Od miesiąca z hakiem, jeśli nie wcześniej nawet należałoby szukać przesłanek, przeżywamy głęboki kryzys i jeszcze mocniej niż do tej pory, jesteśmy podzieleni. Nierozumna podyktowana kalkulacjami politycznymi tudzież naciskiem talibów ze swego zaplecza decyzja tzw. Trybunału Julki Przyłębskiej – otwarła puszkę Pandory. Nałożyły się gniew i złość dziewczyn i kobiet o których losie ktoś próbuje poza nimi decydować, bez dyskusji z nimi z narastającym zmęczeniem z racji pandemicznych ograniczeń. Te zaś wprowadzane, częściowo nawet zrozumiałe są na bazie cienkich ram prawnych – rozporządzeń, ponieważ brakowało i brakuje odwagi na wprowadzenie stanu nadzwyczajnego.

Najważniejsza jest polityka i kurczowe trzymanie się pryncypiów dla tej władzy ważnych. Ostatnie kolejne zaostrzenie, kiedy wydaje się że powoli protest się wyczerpuje (raczej pierwsza faza), posiada zapewne swoją logikę. Ma odstraszyć, zniechęcić naśladowców, pokazać też równomierność działań – po równo damskim bokserom od pseudo-patriotycznych marszów z 11 Listopada i wobec protestujących ze Strajku Kobiet.

Stąd zapewne nieumundurowani antyterroryści z pałkami telekskopowymi rzuceni na panie, ściganie 14 latka za wpis jakiś w sieci i groźba, choć ma rodzinę procesem i poprawczakiem albo niesienie blondynki z warkoczem przez 3-4 dobrze zbudowanych mężczyzn, czy też powalenie z hasłem „Ty szmato”, 17 latka i jego prawie 24 godzinne zatrzymanie. Notabene narzuca się prośba do zwierzchników rzecznika instytucji, aby bardziej kreatywny argument podali – większość z grona tak potraktowanych ma te same zarzuty – zagrożenia cielesności interweniujących policjantów – te wątłe dziewczyny i wybaczcie chłopcy – te szparagi (bądź nawet poseł Czarzasty), dałyby radę zagrozić rzeczywiście uzbrojonym po zęby funkcjonariuszom, ubranym w ochraniające ich uniformy, a może też państwu?

Przypomina się, jak w PRL aresztowano często rozrzucających ulotki za … zaśmiecanie, jak dzisiaj łatwo kieruje się sprawy do sanepidu. Ciekawe, czy jest spójne straszenie poprawczakiem i sądem rodzinnym Maćka, gdy ten ma kochających rodziców – przez czy policję czy prokuraturę, reprezentantów rządu prawiącego o prorodzinnej polityce ?

Przed powstaniem styczniowym, niegłupi notabene rodak w rosyjskiej służbie, nawet racjonalnie chcący zapobiec powstaniu – Aleksander Wielopolski, jednak uszczęśliwiający naród na siłę, bez szukania zaplecza, przekonany był o swej niemylności. Też czuły na swoje ego. Kiedy na jego ogrodzonej parceli w 1862 r. grupa chłopców przeszła przez plot i tam się bawiła piłką, wysłał przeciw nim kozaków – bo naruszyli młodzi prawo i sołdaty prowadzili ich przez Warszawę, budząc niesmak widzów. Przykre nasuwają się skojarzenia, nawet jeśli bolesne.

Sytuacja dzisiaj inna, ale tyle mamy problemów, a szukamy nowe. Jasne że pandemia zaskoczyła wszystkich, ale trwa ileś miesięcy i niepotrzebne są pokazowe na razie ruchy, jak na Stadionie Narodowym, ale ciężka mozolna praca, zjednoczenie wysiłków bez barw partyjnych. Niekoniecznie muszą to być apele o 100 dni tzw. solidarności – rozumiem, ze premier miał intencje dobre, ale nasuwa się skojarzenie z generałem w ciemnych okularach. Wypada jakiś gest zrobić, jak się coś takiego proponuje. Na dodatek jeszcze zbędne komplikacje międzynarodowe, też będące efektem wewnętrznych rozgrywek. Te wszystkie sny o Trójmorzu i, jeśli nie Trójoceanii wydają się groteskowe – w grze jesteśmy sami, albo z cynicznym, wytrawnym graczem i partnerem znad Dunaju, który może za drobne ustępstwo w każdej chwili zmienić zdanie.

Po co nam to wszystko?

Tworzy się nowa rzeczywistość pełna znaków zapytania, dawne kalki z czasów komunistycznych już nie pasują do opisu, choć są pociągające, bo się długo sprawdzały. Dla Janków, Maćków a przede wszystkim ich koleżanek to czas zamierzchły, a my co to piszemy trochę „prekambrami”.

Autor: prof. UAM, dr hab. Michał Jarnecki
Polski historyk – specjalista od dziejów Europy Środkowej XIX i XXw., polskich powstań narodowych – zwłaszcza styczniowego, stosunków polsko-czechosłowacko-ukraińskich, historii Rusi Zakarpackiej oraz tzw. polskich planów kolonialnych w 20 leciu międzywojenym. Pracuje na UAM-filia Kalisz. Długoletni belfer (liceum i „zawodówka”). Prywatnie miłośnik podróży i przygody – 3/4 globu pod butem.