„Jeśli ktoś szuka sensacji nie znajdzie w tej audycji Radia Ludzi Rozsądnych żadnych sensacji” – zapewnia płk Piotr Wroński, były oficer służb specjalnych. – „Prezydent Kaczyński bardzo przeszkadzał Rosjanom, ale nie tylko., bo był pierwszym polskim prezydentem po 1989 roku, który wdrażał w życie ścisłą współpracę wojskową z Amerykanami” – podkreśla był oficer Agencji Wywiadu, który 10 kwietnia 2010 roku jak wielu innych oficerów został odesłany do domu, bo był piękna pogoda. Jednak po przejściu na emeryturę od wielu lat bardzo głośno mówi, w jakim kierunku powinno iść śledztwo smoleńskie i twierdzi, że winni śmierci Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką i 94 najwyższych dostojników państwowych są w Polsce. Czas zadać kluczowe pytania najwyższym urzędnikom państwowym i powiedzieć sprawdzam. Polacy mają prawo poznać prawdę a winni powinni usłyszeć zarzuty i stanąć przed Trybunałem Stanu oraz usłyszeć zarzuty prokuratorskie przed sądem powszechny. Tego wymaga Polska Racja Stanu. Nie buduje się państwa na niekompetencji i zbrodni. Nie wolno nam powielać kłamstw i manipulacji. Wyjaśnienie zamachu smoleńskiego jest tak ważne jak prawda Katyńska. Katastrofa Smoleńska można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że spięła klamrą te wydarzenia Katyń i Smoleńsk. Kłamstwo o tych tragicznych dla nas wydarzeniach jest w sposób podobny sączone do naszych głów.
Polska została ograna 10.04.2010 roku i zamordowano nam Prezydenta i jego Małżonkę oraz 94 osoby lecące, jako polska delegacja na obchody 75. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Państwo nie zdało egzaminu! – „Nie obchodzą mnie konsekwencje, oskarżenia, prowokacje, obrzucanie błotem, deprecjonowanie mnie poprzez ataki personalne, straszenie. Nie obchodzi mnie to wszystko. Tragedia smoleńska, zamach smoleński, musi zostać wyjaśniony i jest to zadanie nas wszystkich, bo nie można budować państwa na niekompetencji i zbrodni. Mocne słowa! Wiem. Powtórzę je jeszcze nie raz. Moje „dowody” na zamach smoleński nie mogą być uznane za dowody w sensie prawnym. Są to tylko poszlaki, ale w pracy operacyjnej stanowią swoiste dowody. Wielokrotnie w kontrwywiadzie wiedzieliśmy, że ktoś jest szpiegiem, lecz nie byliśmy w stanie zdobyć dowodów w sensie prokuratorskim. Tak jest w każdej służbie na świecie” – mówi płk Piotr Wroński, były oficer polskich służby specjalnych.
Zawsze służył Polsce. – „Uważam, że oprócz dyskusji i badań prowadzonych przez Zespół Parlamentarny, winny być równolegle prowadzone inne, skupiające się na sprawach, o których piszę od lat i powiem w audycji. Przez te ostatnie 10 lat odebrałem wiele telefonów, wiadomości na FB od ludzi, którzy zgadzają się ze mną, a nawet potwierdzają moje „ustalenia”. Dowiedziałem się, na przykład, że podobnie, jak ja zareagował jeden z ówczesnych naczelników (nie ma go w służbie od kilku lat; został zwolniony pod błahym pretekstem), który rozesłał po „swoich” ludziach SMS, wzywający ich do gotowości i oczekiwania na decyzje przełożonych, z którymi nie udało mu się skontaktować. To był jedyny SMS od niego w ten weekend. Podobnie było w delegaturach ABW. Nawet w tych na „ścianie wschodniej”. Nie jestem w stanie sprawdzić tych informacji. Mogę im tylko dać wiarę, bazując na własnych doświadczeniach. Nie wiem też czy ci ludzie, będą mieli odwagę by potwierdzić to publicznie. Kontaktowały się ze mną osoby z różnych środowisk, w tym z diametralnie odrębnych ugrupowań politycznych. Wszyscy zgadzali się w jednym punkcie: należy znaleźć i ukarać winnych za tragedię smoleńską. I to jest powód, dla którego nie przestanę. Nie obchodzą mnie konsekwencje, oskarżenia, prowokacje, obrzucanie błotem, deprecjonowanie mnie poprzez ataki personalne, straszenie. Nie obchodzi mnie to wszystko. Tragedia smoleńska, zamach smoleński, musi zostać wyjaśniony i jest to zadanie nas wszystkich, bo nie można budować państwa na niekompetencji i zbrodni. Mocne słowa! Wiem” – stwierdza były oficer Agencji Wywiadu w służbie czynnej 10.04.2010 roku.
