we shall all hang separately” („Musimy trzymać się razem, bo inaczej z pewnością będziemy wisieć oddzielnie”).
Te słowa wydają się dziś wyjątkowo aktualne. Jedność w opluwaniu innych nie jest dla was luksusem, lecz warunkiem politycznego przetrwania, ja to rozumie, wszak jesteście
w sytuacji, gdy wokół Funduszu Sprawiedliwości pojawiły się zarzuty dotyczące nieprawidłowości w dysponowaniu publicznymi środkami, a wobec części osób związanych z tym środowiskiem prowadzone są postępowania prokuratorskie.A wasze szefostwo uciekło z kraju.W takich okolicznościach trzymajcie się razem, lecz wzajemne oskarżenia innych i wewnętrzne wojny nie wzmacniają waszego środowiska, lecz jedynie pogłębiają jego kryzys wiarygodności. Zamiast szukać wrogów we własnych szeregach, lepiej wyciągnąć wnioski z przeszłości i przestać kompromitować się kolejnymi insynuacjami i kłamstwami. Dziwne, że inni są ślepi i tego nie widzą.
Zostaw komentarz