„za dzieciaka … „, „za szczeniaka …”
Tymoch, Tymek, Tymeczek, Tymoszka, Tymo, ……
Nic chyba mnie bardziej nie wkurwia w codziennej semantyce polskiej jak te prowincjonalno – wiejskie tuningi charakteru dokonywane za pomocą zastępowania delikatnych brzmień wyrazów brzmieniem niby mocnym, niby w stylu macho, ale w rezultacie obcesowym i tępym, czyli zamiast mówić:
„na razie” – nara
ciarki – ciary, wargi – wary, zmarszczki – zmarchy,
drgawki – drgawy, itd. ….
Wygląda to podobnie jak w celi więziennej im większy słabeusz tym mocniej będzie dążyć do bycia mocnym i obcesowym w gębie, by nikt nie pomyślał, że jest „cwelem”. Czyli nie może powiedzieć na przykład „wstążka” a powie:
” wstącha …”, „ciary”, „wary” bibułka – bibuła, itd …..
Trochę podobnie brzmi sformułowanie „za dzieciaka …..”. Nawiasem mówiąc zamiłowanie do końcówek „-szczak”,
„- ciak” to dość typowe nawiązania do (nie oszukujmy się) jakże prymitywnej gwary warszawskiej: prosiak, kurczak, poniatowszczak, itd. …
Ja wiem, …. po tym jak Nizioł opublikował swój klip „Za dzieciaka” nagle wszyscy zaczęli to bezmyślnie papugować. Ale dla mnie brzmi to tak jakby rozmówca szowinistyczno- macho- niedojeb, nagle chciał podkreślić, że już jako bachor był … joł joł joł, jaki sprytny, jaki ważny….. a w rzeczywistości „za dzieciaka” – brzmi jak: za szczeniaka, za prosiaka, za cielaka, za cwaniaka. To taka łagodniejsza forma niż „za gówniarza …. „za bachora”, „za obszczymura”.
Ale ok, może to subiektywny mój odbiór niekoniecznie zgodny z Waszym. Natomiast jest coś obiektywnie paskudnego co w Polsce jest normą.
W Ameryce dzieci od najwcześniejszych lat uczy się kilku podstawowych zasad:
1. Nie wolno karać, drwić, lżyć kogoś za coś, na co nie miał żadnego wpływu, co nie jest ani jego wyborem ani winą, ani przewinieniem ani intencją.
2. Nie wolno haniebnie komunikować się z innym człowiekiem w taki sposób aby go niepotrzebnie ranić lub poniżać ….
3. Nie wolno poniżać kogokolwiek gdy mówimy o kimś w jego nieobecności.
Co z tego na przykład wynika w praktyce:
Na przykład to, że nie wolno nikomu nadawać ksywek, pseudonimów, określeń – bez jego wiedzy ani woli a tym bardziej nie mogą to być określenia zniesławiające, czy poniżające typu:
Wróbel, Ciota, Pała, Czacha, Siara, ……. za takie rzeczy – wytacza się procesy sądowe.
W Polsce to oczywiście norma!
Komu przyjdzie do głowy poprosić adresata albo o wymyślenie dla siebie ksywy albo o akceptację propozycji danej ksywy? Oczywiście – nikomu. Ksywy, przezwiska, określenia nie mogą nigdy pochodzić od nazwisk ani imion, ponieważ to absolutny szczyt prymitywizmu.
Dlaczego?
Ponieważ to niezgodne z elementarnymi zasadami współżycia i komunikacji – ponieważ na ogół nikt sobie sam nazwisk ani nawet imion nie wybiera, więc nie może w żaden sposób ponosić konsekwencji takiego czy innego ich brzmienia.
Zauważcie jak w Polsce ten rodzaj prymitywizmu jest powszechny. Niemal pewnikiem jest, że Kowalski będzie Kowalem, Fiutowicz – Fiutem, Cipowska – Cipą itd …. Nawet prymitywni jak cep politycy dają temu przykład.
Pamiętam jak Ludwik Dorn kiedyś aby upokorzyć Kubę Wojewódzkiego utworzył performance złożony z „kupy powiatowej”, ” kupy gminnej i wojewódzkiej” nie zdając sobie sprawy z tego, że zrobił tym samym nie z Kuby, ale z siebie ostatniego prymitywnego wała i „cwela”.
Tak, tak wiem …. to było w odpowiedzi na antypatriotyczne zatykanie flag w kupy, ale pamiętajcie, że czasem można na chamstwo odpowiadać podobnie – ale w komunikacji bezpośredniej z chamem, raczej nie w sferze publicznej. Z takich ciekawostek semantycznych podobnie wkurzające jest tworzenie „częstochowskich rymowanek” typu: często – gęsto.
Błagam nie mówcie i piszcie „często-gęsto” bo to rzadkie, czyli słabe jest dość. Równie głupio jak „często-gęsto” brzmi: „rzadko-gładko” czy „rzadko – matko”.
No i na koniec uważam, że powinniśmy wprowadzić zakaz używania słowa: „bynajmniej”, ponieważ „bynajmniej połowa Polaków nie odróżnia słowa przynajmniej – od bynajmniej”. Napisałem to oczywiście prześmiewczo, powinno być: „przynajmniej połowa Polaków …. „.
Reasumując mam swój Nickname ale taki, jaki sam sobie wybrałem i nie jest to ani Tymek ani Tymoszko a Timoore (Timur po polsku) i wcale nie od książki „Timur i jego drużyna” a od Archipelagu Timur nad Australią, skąd często do Was piszę. I tyle w temacie.
O kurwa, to także na mnie działa jak płachta na byka.
Zauważcie, że im bardziej prymitywny endek w Polsce tym częściej używa tej czy zbliżonej formy: „i tyle w temacie”. Ma to podkreślić, że powiedział co wiedział i spierdalać….
A brzmi to mniej więcej tak:
No i tyle w temacie. To wszystko co mam do powiedzenia. No i chuj z tym, co wy myślicie.
Pozdrawiam serdecznie
Piotr
„I tyle w temacie”… świetna konstatacja 👏👏👏