Pułkownik uprzedza pytania. – „Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przed wyborami? Na pierwsze pytanie odpowiedź jest prosta: dopiero teraz mam możliwość, swoje Radio Ludzi Rozsądnych i nikt nie zmanipuluje moich słów. Nie chcę tu podawać szczegółów, ale już w 2011 roku usiłowałem skontaktować się z kimś, kto przynajmniej porozmawia ze mną na ten temat. W jednym z tygodników, wychodzących wówczas, otrzymałem króciutką odpowiedź, która wręcz odstraszała mnie od takich kontaktów. Oprócz tego, do października 2011 roku byłem czynnym oficerem. Nie mogłem ujawnić się, gdyż popełniłbym przestępstwo, a przede wszystkim naraziłbym zwykłych pracowników, którzy mi zaufali. W grudniu 2013 roku w dość brutalny sposób ustały moje związki z wywiadem (nota bene też przez „Smoleńsk” i szkolenie analityczne) postanowiłem szukać dalej. I co? Nadal było to samo” – wspomina.
Nie wolno nam milczeć w sprawie Smoleńska! – „Moim zdaniem, ci, co twierdzą, że trzeba milczeć o Smoleńsku, bo „przegramy wybory” są w błędzie. Po pierwsze, zawsze są jakieś wybory i co z tego? Mamy milczeć i pozwolić, by czas zagmatwał jeszcze bardziej możliwości wykrycia sprawców? Przecież to działa jedynie, na korzyść tych, którzy „tragedię smoleńską” chcą „zamieść pod dywan” i przyjąć raport Anodiny za jedyne rozwiązanie. Na to nigdy nie można się zgodzić. O dziwo, zauważcie Państwo, głosy o prowokacji z mojej strony pojawiają się wśród polityków, mocno „niszczących” PiS” – prowadzący audycję.
Wszyscy o tym wiedzieli? – „Złośliwi powiedzą, że nic nowego nie mówię. Oczywiście! Nie przedstawiam, żadnych dowodów, bo ich mieć nie mogę. Na czym mam się oprzeć? Jestem humanistą i sprawy techniczne są dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Nie mogę więc, dyskutować na ich temat. Od tego są fachowcy. Znam jednak działanie polskich instytucji państwowych, procedury, zależności oficjalne i rzeczywiste. Znam pracę operacyjną i jej zasady. Wiem również, ze złożyłem fakty już znane, chociaż wydaje mi się, iż złożyłem je w całość, gdyż zrobiono wszystko, by je rozproszyć i w ten sposób utrudnić wnioskowanie. Połączyłem to, co znalazłem poprzez „biały wywiad” – do innych informacji nie miałem dostępu – z własnym doświadczeniem oraz obserwacjami i przeanalizowałem wydarzenia przed i po. Doszedłem do określonych wniosków. Być może błędnych, lecz opieram się jedynie na oficjalnie dostępnych źródłach i własnych obserwacjach. Jeśli zatem rzeczywiście polskie służby specjalne coś robiły , a mnie pominięto, bo nie byłem przydatny, niech powiedzą, co i jakie osiągnięto rezultaty. Jeśli nie, to niech wskażą, dlaczego i kto im nakazał takie postępowanie. Nadal też uważam, że w sytuacji najwyższego zagrożenia należy poświęcić aktywa, bo wymaga tego dobro wyższe –kraju i jego obywateli i nie obchodzi mnie krytyka wszystkich teoretyków wywiadu, którzy nigdy tej roboty nie wykonywali, lecz potrafią doskonale żonglować oficjalną bibliografią. Należy ludziom wyjawić prawdę, bez względu na jej konsekwencje. Inaczej stajemy się wspólnikami zła. Pamiętajcie też państwo, że jestem praktykiem. Moje „dowody” nie mogą być uznane za dowody w sensie prawnym. Są to tylko poszlaki, ale dla w pracy operacyjnej stanowią swoiste dowody. Wielokrotnie w kontrwywiadzie wiedzieliśmy, że ktoś jest szpiegiem, lecz nie byliśmy w stanie zdobyć dowodów w sensie prokuratorskim. Tak jest w każdej służbie na świecie. Chcecie jednak następnych poszlak-dowodów?” – pyta płk Wroński.
