Nie oznacza to, że mamy milczeć, nie protestować, nie manifestować i nie upominać się o swoje prawa. Wręcz przeciwnie – trzeba zabierać głos, reagować na niesprawiedliwość i domagać się odpowiedzialności.
Ale jest ogromna różnica między stanowczym wyrażaniem sprzeciwu a agresją, która wylewa się z ekranów telewizorów, mediów i publicznych wystąpień. Wystarczy włączyć telewizor, by zobaczyć, jak każdego dnia podsyca się nienawiść, pogardę i wzajemną wrogość.
Słowa mają moc. Mogą budować, ale mogą też niszczyć. Mogą uspokajać, ale mogą również popychać ludzi do przekraczania kolejnych granic.
Wszyscy ci, którzy świadomie podsycają agresję, nakręcają spiralę nienawiści i dzielą ludzi, ponoszą odpowiedzialność za atmosferę, w której dochodzi do tragedii. I będą ponosić odpowiedzialność także za te, które mogą jeszcze nastąpić.
Ale nie oszukujmy się – to nie dzieje się wyłącznie w wielkiej polityce. Ta sama agresja, pogarda i niechęć do porozumienia przenikają do naszych codziennych środowisk: miejsc pracy, urzędów, szkół, sąsiedztwa, a nawet rodzin.
Ludzie coraz częściej przestają ze sobą rozmawiać. Zamiast wysłuchania pojawia się wyśmianie. Zamiast próby zrozumienia – poniżenie. Zamiast dialogu – odwet, kara i próba uciszenia drugiego człowieka tylko dlatego, że ma inne zdanie, zadaje niewygodne pytania albo odważa się zaprotestować.
Coraz częściej nie chodzi już o rozwiązanie konfliktu, ale o zwycięstwo nad drugim człowiekiem. O to, żeby go upokorzyć, ukarać i pokazać mu, gdzie jest jego miejsce.
A przecież społeczeństwo nie zaczyna się w parlamencie ani w telewizji. Zaczyna się między nami – w naszych domach, miejscach pracy i lokalnych społecznościach.
Nie musimy się zgadzać. Nie musimy mieć tych samych poglądów. Możemy się spierać, krytykować, stawiać trudne pytania i stanowczo bronić swoich racji. Ale nie wolno nam zapominać, że po drugiej stronie jest człowiek.
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy dialogu, a nie kolejnych podziałów. Rozmowy, a nie krzyku. Słuchania, a nie wzajemnego zagłuszania. Szukania tego, co nas łączy, zamiast nieustannego podsycania tego, co nas dzieli.
Nie chodzi o to, by rezygnować z własnych przekonań czy udawać, że nic się nie stało. Chodzi o to, by nawet w najtrudniejszym sporze zachować szacunek dla drugiego człowieka.
Zacznijmy ze sobą rozmawiać, zanim przestaniemy się słyszeć. Zanim różnica zdań stanie się wrogością, a wrogość doprowadzi do kolejnej tragedii.
Nie każdy konflikt musi kończyć się sądem, karą, zerwaniem relacji czy kolejną wojną. Czasem wystarczy usiąść naprzeciwko siebie i naprawdę porozmawiać.
Nie musimy się kochać. Nie musimy się ze sobą zgadzać. Ale musimy nauczyć się ze sobą rozmawiać.
Bo jeśli zabraknie nam dialogu, zostanie tylko krzyk, strach i wzajemna wrogość. A na takim fundamencie nie zbudujemy ani dobrego społeczeństwa, ani dobrych relacji międzyludzkich.
Nie pozwólmy, by nienawiść wygrała z człowieczeństwem. Dialog nie jest oznaką słabości. Jest naszą wspólną odpowiedzialnością.
Zostaw komentarz