Nie każda zbrodnia jest skutkiem traumy, choroby czy złych doświadczeń. Bywa, że człowiek wybiera okrucieństwo, przekracza ostatnią granicę, i świadomie oddaje się złu w akcie najgłębszego moralnego upadku. Tymczasem coraz częściej próbuje się takie zło tłumaczyć, zamiast nazwać je po imieniu.
Dzisiaj wszyscy się zastanawiają, jak to możliwe, że wczoraj w Krakowie i Ostrowcu doszło do tego, do czego doszło. Ja jednak zwróciłbym uwagę na coś innego.
Od człowieka przestaje się wymagać odpowiedzialności za czyny; opanowania, kiedy w środku burzy się złość, powściągliwości. Zamiast tego tłumaczy się wszystko „wolnym wyborem jednostki”, „wyrażeniem siebie”, „trudną sytuację”. Człowiek ma mieć, w każdej okoliczności, swoje powody, traumy i przekonania. nikt nie ma prawa stawiać mu zbyt ostrych wymagań, bo to byłoby ograniczanie jego wolności, naruszenie dobrostanu.
Jednocześnie zdewastowano klasyczne pojęcie winy i odpowiedzialności. Stała za tym wprawdzie intencja głębszego zrozumienia natury ludzkiej, ale tak naprawdę wszystkie nowe wyjaśnienia pełnią funkcję alibi dla najgorszych zachowań. Ot choćby aborcyjne zabicie dziecka jest „prawem kobiety do dysponowania własnym ciałem”.
W psychoanalizie pojawiły się teorie, że dane zachowanie nie jest prostym aktem woli, tylko skutkiem nieświadomych sił, wczesnych ran, wewnętrznych konfliktów i tak dalej. Im dokładniej się to opisuje, tym częściej mówi się, że winny nie jest człowiek, tylko jego nieświadomość.
I w przypadku tego bandyty z wczoraj też zadaje się mnóstwo pytań, co go do tego pchnęło. Szuka się traum, ideologii, problemów psychicznych. Im więcej się znajdzie, tym mniej miejsca zostanie na proste: sam wybrał i sam zabił. A zrobił to, bo chciał. Bo postawił własną wolę ponad prawem drugiego człowieka do istnienia. Na tym polega czyste zło. Ono istnieje i żadne psychologiczne wypieranie tego nie zmieni.
Ale gdy zamiast tego najbardziej brutalnego opisu wpisuje się wszelkie potencjalne przyczyny zachowania, to ocena moralna jest już tylko dodatkiem, a nie punktem wyjścia.
W końcu do tego wszystkiego dołączyła przepotężna kultura terapeutyczna. Wszystko da się zdiagnozować, nazwać zaburzeniem, reakcją na stres, efektem toksycznego środowiska. I znów: diagnoza jest tu zwolnieniem z odpowiedzialności. Im bogatszy jest język psychologiczny, tym surowa ocena moralna zaczyna wyglądać na formę przemocy. W rezultacie uwagę poświęca się temu, żeby nie urazić sprawcy, a nie temu, co zrobił on swojej ofierze.
Przez długi czas te wywrotowe idee współistniały z nadal jeszcze żywymi, tradycyjnymi normami. Ale zmienia się klimat na bardziej antychrześcijański. Te wszystkie kategorie weszły już głęboko w kulturę, media i sposób mówienia o człowieku. Język ma być opisowy, wyjaśniający, a nie potępiający i opresyjny.
W Krakowie zobaczyliśmy, do czego prowadzi zło w swojej najbardziej przerażającej postaci, pozbawione hamulca. To jest lepsze wyjaśnienie, a nie wszelkie psychologiczne interpretacje i mnożenie życiowych okoliczności u sprawcy.
Autor: Dominik Wójcicki
Zostaw komentarz