Jeszcze jeden wniosek, a właściwie pytanie? – „Dlaczego sprawy proceduralne tak szybko zniknęły z mediów głównego nurtu, które od razu zaczęły huraganowy atak na ministra Macierewicza i wszystkich tych, którzy nie zgadzali się z oficjalnie propagowaną opinią? Rzeczywiście, w oficjalnym raporcie, a nawet w mainstreamie były, jakieś krótkie wzmianki o „bałaganie”, lecz szybko je pomijano, uzasadniając koniecznością „kontroli”. Cóż, owa „kontrola” wykazała „nieprawidłowości”, ale nie wskazała winnych, ani wpływu tych „nieprawidłowości” na ten tragiczny lot do Smoleńska. Poza tym utajniono wszystko… i umyto ręce. Tak to odbieram. Chciałbym również usłyszeć cały zapis rozmów pilotów, od włączenia silników do samego końca. Byłoby wówczas możliwe określenie, m.in. momentu, w którym zorientowali się, że coś nie gra. Jeśli nie mamy oryginałów czarnych skrzynek i pełnego zapisu, jest ogromnym, o ile nie podłym, nadużyciem obarczanie ich winą lub twierdzenie o presji wywieranej na nich, co czynią wciąż czynniki oficjalne. Jest to po prostu nieuczciwe. Nota bene, z tych opublikowanych fragmentów dla mnie wynika, iż generał Błasik, jako doświadczony pilot zorientował się, że coś jest nie w porządku i chciał pomóc młodszym kolegom i nie tworzył żadnej presji, jak chcą tego Rosjanie. Dlatego uznaję, że konieczna jest analiza całości. Oryginalnej całości” – stwierdza.
Zamach Smoleński trwa nadal. – „Zamach. Nigdy nie wycofałem się i nie wycofam z używania tego słowa. Oskarżenie o to nie jest sprawiedliwe. Rzecz w tym, że ja nadal uważam, iż do upadku samolotu nie musi prowadzić wybuch. To znów zostawiam naukowcom. Można, moim zdaniem, doprowadzić do katastrofy samolotowej poprzez wytworzenie całego ciągu czynników, które spowodują jego upadek. Nie będę tu ich wymieniał. Utwierdza mnie w tym informacja, która dopełnia mój ogląd sprawy. SKW aresztowała rosyjskiego szpiega, który od 2001 roku do 2011 roku służył w 36 Pułku. Z pracy w kontrwywiadzie wiem, że takie sprawy trwać mogą dość długo, zanim udowodni się szpiegostwo procesowo. Jeśli tak było, to kiedy SKW powzięło swoje podejrzenia? Przed 2010 rokiem? Co wówczas zostało zrobione, by to ewidentne zagrożenie dla osób sprawujących najwyższe funkcje państwowe zneutralizować? Czy znów zasłonięto się paranoją tajności i „dobrem służby”? Jeśli zaś te podejrzenia pojawiły się później, to czy miały i jaki związek z 10 kwietna 2010 roku? „Niekompetencja, bałagan, złamanie wszystkich procedur”. Tym zainteresowałem się, ponieważ to mogę ocenić. W przypadku Tupolewa moja ocena jest jasna: to był zamach. Jak inaczej można nazwać wydarzenia przedlotem, które służyły uniemożliwieniu, utrudnieniu wizyty Prezydenta RP? Jeśli dołożymy do tego wyraźnie sterowaną narrację praktycznie od pierwszych chwil po upadku samolotu oraz wszystkie następujące później wydarzenia, to wniosek jest oczywisty. Nie interesuje mnie przy tym, czy stały za tym siły obce, czy „tylko” walka polityczna. W każdym wypadku działanie te noszą wszelkie znamiona zamachu. Niektórzy mówią o