Wysłuchałem tej rozmowy Tomasza Stawiszyńskiego z prof. Bohdanem Chwedeńczukiem z mieszanymi uczuciami. Zabrzmi to może dziwnie, ale gdybym w 1993 roku (roku powstania „Bez Dogmatu”) miał nie 14, a, powiedzmy, 24 czy nawet 30 lat, i miał taki mindset, jaki miałem w wyżej wymienionych okresach mojego życia, to być może nawet bym tę diagnozę o panoszeniu się Kościoła w Polsce podzielał. Bo być może, paradoksalnie, była ona – i chyba nadal jest – w jakiejś mierze słuszna. Coraz częściej niestety dochodzę do wniosku, że Kościół tą falą obecnej niechęci do siebie odbiera słuszną odpłatę za to, że nie umiał być bardziej boski niż ludzki. Tylko że jak zwykle jest jakieś „ale”.
Do mniej więcej 2010, a nawet jeszcze w porywach do jesieni 2012, uważałem się za świeckiego humanistę, liberała i umiarkowanego lewicowca. Czyli po prostu typowy zestaw tzw. młodego inteligenta z ówczesnego głównego nurtu.
Niestety właśnie gdzieś w 2011-2012 zaczęło do mnie docierać, że to wszystko jest w zasadzie antytezą siebie deklarowanego – że jest równie, a niekiedy nawet bardziej, fanatyczne, nietolerancyjne, autorytarne i, nomen omen, zdogmatyzowane jak przysłowiowy Ciemnogród, któremu jakoby się w imię rozumu sprzeciwia. To było dla mnie naprawdę głęboko rozczarowujące. Na tyle, że w ramach buntu aż uciekłem w prawicowe klimaty. I trochę tak niestety odczytuję tę rozmowę – jako głos kogoś tak skrajnie reaktywnego, zapiekłego w swojej nienawiści i będącego w gruncie rzeczy lustrzanym odbiciem obiektu swej krytyki, że trudno tę krytykę traktować poważnie, nawet jeśli zawiera słuszne elementy. I tak mam z praktycznie każdą wypowiedzią tzw. liberalnej strony o Kościele.
Do niedawna mogłem przynajmniej odpalić tryb konserwatywnego oburzenia, ale teraz… a zresztą. Życie jest zawsze gdzie indziej i zawsze wyślizguje się dogmatom – i tym lewym, i tym prawym. A poza tym każdego, kto z czymś tak mimo wszystko wciąż dla wielu ludzi ważnym tak zaciekle walczy, zawsze warto zapytać, co daje w zamian. I tu mogą się zacząć schody, bo ta oferta, gdy się ją lepiej pozna, niekoniecznie musi się okazać atrakcyjna.
Zostaw komentarz