niekompetencji, niekompetentnych urzędnikach, nieprzygotowanych do powstałego kryzysu. To nic nie zmienia. Niekompetencja sugeruje brak intencjonalności, ale tak nie jest. Nie wierzę w przypadkowe mianowania lub delegacje. Ktoś tych urzędników mianował, wyznaczył zadania i ktoś za to wszystko odpowiada osobiście. Ktoś też nie zareagował, widząc nieprawidłowości, bądź nie chciał ich widzieć. A to już jest intencjonalne. I stąd się właśnie bierze moja teza o zamachu. I będę tak sądził, dopóki ktoś nie udowodni, że jest inaczej” – dobitnie mówi Piotr Wroński w audycji radiowej pt. „Smoleńsk 10 lat później. Kilka pytań do urzędników państwowych”, która można wysłuchać w archiwum na stronie Radio Ludzi Rozsądnych klikasz tutaj (audycja z 09.04.2020 r., link: https://www.kcht.eu/archiwum-kcht/?)
Od Redakcji Pressmania:
Czas najwyższy zapytać także o telefony osób lecących TU-154M, a szczególnie ten satelitarny Prezydenta Kaczyńskiego. Do tej pory nie wiemy, czy te telefony zostały zniszczone w czasie upadku samolotu, czy nie. Jeśli przetrwały, to wówczas przez jakiś okres czasu, Rosjanie odbierali i kontrolowali komunikację wysyłaną na te numery? W przypadku Blackberry MSZ mieli dostęp do clarisów i depesz do określonej klauzuli informacji tajnych i do poufnych? Czy przez to Rosjanie mogli monitorować nasze działania bezpośrednio po tragedii smoleńskiej? Chcielibyśmy wiedzieć, kiedy „zdjęto” telefony ofiar tragicznego lotu do Smoleńska z rozdzielnika i czy zostały one uszkodzone w trakcie upadku, czy może przez Rosjan, którzy chcieli ukryć własną ingerencję w ich zawartość? Czy istnieje ekspertyza na ten temat? To tylko kilka pytań. W audycji usłyszycie szereg pytańjakie zadaje płk Piotr Wroński. My poczekamy na raport zapowiadany przez ministra Antoniego Macierewicza i wtedy zadamy kilka kolejnych pytań.W tym miejscu pragniemy poinformować, że płk Piotr Wroński nie zgodził się nam udzielić wywiadu w sprawie zamachu smoleńskiego, bo jak stwierdził odizolował się od bestii medialnej.
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=926282751161548&id=100013394945343%2F%2F%2F&hc_location=ufi/NAPRAWDĘ, TO CO WYPRAWIA SIĘ Z KATASTROFĄ SMOLEŃSKĄ WOŁA O POMSTĘ DO NIEBA! Minęło 120 miesięcy i de facto nieznana jest prawdziwa przyczyna tej tragedii!
• -Ta katastrofa, to 1-sza w historii świata katastrofa, gdzie ginie prezydent Państwa, generalicja (więcej ich naraz zginęło niż w całej II wojnie światowej) i najważniejsze polskie elity oraz rodziny ofiar katyńskich! Co by było, gdyby przytrafiło się to amerykanom, czy Żydom załóżmy hipotetycznie, że zginęli by szefowie ich rządu ze świtą:
•-natychmiast zabezpieczyliby wrak samolotu (tak zawsze robią) i w ciągu 48 godzin, przetransportowaliby by go do siebie (nie dopuściliby do pocięcia dowodu w sprawie),oraz przejęliby czarną skrzynkę, •-Wojskowe procedury sprowadzania samolotów do lądowania różnią się znacznie od procedur ICAO-owskich.
• -W wojsku decyzję o lądowaniu podejmuje kontroler. Wystarczyło powiedzieć : ZAPRYSZCZAJU (zabraniam),takie słowo nie padło.
•-Zgodnie z planem lotu wykonanym około godz. 4.00 w dniu 10 kwietnia przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, był to lot o numerze PLF-101-M-I o statusie HEAD, gdzie PLF oznacza Siły Powietrzne RP, 101 – numer statku powietrznego lub szczegółowy numer lotu, M (MilitarYy– lot o charakterze wojskowym, I – lot według procedur instrumentalnych, zaś HEAD – obecność prezydenta, premiera, marszałka Sejmu lub Senatu na pokładzie maszyny.
•-Zadziwiająco szybko za to zdecydowano, że organem prowadzącym postępowanie będzie rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy…
•-Mamy bowiem oto sytuację, że oficjalnym organem prowadzącym badanie przyczyn katastrofy został MAK, który jest organizacją nieposiadającą uprawnień do badania katastrof samolotów wojskowych. JAKIM CUDEM ?
•-W dniu katastrofy prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew złożył ustną deklarację poprowadzenia wspólnego śledztwa przez prokuraturę polską i rosyjską. Ale premier Donald Tusk nie przypilnował, żeby stała się ona wiążącą obie strony umową.
•-Przyjęcie Konwencji Chicagowskiej, która stosuje się tylko do statków Powietrznych cywilnych
•-Kłamstwa jakoby lot PFL-M-I był lotem cywilnym gdzie M = Military
•-Zaginięcie rejestratora lotu K3-63 – jedynego z 5 urządzeń Tu-154M, którego zapisów nie da się sfałszować
•- Załącznik 13 do Konwencji Chicagowskiej NAKŁADA NAŚLEDCZYCH OBOWIĄZEK REKONSTRUKCJI WRAKU! BRAK WRAKU I WG OŚWIADCZEŃ RZĄDU TUSKA – JEGO NIE BĘDZIE
• -Ważący 78.6 t. samolot rozbił się na wiele tysięcy części nie zostawiając w ziemi krateru. Zamach nad Lockerbie – upadek z 10 tysięcy m. – wszyscy zabici -ok.10 tysięcy szczątków. „Wypadek” w Smoleńsku – upadek z 5-9 m – wszyscy zabici ok. 30 tysięcy szczątków.
• -Brzoza o wytrzymałości TS400MPa 17) Samolot przelatując nad brzozą był na wysokości PONAD 20 m, brzoza złamana na 6.66 m
• -niechlujnie wykonano sekcje zwłok,(pomylono wiele zwłok, np. w przypadku posła Wassermana wszyto mu serce i płuca w nogi zaś w klatce piersiowej ziemię, drewno i śmieci) -wbrew zapewnieniom pani minister E. Kopacz
o niezwykle starannym i sumiennym traktowaniu zwłok i przeprowadzeniu sekcji zwłok. Było to ohydne kłamstwo, niegodne człowieka nie zaś ministra, ale widać jak na dłoni, że za takie kłamstwo premier D. Tusk awansuje i awansował ją pewnie za to smoleńskie kłamstwo, na marszałka sejmu III RP (!) To są fakty!
• -szantażuje i wyśmiewa ( wprost szydzi się) się z polskich naukowców badających sprawę, w tym również niezależnych zagranicznych naukowców!
• – Najgorsze w tym jest to, że robią to wybrani redaktorzy i inni totalni ignoranci, techniczni analfabeci oraz analfabeci w dziedzinie katastrof lotniczych, tacy jak (polityczna laureatka nagrody grand Press A Kublik z GW (spółek SP -KGHM i PGE) http://niezalezna.pl/49512-grand-press-dla-kublik-za-jej-pa… Robią to wbrew woli Rodzin Ofiar tragedii!
• -W miejscu największej tragedii lotniczej w dziejach Polski, wycina się brzozę (dowód w sprawie), buduje się sklep
motoryzacyjny, bezkarnie niszczy się wrak (dowód w sprawie) i to na oczach mediów, ponadto pokrywa się to miejsce metrowa warstwą ziemi ( typowe zatarcie śladów wypadku)!
TA TRAGEDIA MUSI BYĆ WYJAŚNIONA, CHOĆBY TYLKO PO TO ABY NIGDY SIĘ NIE POWTÓRZYŁA!
-NAJTRAGICZNIEJSZE W TYM WSZYSTKIM JEST TO, ŻE W TEN SPOSÓB NIE POZWALA SIĘ WYJAŚNIĆ TEJ TRAGEDII,
ZAŚ LUDZI, KTÓRZY Z PASJĄ I OLBRZYMIM ZAANGAŻOWANIEM TO ROBIĄ , NAZYWA SIĘ NAWIEDZONYMI!
PS•- 2 listopada 2012 roku motoszybowiec PW – 4 Pelikan /SP-8050/, którego płatowiec wykonany jest z kompozytu epoksydowego /żywica epoksydowa i wata szklana – masa własna 525 kg/ o maksymalnej masie startowej 720 kg /Tu154M 100 ton/ podchodząc do lądowania na lotnisku Bemowo w Warszawie. z prędkością 65 km/h skosił żelbetonowy /stal zbrojeniowa i beton/ słup latarni ulicznej o średnicy dwudziestu kilku centymetrów /TU-154M leciał z prędkością 250 kilometrów na godzinę/.Lecący samolotem zabawką członek /polskiej/ Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych badających smoleński przypadek ppłk. pilot mgr inż. Robert Benedict i pasażer przeżyli. Jest to mimowolny, ewidentny eksperyment, który obala tezy raportu pożal się Boże ekspertów MAK!
•-9 maja 1987 roku w Lesie Kabackim – samolot pasażerski Ił-62M SP-LBG /techniczny rówieśnik Tupolewa TU-154M/ „Tadeusz Kościuszko” LOT, rozbił się przy podchodzeniu do awaryjnego lądowania
Powalone zostały również drzewa w Lesie Kabackim na obszarze prostokąta o wymiarach około 370 × 50 metrów, a zatem prawie DWU HEKTARÓW! Wśród powalonych drzew były również KILKUSETLETNIE DĘBY! A NIE 1 BRZOZA?
• -6 lipca 2013 r. Katastrofa lotu Asiana Airlines 214 podczas lądowania samolotu Boeing 777-200ER nr HL7742 południowokoreańskich linii Asiana Airlines w porcie lotniczym San Francisco. Był to rejsowy lot z portu lotniczego Seul-Inczhon w Korei Południowej. Na pokładzie samolotu znajdowało się 291 pasażerów i 16 osób załogi. 2 osoby zginęły, jedna zmarła w szpitalu. Samolot Boeing 777-200ER o numerze rejestracyjnym HL7742, usiłując lądować wizualnie (system ILS i inne pomoce były nieczynne według komunikatów NOTAM) w docelowym porcie lotniczym San Francisco, uderzył gwałtownie ogonem o betonową opaskę brzegową nabrzeża drogi startowej 28L, wystającą w głąb zatoki San Francisco. Kolizja miała miejsce 6 lipca 2013 o 11:27 czasu lokalnego, 115 metrów (375 stóp) przed progiem drogi startowej. Ogon, podwozie i silniki oddzieliły się od kadłuba samolotu. Kadłub wraz ze skrzydłami zatrzymał się – zasadniczo w jednej części – ok. 1500 metrów za progiem pasa startowego, na terenie trawiastym na południe od drogi startowej. Kadłub samolotu obrócił się o 360 stopni i po kilku minutach stanął w płomieniach. W międzyczasie po jednej stronie samolotu zostały uruchomione awaryjne zjeżdżalnie i wszyscy, którzy przeżyli uderzenie, zdołali ewakuować się przed pożarem. Większość pasażerów ewakuowano bez poważniejszych obrażeń. Po kilku godzinach służby ratownicze i zarząd lotniska potwierdziły śmierć dwóch osób, obywatelek Chin, obie miały 16 lat. Ich ciała zostały odnalezione poza kadłubem samolotu. Zostały przejechane przez samochód biorący dział w akcji ratunkowej. Trzecia ofiara zmarła później w szpitalu w San Francisco. Waga samolotu Boeing 777 w momencie uderzenia o beton ok 300 ton. Naszego tupolewa, który spadł w błoto ok 80 ton.